Kilka dni przed II turą wyborów prezydenckich. Napięcie sięga zenitu, w sztabach i poza nimi. Stawka wyborów prezydenckich wykracza daleko poza to, kto będzie gospodarzem Pałacu Prezydenckiego. Zwycięstwo kandydata opozycji może doprowadzić do rozpadu układu rządzącego i przyspieszonych wyborów. Jeśli wygra kandydat koalicji, zagwarantuje to przetrwanie rządu, a być może szansę na kolejną kadencję. Na opozycji liczy się również ten trzeci: jego dobry wynik w I turze jest zapowiedzią przetasowań na przyszłość – o ile jego główny opozycyjny konkurent przegra wybory.

Brzmi znajomo? Nie jest to opis obecnej sytuacji, tylko stan gry w 2020 roku – w analogicznym momencie, a więc przed II turą. Wtedy kandydatem obozu władzy był Andrzej Duda, opozycji – Rafał Trzaskowski. A tym trzecim był oczywiście Szymon Hołownia. Sztab Andrzeja Dudy między I a II turą zaprezentował m.in. pomysł „koalicji polskich spraw” nakierowany na to, by demobilizować wyborców ówczesnej opozycji – przede wszystkim tej centrowej. Pięć lat później świat jest jednak zupełnie inny, jeśli chodzi o metody, możliwości i argumenty kandydatów. Jedno jest podobne: w PiS, tak jak w 2020 roku, napięcie rośnie. Frakcyjne wojny znowu zostały zawieszone na czas kampanii, ale szybko zostaną wznowione. I to niezależnie od wyniku, jak to się stało pięć lat temu. Co wydarzy się przed i po wyborach w największej partii opozycyjnej? 

Czytaj więcej

Wiemy, jak Polacy oceniają pracę Andrzeja Dudy. Sondaż

W PiS rusza korytarzowa rozmowa o sukcesji 

Jak wynika z naszych informacji, najprawdopodobniej 28 czerwca tego roku – blisko miesiąc po II turze – odbędzie się kongres PiS i głosowanie na prezesa partii. – Scenariusz podstawowy jest taki, że Kaczyński kandyduje i odnawia swoją kadencję – słychać z Nowogrodzkiej. Jedno z pytań brzmi, czy będzie miał poważnego kontrkandydata. Zdaniem naszych informatorów tak się w tym rozdaniu nie wydarzy – i to niezależnie od wyniku wyborów 1 czerwca. Ale z naszych rozmów wynika, że na Nowogrodzkiej ruszyła ponownie rozmowa o tym, kto w perspektywie kilku następnych lat miałby objąć schedę po Kaczyńskim. Ustaliliśmy, że w tym kontekście sam prezes PiS miał w ostatnich miesiącach wspominać o szefie klubu PiS Mariuszu Błaszczaku. Chociaż nie tylko.

Swoich ambicji nigdy nie ukrywał np. były premier Mateusz Morawiecki. Padało też nazwisko Przemysława Czarnka. Ale w ubiegłym roku Kaczyński zakazał politykom PiS publicznych spekulacji i w marcu 2024 roku sam ogłosił, że będzie kandydować na kolejną kadencję.

Czytaj więcej

„Nie wolno nam odpuścić ani na chwilę”. Jarosław Kaczyński wzywa działaczy PiS do mobilizacji

Wewnątrz partii – znów niezależnie od wyniku wyborów – spodziewają się, że dojdzie do ponownego i bardzo poważnego starcia różnych frakcji. Od wyboru Nawrockiego na kandydata jesienią ubiegłego roku te frakcyjne wojny ucichły. Wcześniej – na tle wyboru kandydata – miały dość gwałtowny przebieg, z licznymi przeciekami do mediów. Teraz znowu mają zostać wznowione, a ich przedmiotem ma być tak kurs partii, jak i decyzje personalne.

Co na to ludzie, którzy dobrze znają partię Kaczyńskiego? I czy PiS-owi przez wewnętrzne wojny grozi rozpad? –Zacznijmy od mniej korzystnego dla PiS scenariusza, w którym Nawrocki przegrywa, choć niewielką różnicą głosów. W takiej sytuacji pozycja prezesa partii pozostanie całkowicie niezachwiana. Pojawią się argumenty, że porażka była wynikiem marginalizowania opozycji, odebrania PiS pieniędzy oraz nielegalnego finansowania kampanii Trzaskowskiego z zagranicy. Główna teza będzie brzmiała: „kandydat był dobry, ale cały aparat państwowy działał przeciwko niemu”. – To powstrzyma ewentualne ruchy odśrodkowe w partii – mówi nam dr Jan Maria Jackowski, były senator niezależny, wcześniej związany z klubem PiS. – Jeśli jednak Nawrocki zostanie prezydentem, to – wbrew powszechnemu przekonaniu, że będzie „długopisem Kaczyńskiego” – sądzę, iż będzie dążył do budowania własnej, niezależnej pozycji. Nie będzie działał przeciwko PiS, bo będzie mu zależało na uzyskaniu jego poparcia za pięć lat. W obu tych scenariuszach wewnętrzne frakcje pozostaną w stanie uśpienia – nie będą miały realnej możliwości przejęcia kontroli nad partią. Prezes Kaczyński wciąż będzie decydował o tym, kto zostanie jego następcą – dodaje Jackowski.

Karol Nawrocki i jego pozycja w obozie PiS

Aktualnie PiS skoncentrowany jest na wyborach. Sztab tworzą politycy różnych frakcji. Szefem jest kojarzony z Joachimem Brudzińskim Pawel Szefernaker. Są w nim politycy, jak i ludzie z zaplecza partii. Do tych pierwszych należą m.in. Adam Bielan, Adam Andruszkiewicz (odpowiedzialny za internet), Andrzej Śliwka, Jan Kanthak, Piotr Milowański, w prace zaangażowany jest też Przemysław Czarnek. Wokół sztabu krąży ze swoimi pomysłami Jacek Kurski. Sztab to też weterani kampanii, jak m.in. Anna Plakawicz czy Tomasz Matynia. Kaczyński na jednym z zamkniętych spotkań na Nowogrodzkiej – z udziałem klubu PiS – w marcu chwalił prace Szefernakera, jest on ceniony za umiejętność łączenia różnych grup w całej partii. 

Sztabowcy, z którymi rozmawialiśmy, twierdzą, że zarówno debata, jak i wcześniejsze spotkanie ze Sławomirem Mentzenem, zostały przeprowadzone zgodnie z planem. W trakcie debaty Nawrocki miał – co wynikało z wcześniej przeprowadzonych wewnętrznych badań PiS – mobilizować kilka kluczowych segmentów elektoratu, w tym wyborców Brauna, Mentzena oraz seniorów. – Po debacie w piątek byliśmy pod tym względem bardzo zadowoleni. Wszystkie najważniejsze komunikaty zostały dowiezione – twierdzi jeden z naszych informatorów.

Czytaj więcej

Artur Bartkiewicz: Debata według schematu wojny PO z PiS, ale więcej zyskał Karol Nawrocki

A co musi się wydarzyć, by Nawrocki został prezydentem Polski? – Odpowiedź na to pytanie z jednej strony wydaje się bardzo skomplikowana, ale jeśli sprowadzimy ją do prostej matematyki, to dziś Karol Nawrocki potrzebuje mobilizacji wyborców Mentzena i Brauna. Potrzebuje, żeby wszyscy – im więcej, tym lepiej – pojawili się przy urnach. Na każde dziesięć głosów z tamtej strony co najmniej siedem to jego potencjalni wyborcy. Przy takiej proporcji naprawdę opłaca mu się, by stawili się w komplecie. A równie dobrze może to być nawet osiem do dwóch – mówi w rozmowie z „Rzeczpospolitą” Marcin Duma, prezes IBRiS. – Druga sprawa: Nawrocki musi bardzo uważać, żeby nie zmobilizować symbolicznego Jagodna. Chodzi o to, by Jagodno nie poczuło, że znów musi stanąć w kolejce do lokalu wyborczego. I to jest w zasadzie odwrotność strategii, którą musi obrać Trzaskowski. Bo Trzaskowski potrzebuje, by jak najmniej wyborców Brauna i Mentzena poszło głosować, a jednocześnie, by w Jagodnie znów zabrakło kart. Na skuteczność tych strategii wpływ będą miały dwa wydarzenia: rozmowa Trzaskowskiego z Mentzenem i pojedynek na marsze. Ale na chwilę obecną, gdy rozmawiamy – mocniejszy wydaje się być Nawrocki – podsumowuje w rozmowie z „Rzeczpospolitą” Marcin Duma, prezes IBRiS.

Politycy PiS jeszcze kilka miesięcy temu w rozmowach z dziennikarzami twierdzili, że po I turze nastąpi reset kampanii na korzyść Nawrockiego, a Sławomir Mentzen „uruchomi” głosy, o które zawalczy Nawrocki – i które ostatecznie mogą dać mu zwycięstwo. Za tydzień okaże się, na ile ta druga teza okaże się prawdziwa. Później – niezależnie od wyniku samego Nawrockiego – w PiS zacznie się nowa rozgrywka.