Reklama

Jan Maria Jackowski: Przemysław Czarnek to kandydatura ratunkowa. Nie odzyska wyborców od Grzegorza Brauna

Były senator i poseł PiS Jan Maria Jackowski uważa, że wskazanie Przemysława Czarnka jako kandydata na premiera nie odwróci spadków poparcia dla Prawa i Sprawiedliwości. – Myślenie o tym, że się uda odbudować pozycję Prawa i Sprawiedliwości i wrócić do poziomu ponad 40 proc. w sondażach, jest moim zdaniem absolutnie nierealne – powiedział w rozmowie z „Rzeczpospolitą”.

Przemysław Czarnek doprowadzi Prawo i Sprawiedliwość do władzy? 

Dr Jan Maria Jackowski, analityk polityczny, były senator PiS: Wydaje mi się, że jest to próba takiego działania stricte socjotechnicznego. Mówię o kandydaturze pana Czarnka. Sądzę, że plan, który jest wiązany z tą osobą i z tym rozwiązaniem personalnym, zarówno w kontekście wewnętrznej sytuacji w Prawie i Sprawiedliwości, ale również i w kontekście słabnących sondaży Prawa i Sprawiedliwości, jest taką dosyć ratunkową próbą odbicia pozycji.

Reklama
Reklama

Moim zdaniem w tej chwili już niewykonalną w tym zakresie, w którym liczy prezes Jarosław Kaczyński, z bardzo prostego powodu, który zresztą podnoszą konkurenci na prawicy, myślę tutaj o politykach Konfederacji oraz Konfederacji Korony Polskiej. Prawo i Sprawiedliwość jest partią niewiarygodną. Bez względu na to, co będzie deklarowało, jak przychodzi do władzy, robi zupełnie inaczej. To jest główny zarzut opozycji, czyli w gruncie rzeczy oskarżanie o hipokryzję. Tutaj mają konkretne przykłady. Z jednej strony mówimy, że nie oddamy guzika Unii Europejskiej. Z drugiej pełna uległość wobec Unii Europejskiej, łącznie z Zielonym Ładem, KPO, zasadami, na których KPO zostało przydzielone. Mówienie, że będziemy przeciwko zmianom, a przecież pamiętam jeszcze czasy, kiedy Prawo i Sprawiedliwość mówiło, że będziemy bronili polskiego węgla, że doprowadzimy do sytuacji, że polski węgiel, który jest naszym narodowym złotem, to jest główne paliwo energetyczne w Polsce, mamy zasoby na 200 lat i nie możemy tego ograniczać, a brano udział w procedurach, które niszczyły kopalnie i powodowały politykę odchodzenia od węgla.

Mówię też w sferze wartości. Z jednej strony mówi się o tym, że miała być wypowiedziana konwencja stambulska. Prawo i Sprawiedliwość zapowiadało, że wypowie tę konwencję, ponieważ ona jest szkodliwa z punktu widzenia oceny przez PiS w zakresie zachowania naszych narodowych, kulturowych i religijnych wartości.  Tych przykładów oczywiście można by było mnożyć.

Polityka migracyjna. Przecież wystarczy, kto ma dobrą pamięć i pamięta jak w 2015 r. wyglądała przestrzeń publiczna w Polsce, a jak wyglądała w 2023, szczególnie w dużych miastach, ilu cudzoziemców z różnych stron świata na polskich ulicach, w polskich miastach się pojawiło. Z drugiej strony retoryka taka ostra, antyimigrancka. To wszystko to są te aspekty, które punktuje konkurencja polityczna, a co więcej, pan minister Czarnek przecież był jedną z twarzy tej polityki, bo przecież w momencie COVID-u, był ministrem edukacji narodowej i wprowadzał rozwiązania, które też przez Konfederację jedną i drugą są krytykowane. Zwalczał, tak twierdzą Konfederaci, również edukację domową, która dawała pewną przestrzeń wolności dla tych rodziców, którzy chcieliby na swój sposób wychowywać i uczyć swoje dzieci. Tych argumentów jest dużo i z tego punktu widzenia rzeczywiście można powiedzieć, że ta kandydatura jest niewiarygodna. Ona ma tylko na razie taki cel, żeby media się zajęły, żebyśmy to komentowali, żeby była dyskusja. Natomiast moim zdaniem to w sposób znaczący nie odmieni tendencji sondażowych. Może trochę wzrośnie Prawu i Sprawiedliwości, ale to nie zmieni sytuacji, ponieważ sytuacja elektoratowa Prawa i Sprawiedliwości jest dlatego taka trudna, że właśnie ideowi, tacy tradycyjni wyborcy tej formacji, ideowi, zwłaszcza osoby już z pewnym bagażem doświadczeń, przeszli do pana Brauna. Natomiast młodzi nie kupują przekazu Prawa i Sprawiedliwości. Bliżej im do Konfederacji. Pokoleniowo, w sposobie formułowania problemów, przekazu politycznego, sposobu komunikowania się i pomysłów, które mają na Polskę. Ten naturalny elektorat Prawa i Sprawiedliwości ze względów biologicznych po prostu się kurczy. Myślenie o tym, że się uda odbudować pozycję Prawa i Sprawiedliwości, które ma teraz w sondażach 22-25 proc. i wrócić na poziom 42 proc., moim zdaniem jest absolutnie nierealne, przynajmniej w obecnej sytuacji.

