Karol Nawrocki chce zastąpić wynegocjowane przez rząd Donalda Tuska w Unii 44 mld euro taniego kredytu SAFE na obronność droższym krajowym, emitowanym przez BGK. I stworzyć z udziałem swoich ludzi fundusz, który będzie zarządzał pożyczonymi pieniędzmi. Z projektu ustawy nie wynika, jak dużymi – i to jest pierwszy powód, dla którego projekt powinien zostać odrzucony.
Czytaj więcej
We wtorek o 15.00 w Pałacu Prezydenckim spotkać mają się prezydent Karol Nawrocki, premier Donald Tusk, minister obrony narodowej Władysław Kosinia...
Niepewne zyski NBP
Owszem, jako źródło finansowania prezydencki projekt wymienia na pierwszym miejscu zysk NBP, ale przez ostatnie lata nasz bank centralny miał stratę, wynikającą m.in. z umacniania się złotego. Zyski w kolejnych latach są więc niepewne. I to druga wada prezydenckiego projektu.
Trzecia jego wada to czas. Pieniądze na obronność potrzebne są tu i teraz (co gwarantuje prawdziwy SAFE), tymczasem oczekiwany przez prezydenta zysk nie pojawi się w NBP ani jutro, ani za kwartał. Najwcześniej mógłby zostać pokazany w przyszłym roku, w sprawozdaniu finansowym za 2025 r. A i to pod warunkiem, że dojdą do skutku zapowiadane enigmatycznie przez prezesa Adama Glapińskiego operacje mające w cudowny sposób zamienić papierowe, bo niezrealizowane zyski na drożejącym w ostatnich latach złocie, którego zapasy NBP gromadzi w swoim skarbcu i za granicą.
Podróbka SAFE droższa od oryginału
Czwarta wada: tzw. prezydencki SAFE 0 proc. wbrew nazwie absolutnie nie będzie darmowy. Wedle projektu ustawy nowy fundusz miałby obok zysku NBP być finansowany z długu emitowanego w postaci obligacji, kredytów i pożyczek.
Czym różni się to od unijnego SAFE (na ok. 3 proc. rocznie)? Ano tym, że dług proponowany przez Karola Nawrockiego jest droższy, bo Polska ma niższą wiarygodność kredytową niż cała pożyczająca na SAFE Unia Europejska, więc nasi bezpośredni wierzyciele żądają od nas większej premii za ryzyko. W efekcie rentowność polskich obligacji 10-letnich, zwłaszcza w obecnych turbulentnych czasach, jest znacznie wyższa – to obecnie 5,4 proc. Dotyczy to tym bardziej długu emitowanego przez polski bank państwowy na rzecz ewentualnego nowego funduszu. Żadna krajowa instytucja nie ma bowiem wyższego ratingu od państwa polskiego.
Czytaj więcej
SAFE prezydenta i prezesa NBP, to mieszanie w szklance wody, bez cukru. Iluzja – ocenia w rozmowie z „Rzeczpospolitą” Maciej Bukowski, ekonomista,...
Taki sam fundusz działa już od czterech lat
Piąty powód do odrzucenia projektu: identyczny fundusz już istnieje. Powołał go PiS w 2022 r. W BGK działa mający takie same cele Fundusz Wsparcia Sił Zbrojnych (FWSZ). W obecnej sytuacji finansowej państwa należałoby raczej konsolidować finanse publiczne i likwidować fundusze pozabudżetowe, co zwiększyłoby kontrolę ministra finansów, a nie tworzyć nowe.
Źródła finansowania nowego funduszu są takie same jak FWSZ – z długu. Wyjątkiem jest ów mityczny zysk NBP, który Karol Nawrocki chciałby doń skierować. Obecnie zysk banku centralnego, jeśli się już pojawia, jest w 95 proc. dochodem budżetu państwa. I to logiczne, bo od średniowiecza suweren, czyli dziś w naszym przypadku naród, ma prawo do dochodu z – mówiąc ogólnie – emisji narodowej waluty. A swoje potrzeby finansowe naród zaspokaja właśnie poprzez budżet państwa. A nie nowy fundusz pana prezydenta.
Prezydent wtrąca się tam, gdzie nie powinien
To zasadnicze przestawienie zwrotnicy finansowej państwa jest szóstą wadą tego projektu. Powiązaną z wadą nr 7 – z wepchnięciem ludzi prezydenta Karola Nawrockiego do rady funduszu, która miałaby zatwierdzać plany i nadzorować tę nową potężną instytucję finansową.
Do pięcioosobowej rady miałoby wejść ich dwóch: przedstawiciel samego prezydenta i przedstawiciel jego Biura Bezpieczeństwa Narodowego (czyli Sławomira Cenckiewicza). Konstytucja RP nie daje prezydentowi uprawnień do udziału w zarządzaniu finansami państwa, które są kompetencją Rady Ministrów. Wręcz przeciwnie – intencją twórców Konstytucji było, by prezydent trzymał się od tego z daleka, dlatego uniemożliwiono mu weto do budżetu państwa. Karolowi Nawrockiemu najwyraźniej w Pałacu Prezydenckim za ciasno, usiłuje więc ustrój prezydencki wprowadzać tylnymi drzwiami – wetując ustawy i wchodząc w buty ministra finansów.