– To nie jest poważna drużyna, to poziom reprezentacji juniorów. Adam Nawałka traktuje piłkarzy jak dzieci, a przecież jesteśmy dorośli. Byłem na trzech treningach przed meczem ze Szkocją i nie dostaliśmy ani jednej wskazówki taktycznej. Później na boisku jeden patrzył na drugiego, bo nie wiedział, co robić.

Tymi słowami w wywiadzie dla Polsatu w marcu tego roku Eugen Polanski żegnał się z reprezentacją Polski – przynajmniej póki Nawałka będzie selekcjonerem. Tak się wówczas wydawało.

Nawałka zadzwonił jednak  w ostatni czwartek do Polanskiego i zapowiedział, że w sobotę przyjedzie obejrzeć go w spotkaniu Hoffenheim z Wolfsburgiem, a po meczu porozmawiają.

Jeszcze w piątek Polanski nie był w stu procentach przekonany, że rozmowa będzie dotyczyć jego powrotu do kadry. – Może trener chce, żebym się wytłumaczył ze słów, jakie powiedziałem pod jego adresem – mówił piłkarz w rozmowie z „Rz".

W sobotę doszło do spotkania i Nawałka pytał pomocnika, czy jest gotowy wrócić do reprezentacji. Polanski nie powiedział „nie", ale poprosił o kilka dni do namysłu. Dla zawodnika to trudna decyzja, jeśli poważnie traktuje swoje słowa, a nie ma powodu, by w to wątpić.

Jeszcze wcześniej, w piątek, selekcjoner spotkał się z Sebastianem Boenischem i usłyszał od obrońcy Bayeru Leverkusen, że ten stawi się na zgrupowaniu, jeśli zostanie powołany do kadry.

Miejsce dla Boenischa

To nowy rozdział w polityce Nawałki, który miota się w kwestii naturalizowanych piłkarzy. Z jednej strony regularnie powołuje Thiago Cionka, z drugiej całkowicie odstrzelił starą ekipę zaszufladkowaną jako „farbowane lisy".

Prezes PZPN Zbigniew Boniek, który przecież wybrał Nawałkę,  kilka razy wypowiadał się w tej kwestii w mediach, za każdym razem w podobnej tonacji. W „Kropce nad i" mówił: „W reprezentacji powinni występować tacy piłkarze, którzy czują się Polakami. Którzy są Polakami. Kogo mam na myśli? Takich ludzi, którzy mówią po polsku, którzy ten język rozumieją. Nikt nie może powiedzieć o sobie, że jest Polakiem, jeżeli nie zna swojego języka".

Nawałka od początku swojej kadencji notorycznie pomija Damiena Perquisa, co jest o tyle usprawiedliwione, że stoper spadkowicza z Primera Division – Betisu Sewilla ma problemy ze zdrowiem.

Autopromocja
Subskrybuj nielimitowany dostęp do wiedzy

Unikalna oferta

Tylko 5,90 zł/miesiąc


WYBIERAM

W drużynie Nawałki nie było też do tej pory miejsca dla Boenischa. To prawda, że po ciężkiej kontuzji piłkarz ten w kadrze raczej zawodził, ale reprezentacja taka jak nasza nie może sobie pozwolić na pomijanie podstawowego zawodnika silnego klubu Bundesligi.  Szczególnie że problemy z lewą obroną są od dawna, a Jakub Wawrzyniak nie daje wystarczającej gwarancji.

Przed tym sezonem w Bayerze Leverkusen zmienił się trener – został nim Robert Schmidt, a także kupiono za 6,5 miliona euro lewego obrońcę, Brazylijczyka Wendella. To jednak Boenisch ma pewne miejsce w składzie i regularnie gra.

W przeciwieństwie do trzymającego się z boku Ludovica Obraniaka Boenisch nie tylko poprawnie mówi po polsku, ale też nigdy się nie alienował i dobrze żył z grupą. Tak jak Polanski, który w pewnym momencie zaczął wręcz wyrastać na lidera reprezentacji. Podczas Euro 2012 był jednym z najlepszych i najwaleczniejszych polskich piłkarzy.

Obraniak powinien być największym wyrzutem sumienia selekcjonera – chociaż dla usprawiedliwienia decyzji Nawałki należy zauważyć, że Francuz z polskim paszportem ma ogromne kłopoty w Werderze Brema. W tym sezonie nie grał nawet przez minutę.

Potrzebne ?waleczne serce

Obraniak zrezygnował z reprezentacji jeszcze za czasów Waldemara Fornalika. Nigdy tego nie powiedział wprost, ale wyraźnie sugerował, że chodzi o zły klimat wokół jego osoby. Czuł się nie do końca akceptowany przez grupę (inna sprawa, że niewiele zrobił, by było inaczej), ale przede wszystkim przez związkową wierchuszkę. Nawałka jednak w przypływie desperacji pojechał do Bremy, spotkał się z piłkarzem i namówił go na powrót do kadry.

Obraniak zagrał ze Szkocją na Stadionie Narodowym, a następnie z rezerwami Niemiec w Hamburgu. W żadnym z tych meczów nie wypadł bardzo dobrze, ale niczego też nie zawalił. To był jednak jego koniec w kadrze Nawałki. Ponownie został odstawiony na bocznicę. Po dwóch meczach – w sumie 127 minutach na boisku.

Teraz Nawałka musiał dojść do wniosku, że Grzegorz Krychowiak i Tomasz Jodłowiec w środku pola to nie wystarczy na Niemców i Szkotów, że potrzebuje zawodnika bez kompleksów, który nie będzie się bał i podejmie walkę. Takiego jak Polanski.

Zmiana polityki Nawałki nie jest niczym nagannym. Szczególnie fakt, że postanowił przeprosić się z Polanskim. Z ust pomocnika Hoffenheim padły mocne stwierdzenia i mało kto na miejscu selekcjonera zdecydowałby się na podobny ruch.

Fakt, że trener nie ujął się honorem, tylko postanowił sprawę wyjaśnić, zasługuje na pochwałę. Przepraszając się z „farbowanymi lisami" Polanskim i Boenischem, Nawałka daje też być może sygnał, że wyrobił sobie wreszcie mocną pozycję w związku, co pozwala mu na autonomiczne decyzje.

Ale jest też druga możliwość – linia szefostwa PZPN mogła ulec zmianie. W kuluarach krąży bowiem plotka, że inicjatorem wyciągnięcia ręki do Polanskiego był sam Boniek.