Czytaj więcej

Jacek Sasin wyjaśnia „OZE-sroze”: Słuchany jest ten, kto używa soczystego języka
Reklama
Reklama

Mówił pan o tym, czego Prawo i Sprawiedliwość chciało za swoich rządów, ale wtedy premierem był Mateusz Morawiecki, a nie Przemysław Czarnek. Teraz jest nowe otwarcie. Kandydatem PiS-u na premiera jest Przemysław Czarnek, a nie Mateusz Morawiecki, co też ma zwiastować pewną zmianę. Wskazywać na to, że dzisiaj PiS wyciągnął wnioski z pewnych błędów przeszłości, dlatego nie wspomniany Morawiecki ma być przyszłym premierem.

Przyzna pan, że to jest paradoks. Mateusz Morawiecki był premierem desygnowanym przez Prawo i Sprawiedliwość, rządził krajem, jest jednym z najdłużej urzędujących premierów w RP, natomiast w tej chwili wokół niego, czy wokół jego sposobu sprawowania władzy taka cisza się zrobiła, ani nie jest specjalnie broniony, jest jest nawet krytykowany i to przyznam się, że z punktu widzenia politycznego jest dziwne. Albo się mówi, to był błąd, że zrobiono błąd personalny, Mateusz Morawiecki nie powinien być premierem i wyciąga się z tego wnioski polityczne, oddziela się, krytykuje się ten okres, zamyka się go w jakiś taki sposób, albo się mówi, to były znakomite rządy, mieliśmy sukcesy, Polacy czuli się dobrze, rósł dobrobyt w Polsce i wszystko było znakomicie. Z tego punktu widzenia to jest absolutna niekonsekwencja, a próba zamiany, że Przemysław Czarnek nie był przez cały okres rządów Mateusza Morawieckiego ministrem, no bo nie był, to jest takie rozważanie kawiarniano-gabinetowe, że może to, jak mówił jeden z prominentnych polityków PiS-u, „może ciemny lud to kupi”. Moim zdaniem w dobie internetu, w dobie jednak pluralizmu medialnego i dostępu do informacji, jaka jest jakość tych informacji, to osobny temat, ale w każdym razie generalnie każdy z nas może mieć dostęp do różnych informacji. Liczenie na to, że uda się zaklinać rzeczywistość i udawać, że tych wszystkich błędów nie było, to jest po prostu liczenie na to, że ciemny lud to kupi. Tak naprawdę, to Jarosław Kaczyński powinien posypać głowę popiołem i powinien rozliczyć się z tych kompletnie nieprzemyślanych pomysłów typu „Piątka dla zwierząt”, czy inne pomysły, które Prawo i Sprawiedliwość lansowało i w wyniku których systematycznie traciło kolejne segmenty elektoratu, cała polityka przeciwko przedsiębiorcom, zwłaszcza tym średnim i tym drobnym, którzy w znacznej mierze jeszcze 7 lat temu czy 5 lat temu przed Polskim Ładem jednak popierali Prawo i Sprawiedliwość. Z tego nie wyciągnięto wniosku. 

Przemysław Czarnek 11 lutego w „Rzeczpospolitej” pytany, czy wyklucza koalicję Prawa i Sprawiedliwości z partią Grzegorza Brauna, powiedział, że wyklucza jedynie współpracę PiS-u z partią Donalda Tuska. Teraz zmienił zdanie i powiedział, że na 200 proc. nie z Grzegorzem Braunem. Któremu Przemysławowi Czarnkowi wierzyć?

