Reklama

Kowalczyk: Siedem powodów, by wyrzucić nibySAFE Nawrockiego do kosza

Chcąc zawetować ustawę o udziale Polski w unijnym mechanizmie finansowania obronności SAFE, prezydent skonstruował zasłonę dymną. Jego konkurencyjny fundusz też ma się finansować z długu, tyle że droższego niż unijny. Bo zysk NBP to na razie miraż.
Kowalczyk: Siedem powodów, by wyrzucić nibySAFE Nawrockiego do kosza

Foto: PAP/Marcin Obara

Karol Nawrocki chce zastąpić wynegocjowane przez rząd Donalda Tuska w Unii 44 mld euro taniego kredytu SAFE na obronność droższym krajowym, emitowanym przez BGK. I stworzyć z udziałem swoich ludzi fundusz, który będzie zarządzał pożyczonymi pieniędzmi. Z projektu ustawy nie wynika, jak dużymi – i to jest pierwszy powód, dla którego projekt powinien zostać odrzucony.

Czytaj więcej

„Polski SAFE 0 proc.” Glapiński i Nawrocki mają plan na miliardy dla armii. Spotkanie z Tuskiem

Niepewne zyski NBP

Owszem, jako źródło finansowania prezydencki projekt wymienia na pierwszym miejscu zysk NBP, ale przez ostatnie lata nasz bank centralny miał stratę, wynikającą m.in. z umacniania się złotego. Zyski w kolejnych latach są więc niepewne. I to druga wada prezydenckiego projektu.

Trzecia jego wada to czas. Pieniądze na obronność potrzebne są tu i teraz (co gwarantuje prawdziwy SAFE), tymczasem oczekiwany przez prezydenta zysk nie pojawi się w NBP ani jutro, ani za kwartał. Najwcześniej mógłby zostać pokazany w przyszłym roku, w sprawozdaniu finansowym za 2025 r. A i to pod warunkiem, że dojdą do skutku zapowiadane enigmatycznie przez prezesa Adama Glapińskiego operacje mające w cudowny sposób zamienić papierowe, bo niezrealizowane zyski na drożejącym w ostatnich latach złocie, którego zapasy NBP gromadzi w swoim skarbcu i za granicą.

Czytaj więcej

Raporty ekonomiczne

Panel Ekonomistów „Rzeczpospolitej”: NBP nie powinien angażować się w polski SAFE 0 proc.

Reklama
Reklama

Podróbka SAFE droższa od oryginału

Czwarta wada: tzw. prezydencki SAFE 0 proc. wbrew nazwie absolutnie nie będzie darmowy. Wedle projektu ustawy nowy fundusz miałby obok zysku NBP być finansowany z długu emitowanego w postaci obligacji, kredytów i pożyczek.

Czym różni się to od unijnego SAFE (na ok. 3 proc. rocznie)? Ano tym, że dług proponowany przez Karola Nawrockiego jest droższy, bo Polska ma niższą wiarygodność kredytową niż cała pożyczająca na SAFE Unia Europejska, więc nasi bezpośredni wierzyciele żądają od nas większej premii za ryzyko. W efekcie rentowność polskich obligacji 10-letnich, zwłaszcza w obecnych turbulentnych czasach,  jest znacznie wyższa – to obecnie 5,4 proc. Dotyczy to tym bardziej długu emitowanego przez polski bank państwowy na rzecz ewentualnego nowego funduszu. Żadna krajowa instytucja nie ma bowiem wyższego ratingu od państwa polskiego.

Czytaj więcej

Maciej Bukowski: Nie ma mowy o żadnym SAFE zero procent. To bajki

 

Taki sam fundusz działa już od czterech lat

Piąty powód do odrzucenia projektu: identyczny fundusz już istnieje. Powołał go PiS w 2022 r. W BGK działa mający takie same cele Fundusz Wsparcia Sił Zbrojnych (FWSZ). W obecnej sytuacji finansowej państwa należałoby raczej konsolidować finanse publiczne i likwidować fundusze pozabudżetowe, co zwiększyłoby kontrolę ministra finansów, a nie tworzyć nowe.

Źródła finansowania nowego funduszu są takie same jak FWSZ – z długu. Wyjątkiem jest ów mityczny zysk NBP, który Karol Nawrocki chciałby doń skierować. Obecnie zysk banku centralnego, jeśli się już pojawia, jest w 95 proc. dochodem budżetu państwa. I to logiczne, bo od średniowiecza suweren, czyli dziś w naszym przypadku naród, ma prawo do dochodu z – mówiąc ogólnie – emisji narodowej waluty. A swoje potrzeby finansowe naród zaspokaja właśnie poprzez budżet państwa. A nie nowy fundusz pana prezydenta.

Prezydent wtrąca się tam, gdzie nie powinien

To zasadnicze przestawienie zwrotnicy finansowej państwa jest szóstą wadą tego projektu. Powiązaną z wadą nr 7 – z wepchnięciem ludzi prezydenta Karola Nawrockiego do rady funduszu, która miałaby zatwierdzać plany i nadzorować tę nową potężną instytucję finansową.

Reklama
Reklama

Do pięcioosobowej rady miałoby wejść ich dwóch: przedstawiciel samego prezydenta i przedstawiciel jego Biura Bezpieczeństwa Narodowego (czyli Sławomira Cenckiewicza). Konstytucja RP nie daje prezydentowi uprawień do udziału w zarządzaniu finansami państwa, które są kompetencją Rady Ministrów. Wręcz przeciwnie – intencją twórców Konstytucji było, by prezydent trzymał się od tego z daleka, dlatego uniemożliwiono mu weto do budżetu państwa. Karolowi Nawrockiemu najwyraźniej w Pałacu Prezydenckim za ciasno, usiłuje więc ustrój prezydencki wprowadzać tylnymi drzwiami – wetując ustawy i wchodząc w buty ministra finansów.

Opinie Ekonomiczne
Paweł Rożyński: Tanie „strzały” Iranu podbijają ceny paliw. Rozwiązania kryzysu są tylko złe
Materiał Promocyjny
PR&Media Days 2026
Materiał Promocyjny
Skala sprzedaży rośnie szybciej niż logistyka – typowe wyzwania firm
Opinie Ekonomiczne
Apel Izby Wydawców Prasy: Demokratyczny rząd nie może być obojętny na los ludzi kultury
Opinie Ekonomiczne
Joanna Pandera: Czeka nas wojna o przemysł
Opinie Ekonomiczne
Krzysztof Adam Kowalczyk: Keynes jak Lenin. Wiecznie żywy
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama