To samo zjawisko można nazywać w różny sposób. Można mówić, że w bezpieczeństwie jazda na gapę Europejczyków (na koszt Amerykanów) już się skończyła. Można napisać, że czasy „dywidendy pokoju”, gdzie Europejczycy na obronność wydawali czasem mniej niż 1 proc. swojego PKB, a zwiększali wydatki na edukację, służbę zdrowia czy zabezpieczenia socjalne, niestety są za nami. Można wyjaśniać, że architektura bezpieczeństwa w naszym regionie się bardzo zmieniła na naszą niekorzyść.
Ale sprowadzanie tego do jednego mianownika jest proste: z powodu agresywnej polityki Rosji, jeśli nie chcemy mieć w Polsce rosyjskich żołnierzy i bestialstwa, jakiego dokonali np. w ukraińskiej Buczy, to musimy zwiększyć zdolność państwa polskiego do obrony. I tu nie wystarczą płomienne wystąpienia na konferencjach prasowych czy patriotyczne marsze. Nie wystarczy energiczne machanie flagą i najgłośniejsze śpiewanie hymnu. Tu potrzebne jest też działanie bardzo prozaiczne. Jako społeczeństwo musimy sobie uświadomić, że poprawa naszego bezpieczeństwa wiąże się z ponoszeniem kosztów przez obywateli RP.
Czytaj więcej
Agencja Uzbrojenia podpisała kontrakt z Hanwha WB Advanced System na zakup kilkunastu tysięcy poc...
Kasa, misiu, kasa
Te koszty w uproszczeniu można rozłożyć na dwie części. Pierwszą jest zaangażowanie. Bo na wojnie nie walczy tylko wojsko zawodowe. Walczą również rezerwiści, którzy w czasie pokoju powinni się szkolić poświęcając na to swój czas. Ale w dużej mierze ciężar wysiłku wojennego ponoszą także zwykli obywatele, którzy odpowiadają za obronę cywilną, za opiekę zdrowotną, za to, by działały systemy energetyczno-cieplne, za komunikację. Warto spojrzeć choćby na to, jak ważne są dla Ukraińców koleje.
Drugą częścią, zapewne bardziej wymierną, są koszty finansowe. W ostatnich latach mocno zwiększyliśmy nasze wydatki na obronność. I choć nie osiągnęliśmy mitycznych 5 proc. PKB, to i tak zapowiadana na ten rok kwota 200 mld zł robi wrażenie. Przeznaczymy je na nowoczesne czołgi, samoloty, okręty, szkolenie żołnierzy i ich pensje. To nie gwarantuje, że będziemy mieli sprawną armię, ale to stanowi podstawę, by ją zbudować. W ten sposób dajemy sobie szansę.