Widać wyraźnie, że Przemysław Czarnek przyjął w tej chwili ujednoliconą linię partyjną. To jest linia Jarosława Kaczyńskiego i nawet jak nie ma do tego przekonania, to takie wygłasza opinie. Z punktu widzenia socjotechnicznego tych interesów, które stały za jego promocją na bycie kandydatem na urząd premiera RP po następnych wyborach, to jest deklaracja szkodliwa, dlatego, że ona utwierdza wyborców Grzegorza Brauna, którzy, zdaje się, w ponad połowie to są byli wyborcy Prawa i Sprawiedliwości, że nie mogą przerzucić poparcia na Prawo i Sprawiedliwość, ponieważ PiS kordonem sanitarnym chce ogarnąć tego człowieka, który w przekonaniu tych wyborców mówi prawdę, działa w interesie narodowym. Czy tak jest, czy nie, to jest dyskusja, ale mówię o nastawieniu tej grupy wyborców. Z tego punktu widzenia to jest przeciwskuteczna deklaracja, z której później trudno będzie się wycofać, pomijając, że Grzegorz Braun, nie wiem, czy tak by ochoczo chciał wchodzić w koalicję z Prawem i Sprawiedliwością i tworzyć wspólny rząd. Niektórzy komentatorzy z automatu zakładają, że jakby się tak układały wyniki wyborów, to już jest właściwie przesądzone, że tak miałoby być. Tak moim zdaniem niekoniecznie miałoby być. I proszę zauważyć, że ta deklaracja Przemysława Czarnka, jak również nawet krytyka Grzegorza Brauna ze strony ambasadora Rose'a, jak również krytyka w niektórych środowiskach prawicowych, już nie mówię o krytyce ze strony Koalicji Obywatelskiej, Lewicy i tych środowisk establishmentowych, wszystko to razem buduje Grzegorza Brauna. Nadaje mu wiarygodność, że za ten przekaz jest tępiony od lewa do prawa i z tego powodu jest wiarygodny. Jest grupa wyborców, nazwijmy to takich, którzy już mają dosyć tego modelu polityki, która jest w Polsce. Proszę zauważyć, bo czytałem niedawno analizy, że nawet część dawnych wyborców SLD popiera Grzegorza Brauna, więc on zbiera poparcie nie tylko takiego tradycyjnego elektoratu prawicy, który kiedyś głosował na ZHN, później może na LPR, później może na PiS i w tej chwili taki czuje się trochę porzucony, no i przerzuca swoje poparcie na Grzegorza Brauna.

Czytaj więcej

Przemysław Czarnek: Nie mam zamiaru wychodzić z Unii Europejskiej

Jeżeli chodzi o Grzegorza Brauna, myśli Pan, że on mógłby współtworzyć rząd z Prawem i Sprawiedliwością, jednak gdyby doszło do tego, że te dwa ugrupowania, może jeszcze z Konfederacją, miałyby większość w Sejmie?

Nie sądzę. Myślę, że raczej do takiej sytuacji by nie doszło. Chociaż z drugiej strony trzeba pamiętać, że Grzegorz Braun jest bardzo pragmatycznym i sprawnym politykiem. Proszę zauważyć, że między pierwszą a drugą turą wyborów prezydenckich od razu poparł Karola Nawrockiego i zrobił to bezwarunkowo. Nie było żadnych spotkań. On jasnym, prostym tekstem powiedział: „Popieram Karola Nawrockiego” i dzięki między innymi tej deklaracji Karol Nawrocki o włos wygrał z Rafałem Trzaskowskim. Grzegorz Braun potrafi zaskakiwać takim realpolitik i takim sformułowaniem, że to w gruncie rzeczy w interesie Polski jest takie rozwiązanie, więc mimo wszystkich moich uwarunkowań, poglądów, programu jestem w stanie coś zrobić. Prawo i Sprawiedliwość nie będzie zdolne, żeby wejść w koalicję z Grzegorzem Braunem. Bardziej liczy na taką sytuację, że jeżeli będzie kilkunasto- czy kilkudziesięcioosobowy klub Grzegorza Brauna w przyszłym parlamencie, to Prawo i Sprawiedliwość myśli, że metodą korupcji politycznej (...) Wiemy, jak taka korupcja polityczna wygląda. Wtedy Prawo i Sprawiedliwość, jeżeli by brakowało tych kilku czy kilkunastu głosów, liczyłoby zapewne, że takimi metodami uda się wyłuskać tych ludzi od Grzegorza Brauna, bez oczywiście samego Grzegorza Brauna i tych, którzy najbliżej niego stoją. To jest dosyć złudna nadzieja, ponieważ środowisko Grzegorza Brauna jest po pierwsze ideowe, może się tam nie podobać opinii publicznej czy większości opinii ta ideowość, ale to są ludzie ideowi. Po drugie, to są ludzie, którzy za swoje poglądy, swoje wycierpieli i nie mają powodu i nie są tacy łasi na splendory władzy, jak ludzie w innych środowiskach politycznych. Metoda korupcji politycznej miałaby bardzo ograniczony zasięg. Z tego punktu widzenia sądzę, że ta strategia, jeżeli taka jest, a jak znam Prawo i Sprawiedliwość, to zapewne takie rozważania są snute, to ona by w tym wypadku się nie sprawdziła i prawdopodobnie, teoretycznie, może być taki scenariusz, że po następnych wyborach, załóżmy Koalicja Obywatelska i jej koalicjant czy koalicjanci, nie wiemy kto przejdzie próg i w jakiej konfiguracji to będzie, no miałaby, załóżmy, 220 mandatów, PiS i, załóżmy, Konfederacja 220, ale tym języczkiem u wagi byłaby Konfederacja Korony Polskiej. Może być taka sytuacja. I co wtedy? Scenariusze mogą być bardzo różne. Nie wydaje mi się, żeby mimo wszystko taki rząd składający się z dwóch Konfederacji i z Prawa i Sprawiedliwości by powstał.

Rozmawiam z przedstawicielami Pałacu Prezydenckiego, a również z politykami Prawa i Sprawiedliwości i oni w kuluarach mówią, że Prawo i Sprawiedliwość może wskazywać kandydata PiS na premiera, ale tak naprawdę po wyborach parlamentarnych to prezydent Karol Nawrocki wskaże, kto będzie premierem bez względu na to, kto te wybory wygra. Na ile myśli Pan, że to jest realny scenariusz?

Jeżeli miałby powstać rząd PiS-u z Konfederacją Sławomira Mentzena i Krzysztofa Bosaka, bez Konfederacji Korony Polskiej, załóżmy, że wyniki by się tak ułożyły, to jestem przekonany, że premierem w takim rządzie musiałby być, bo taka jest logika polityczna, przedstawiciel Konfederacji. Partia ta na innych zasadach nie zgodziłaby się na wchodzenie do rządu z Prawem i Sprawiedliwością, pomna na los LPR-u, pomna na los innych środowisk, które współpracowały politycznie z PiS-em. Ta świadomość jest u tych polityków wyjątkowo duża. Poza tym poczucie własnej siły. To są politycy, którzy mają między 30 a 40 lat, to są politycy, którzy w polityce chcą być przez najbliższe kilkadziesiąt lat i mają inny horyzont czasowy niż Jarosław Kaczyński, który ma prawie 80 lat. Z tego punktu widzenia z siłą rzeczy inny jest jego horyzont czasowy. Poza tym Jarosław Kaczyński jest w tej chwili w trudnej sytuacji swojej kariery politycznej, ponieważ z jednej strony obiektywnie miał sukcesy trzech prezydentów, a niektórzy mówią, że i Wałęsa, chociaż jego rola w tym nie była taka aż duża, jak się to teraz czasami mówi. Czyli trzech prezydentów wylansował, iluś premierów, przez wiele lat Prawo i Sprawiedliwość było u władzy, a w tej chwili nie ma pomysłu, co dalej. Ważne jest, jak środowisko polityczne zaczyna, ale też jak kończy. Z tego punktu widzenia to jest bardzo trudna sytuacja. W wyniku napięć i kordonu sanitarnego wokół Konfederacji może się okazać, że PSL zasilone przez część posłów byłej Polski 2050 w tej dawnej formule, Koalicja Obywatelska zasilona przez drugą część posłów Polski 2050 i Lewicy, która mimo animozji między Zandbergiem i Czarzastym dla ratowania demokracji, z niechęcią, ale pójdzie na wspólnych listach i może się okazać, że Donald Tusk będzie w wyniku tych wyborów nadal premierem. I co wtedy powie Jarosław Kaczyński swoim wyborcom?

Wydawało się, że PiS już w ogóle jest na fali w czerwcu, po drugiej turze wyborów prezydenckich, a w tej chwili ma kłopoty sondażowe w stosunku do swoich oczekiwań. To jest też taki trudny moment dla Jarosława Kaczyńskiego, ale w tej chwili przychodzi mu płacić za błędy, że się nie rozliczył. Brak wiarygodności, to, co mu jego przeciwnicy polityczni wyciągają i cały szereg innych błędów, które zostały popełnione.

Reklama
Reklama

Czytaj więcej

Jacek Nizinkiewicz: Jeśli PiS wygra wybory, decydujące zdanie w sprawie premiera będzie miał Karol Nawrocki

Sam Karol Nawrocki na ile może dopomóc Prawu i Sprawiedliwości w powrocie do władzy?

Karol Nawrocki na pewno z tyłu głowy, a może nie tak bardzo nawet z tyłu głowy, ma włączone takie myślenie, które powoduje, co będzie w 2030 r. Będą wybory prezydenckie. Trudno sobie wyobrazić sytuację, żeby nie startował w tych wyborach. Na pewno chciałby startować w tych wyborach. Żeby skutecznie startować w tych wyborach, potrzebuje jakiejś platformy politycznej, która będzie prowadziła kampanię, która będzie go wspierała również finansowo. To nie jest nieważna sprawa. Z tego punktu widzenia będzie potrzebował jakiegoś ułożenia środowiska czy środowisk politycznych, które będą wspierały jego kandydaturę. Sądzę, że w tej chwili przygląda się temu, co się dzieje. Ma sporo czasu, dlatego że to są ponad cztery lata do tych wyborów, a w międzyczasie będą i wybory parlamentarne, i wybory europejskie, i wybory samorządowe. To będzie okazja do przetestowania prawdziwych nastrojów społecznych, jak się układa sytuacja na scenie politycznej. To będzie czas podejmowania decyzji, z kim mu będzie najbliżej. Z jego punktu widzenia jest to czas wyczekiwania. Oczywiście w sposób jawny nie będzie się antagonizował z Jarosławem Kaczyńskim i z PiS-em, bo to jest wbrew jego interesom i byłoby to niezrozumiałe wśród wyborców, ale też nie będzie umierał za Prawo i Sprawiedliwość. Karol Nawrocki doskonale wie, że wygrał wybory nie dlatego, że był kandydatem, choć obywatelskim, Prawa i Sprawiedliwości, tylko dlatego, że nie był Rafałem Trzaskowskim i wygrał dzięki poparciu obu Konfederacji. Myślę, że ma tego absolutną świadomość.

Jaką świadomość ma prezydent podpisując lub wetując ustawę o SAFE? Co prezydent zrobi? Co w głowie państwa z cynicznego, politycznego punktu widzenia się opłaca?

Prezydent ma perspektywę do następnych wyborów ponad cztery lata. Koalicja Obywatelska, a wtedy jeszcze była Platforma Obywatelska, wstrzymała się przy głosowaniu w poprzedniej kadencji w sprawie KPO, a później zrobiła główny oręż propagandowy przekazu socjotechnicznego, że jak dojdą do władzy, to uruchomią środki europejskie z KPO i częściowo rzeczywiście te środki zostały uruchomione. Z tego punktu widzenia sądzę, że komentatorzy i analitycy, i też politycy przeceniają wagę nawet tego, jeżeli Karol Nawrocki zawetowałby tę ustawę. Nie wiem, co zrobi Karol Nawrocki. (...) Natomiast rzeczywiście wszystko wskazuje na to, że on nie puści tej ustawy. Może ją skierować do Trybunału Konstytucyjnego, może ją zawetować, więc ma różne scenariusze. Z politycznego punktu widzenia jego straty wizerunkowe, one chwilowe oczywiście będą przy wecie, natomiast nie będą aż takie, żeby uniemożliwiały kontynuację planu politycznego, jaki ma na siebie i na Polskę przez najbliższe prawie 10 lat. Z tego punktu widzenia ja bym tego nie przeceniał. Natomiast rząd Donalda Tuska trochę wpadł we własną pułapkę, bo od początku twierdził, że czy podpisze prezydent, czy nie podpisze, to w gruncie rzeczy to nie ma znaczenia, bo i tak my te środki uruchomimy. Skoro nie ma znaczenia, no to znaczy, że cała ta ustawa to była jakaś pułapka na prezydenta, żeby właśnie wykorzystać to politycznie. To się moim zdaniem w tej chwili rozmywa. Jeżeli będzie dobra argumentacja ze strony opozycji i Pałacu Prezydenckiego, że SAFE to nie jest 180 miliardów za darmo, tylko to jest przynajmniej 360 miliardów do spłaty. To będzie na pewno podnoszone w debacie publicznej. Także te nastroje społeczne też mogą być różne. Aczkolwiek rzeczywiście problem pozostaje, że nasza armia potrzebuje środków, potrzebuje nowoczesnej broni, potrzebuje się modernizować, potrzebuje się szkolić i potrzebuje nowych technologii. Z tego punktu widzenia oczywiście, że środki są potrzebne. Czy opinia publiczna będzie to akceptowała, czy nie? Tu wiele będzie też zależało od geopolityki i tego, co się będzie działo za naszą wschodnią granicą. Co będzie na Bliskim Wschodzie, co będzie z konfliktem, z wojną na Ukrainie, co będzie z Unią Europejską, co będzie w Stanach Zjednoczonych. Ta sytuacja jest trudna do przewidzenia. Tu cały szereg okoliczności może mieć istotne znaczenie.

Z punktu widzenia polskiego bezpieczeństwa, co prezydent powinien zrobić?

Nie jestem panem prezydentem. Po pierwsze nie mam wszystkich informacji, które ma pan prezydent i które ma również pan premier Donald Tusk i rząd. Uchylam się od odpowiedzi na to pytanie.

Podpisać ustawę o SAFE czy nie podpisywać?

Z punktu widzenia założeń programowych, o których mówił w kampanii wyborczej Karol Nawrocki, to nie podpisywać tej ustawy, ponieważ on ten aspekt suwerennościowy bardzo mocno stawiał. Tak naprawdę ta zasada warunkowości, im bardziej Koalicja Obywatelska mówi, że tam nie ma zasady warunkowości, ale jest ta zasada warunkowości i to, że jednak urzędnicy brukselscy decydowaliby w gruncie rzeczy o zakresie i sposobach korzystania z tych środków, to jeżeli ktoś mówi o takiej programowej suwerenności, to z tego punktu widzenia SAFE jest nie do podpisania. Jeżeli on jest wierny tym założeniom programowo-ideowym, o których mówił w kampanii wyborczej, to wszystko wskazuje na to, że nie powinien dopuścić z tego punktu widzenia do obrotu prawnego ustawy, którą rząd proponował.

Jeżeli Karol Nawrocki stawia na suwerenność, a Stany Zjednoczone, ambasador Stanów Zjednoczonych w Polsce naciskają na to, żeby zawetować ustawę o SAFE, to jak prezydent powinien się zachować? Powinien jednak zdecydować się na to, czego chcą Amerykanie. W kampanii cały czas mówił „Po pierwsze Polska, po pierwsze Polacy”. Czy może jednak Ameryka First?

Dyskusja w zasadzie trwa na temat tego, czy będzie weto, czy nie będzie weta. Przypominam, że jest jeszcze inna możliwość Jest możliwość skierowania ustawy do Trybunału Konstytucyjnego. Nie wiem, czy prezydent się na to zdecyduje, ale proszę zauważyć, że w pewnych dniach bardzo podnosił ten wątek konstytucyjny w swoich wypowiedziach i przedstawiciele jego kancelarii również tę kwestię bardzo mocno podnosili. Więc tu jest być może trop. Teoretycznie skierowanie do Trybunału to nie jest zawetowanie, dlatego że ambasador Rosji i Stany Zjednoczone się domagały. Nie jest to zrealizowanie postulatu rządu „Podpisz, Prezydencie, bo w zasadzie nie masz wyjścia i musisz to podpisać”. Tylko jest taką trzecią drogą. Czy ona będzie dobra, czy nie? Jakie będą konsekwencje polityczne tego? To jest osobny temat, ale taki ruch też pan prezydent ma.

Reklama
Reklama

Czytaj więcej

Michał Szułdrzyński: Normalny Polak kontra elity, czyli Przemysława Czarnka gra w klasy

Powiedział Pan, że prawdopodobnie dojdzie do tego, że Przemysław Czarnek znikomo podniesie sondaże Prawa i Sprawiedliwości. Uważa Pan, że kandydat na premiera Przemysław Czarnek nie jest takim wiatrem w żagle partii Jarosława Kaczyńskiego? Dzisiaj to jest główny temat debaty politycznej. Mimo trwającej wojny na wschodzie, konfliktu na Bliskim Wschodzie, to jednak Przemysław Czarnek nie schodzi z agendy.

To prawda, ale Przemysław Czarnek jest lubiany przede wszystkim w tzw. twardym elektoracie Prawa i Sprawiedliwości i to jest dowartościowanie niewątpliwie tego elektoratu. Mówiąc kategoriami psychologicznymi, Przemysław Czarnek jest tak zwany „swój”, w tym sensie, że wyrósł ze środowiska Prawa i Sprawiedliwości. Natomiast Mateusz Morawiecki to jednak był tym tzw. banksterem, on był tym bankowcem, finansistą, a więc generalnie funkcjonował w sferach, które dla przywództwa Prawa i Sprawiedliwości i dla znacznej części wyborców z natury rzeczy są podejrzane o deale, zarabianie na prywatyzacjach, na wyprzedaniu majątku. Zarzuty wobec Mateusza Morawieckiego były stawiane, że jako prezes banku brał udział w prywatyzacjach różnych, które były kontrowersyjne i jego bank to obsługiwał.

Przypuszczam, że większości społeczeństwa się raczej nie podoba ten język, ale dla „swoich” jest dobry. To nie oznacza, że z automatu, skoro on mówi takie same słowa i nawet podobnie formułuje postulaty, jak jedna czy druga Konfederacja, że on automatycznie przejmuje ten elektorat, bo stwierdzą, że wolą Przemysława Czarnka niż Grzegorza Brauna, czy Sławomira Mentzena i Krzysztofa Bosaka. To tak po prostu nie działa.

Czarnek nie odbije wyborców Braunowi? Nie przyprowadzi z powrotem do PiS-u tych, którzy odpłynęli od partii Jarosława Kaczyńskiego do ugrupowania Grzegorza Brauna?

Nie, moim zdaniem nie przyprowadzi, dlatego że ci wyborcy są tak trwale zrażeni do Prawa i Sprawiedliwości, a jednocześnie te ataki, te sprawy sądowe, które ma Grzegorz Braun, nawet ataki ze strony ambasadora amerykańskiego... Wszystko to służy uwiarygodnieniu w tym elektoracie właśnie Grzegorza Brauna, że on jest dlatego atakowany, że jest niewygodny, że mówi prawdę, że formuje postulaty, które inni nie formułują. I to jest jego siła, na której buduje swoje poparcie społeczne. Dlatego dziwię się, że Przemysław Czarnek z góry wykluczył. Gdyby on powiedział w formule, że jest za wcześnie, żeby o tym mówić, że szanuje poglądy, chce rywalizować na programy, będzie przedstawiać koncepcje, tak żeby obywatele mogli zdecydować, kogo chcą poprzeć. Gdyby w takiej formule przemawiał Przemysław Czarnek, to byłaby zupełnie inna sytuacja, bo część wyborców by mogła sobie pomyśleć, zwłaszcza tych takich, którzy odeszli od Prawa i Sprawiedliwości, ale nie przerzucili automatycznie poparcia na Grzegorza Brauna, czy na drugą Konfederację po prostu są zniechęceni do wyborów. Być może ta część miałaby wtedy jakąś przestrzeń, żeby wrócić do Prawa i Sprawiedliwości. Ale to nie jest jakaś znacząca część elektoratu, która diametralnie zmieni sytuację sondażową Prawa i Sprawiedliwości.

Grzegorz Braun jest przyszłością polskiej polityki? Czy może Grzegorz Braun jest takim sezonowym wzmożeniem na scenie politycznej?

Trudno mi w tej chwili powiedzieć, dlatego trudnym momentem dla Grzegorza Brauna będzie konstrukcja list wyborczych. Część jego zwolenników myśli, że w Pile czy w Przemyślu na listach będzie Grzegorz Braun, a będą tam zupełnie inne osoby, które mogą się dobrze kojarzyć, mogą być nieznane przez wyborców Brauna w tym terenie. Różnie to może się układać.

Reklama
Reklama

Znając zdolności medialne Grzegorza Brauna, który jest wytrawnym reżyserem też i filmy przecież tworzył, to nie wykluczam, że jego kampania będzie bardzo zręczna i będzie próbował budować poparcie dla tej swojej drużyny, którą wystawi w wyborach do Sejmu. Niewątpliwie to jest trudny moment, ponieważ tu jest kwestia i finansowania kampanii, myślę, że Grzegorz Braun, który ma jednak dobre kontakty ze środowiskami biznesu i to średniego i mniejszego, w jaki sposób te środki finansowe jednak mimo wszystko pozyska. (...) Natomiast paradoks sytuacji polega na tym, że nawet w najbardziej skrajnym, niekorzystnym scenariuszu dla Grzegorza Brauna, gdyby na przykład on został prawomocnie skazany na karę pozbawienia wolności przed wyborami i w związku z tym zakaz pełnienia funkcji publicznych przez jakiś czas zostałby orzeczony, to nawet gdyby przebywał w zakładzie karnym, to jego lista i tak zdobyłaby duże poparcie. To jest właśnie paradoks, którego nie rozumieją często komentatorzy. Grzegorz Braun nie zbiera wyborców dlatego, że walczy z gender, walczy z innymi zjawiskami. On przede wszystkim zbiera wyborców dlatego, że on jasnym tekstem mówi, że Unia Europejska w obecnej formule nie jest korzystna dla Polski. I to jest jedyna partia w tej chwili, która jasno tę kwestię stawia. Sięgając do sondaży, jakie jest poparcie dla Unii Europejskiej, to już w tym ostatnim 25 proc. respondentów rozważało możliwość wyjścia z Unii Europejskiej. Im bardziej Komisja Europejska będzie wdrażać te różne swoje szalone pomysły z Zielonym Ładem, z walką z klimatem i innymi rozwiązaniami w dziedzinie wartości i kultury, tym bardziej Grzegorzowi Braunowi będzie rosło. To też jest paradoks.

To jest zjawisko, któremu moim zdaniem obecnie elity lewicowo-liberalne nie umieją skutecznie przeciwdziałać. Na razie nie znalazły sposobu, bo samo mówienie, że jest ruską onucą... Tusk mówi, że PiS jest rosyjskim agentem, a z kolei PiS mówi, że Koalicja Obywatelska to agenci niemieccy. Nie ma znaczenia takie etykietowanie, bo nie ma dowodów, nie ma postępowań sądowych w tym zakresie, żeby to rzeczywiście wykazać. Politycy, którzy głoszą takie hasła, okazują się niepoważni. To nie działa. Z tego punktu widzenia Grzegorz Braun ma duże szanse na osiągnięcie całkiem niezłego wyniku w wyborach parlamentarnych w 2027 r.

Czy przyszła kampania nie będzie dotyczyć tego, czy Polska ma być w Unii Europejskiej, czy może powinniśmy doprowadzić do referendum w sprawie naszej obecności w Unii? Czy to nie jest też pułapka, w którą może wpaść Prawo i Sprawiedliwość, licytując się z Grzegorzem Braunem na antyunijność?

Może być taka sytuacja i tak sądzę. (...) Unia Europejska w zasadzie jest bardzo słaba. Liczą się poszczególne kraje, być może czasami Francja, Wielka Brytania, Niemcy, Włochy. To są kraje, z którymi Donald Trump rozmawia, ale tak generalnie z Unią Europejską nie rozmawia. Przyjął Ursulę von der Leyen, ale w zasadzie z tego nic nie wynikało. Więc z tego punktu widzenia, plus to, że drożyzna, droga energia, warunki życia, te coraz bardziej absurdalne zapisy utrudniające życie, te procedury, które są wdrażane, ograniczanie swobody gospodarczej, przez różne przeregulowanie całej tej rzeczywistości. To wszystko są elementy, które będą skłaniały coraz większą grupę Polaków, do coraz większego sceptycyzmu do Unii Europejskiej i to nie ze względów suwerennościowych, tylko właśnie ze względów codziennego życia. To jest też problem, z którym elity lewicowo-liberalne mają duży problem. To się też przekłada nie tylko w Polsce, ale i w innych krajach europejskich. Teraz będzie niewątpliwie jakaś próba utrzymania tej grupy, która od dekad ma pakiet kontrolny w Unii Europejskiej, żeby ona utrzymała się u władzy i żeby w poszczególnych krajach nie nastąpiły jakieś wyłomy i zmiany. Widzimy, co się dzieje we Francji, co się dzieje w innych krajach. To są pewne zmiany, które będą dotykały Unii Europejskiej. W tym kontekście ten temat europejski będzie w tej kampanii.

Czytaj więcej

Mirosław Różański: Jeśli prezydent zawetuje SAFE, pokaże że nie rozumie swojej roli

Czy takie sklejenie Polski, administracji Karola Nawrockiego, ale również Prawa i Sprawiedliwości z ruchem MAGA, z administracją Trumpa, która teraz prowadzi wojnę w Iranie, jest dla Prawa i Sprawiedliwości i dla Karola Nawrockiego korzystna, czy jednak szkodliwa?

To zależy przede wszystkim od tego, jak się będzie rozwijała sytuacja na dwóch ważnych kierunkach geostrategicznych, a więc bliższej nam Ukrainie. Widzimy, że w tej chwili temat wojny na Ukrainie zszedł na plan dalszy w wyniku tych wydarzeń na Bliskim Wschodzie. I przede wszystkim to, co się będzie działo na Bliskim Wschodzie. Wszyscy Polacy za to płacimy, przecież wystarczy pojechać na stację benzynową. To nie jest tak, że ta wojna nas nie dotyczy, czy nie ma dla nas znaczenia. Niestety ma dla nas znaczenie. Jeżeli Trumpowi uda się wyjść z tego z twarzą, to będzie inna sytuacja. Natomiast jeżeli będzie takie brnięcie, taki triumfalizm, że Iran leży na deskach, że to już ta wojna się kończy, a jednak będą sygnały pokazujące, że trzeba wysyłać kolejne lotniskowce i być może angażować się również lądowo w tym konflikcie, co byłoby dla Stanów Zjednoczonych wyjątkowo niedogodne, no to rzeczywiście ta sytuacja będzie się zmieniała. Poza tym też czynnik humanitarny. Proszę zauważyć, że w tej wojnie giną ofiary niewinne. Myślę, że Iran będzie bardzo podnosił sprawę tych 170 dziewczynek, które zginęły przy okazji jednego z nalotów na początku tego konfliktu.

Reklama
Reklama

Proszę zauważyć, co się stało. Zbrodnie reżimu irańskiego dokonywane chociażby na protestujących, w tej chwili zostały odsunięte w dalszą przestrzeń. Co więcej, w tej chwili Putin może powiedzieć, że skoro Stany Zjednoczone prowadzą operację specjalną, bo tak to się jakoś zdaje się nazywa, to on też prowadzi operację specjalną. Za chwilę Chiny mogą powiedzieć, że one też mają swoje interesy i w imię obrony tych interesów podejmą jakąś tam swoją operację specjalną. Ten świat staje się nieprzewidywalny i z tego punktu trudno wyrokować, jaka będzie ocena prezydenta Trumpa, jaka będzie w perspektywie tych wydarzeń, bo nie wiemy, jak one będą się rozwijały, jak to będzie się kształtowało.

Już Prawo i Sprawiedliwość i Przemysław Czarnek oskarżają rząd Donalda Tuska o wysokie ceny paliw na stacjach benzynowych.

To jest taki dyżurny temat, który po prostu się pojawia. Gdy PO było w opozycji, też oskarżało ówczesny rząd Morawieckiego i prezesa Obajtka o manewry z benzyną. To jest taki repertuar teatru politycznego, który się dzieje, tylko że rzeczywiście w tej chwili te ceny i ta niepewna sytuacja napawa niepokojem, dlatego że ta sytuacja jest w tej chwili nieprzewidywalna i jakie będą dalekosiężne konsekwencje tego, to trudno jest w tej chwili przewidzieć. My być może sobie nawet nie zdajemy sprawy, jakbyśmy za pół roku rozmawiali, bo możemy być w zupełnie innej sytuacji.

Policja
Nietykalna sierżant „Doris”. Drugie życie tajnej policjantki
Materiał Promocyjny
PR&Media Days 2026
Materiał Promocyjny
Skala sprzedaży rośnie szybciej niż logistyka – typowe wyzwania firm
Polityka
„Jak kredyt na dom”, „złotówki kwadratowe”. Jarosław Kaczyński o SAFE
Polityka
Mirosław Różański: Jeśli prezydent zawetuje SAFE, pokaże że nie rozumie swojej roli
Polityka
„Polski SAFE 0 proc.”. Szef MON: ta propozycja wykracza poza konstytucyjne uprawnienia prezydenta
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama