„Od dziś w Polsce zamiast władzy i opozycji, są zamordyści i demokraci”

„Andrzej Duda podpisując ustawę "lex Tusk" będzie miał na sumieniu dewastację polskiej demokracji. A jeśli marzył o karierze po prezydenturze na Zachodzie, to teraz powinien rozglądać się za pracą raczej na Wschodzie” - mówią Bogusław Chrabota i Michał Szułdrzyński w rozmowie z Cezarym Szymankiem.

Publikacja: 29.05.2023 15:59

Andrzej Duda, Jarosław Kaczyński i Donald Tusk

Andrzej Duda, Jarosław Kaczyński i Donald Tusk

Foto: PAP, Tomasz Gzell, Leszek Szymański

W poniedziałek prezydent Andrzej Duda ogłosił, że podpisuje ustawę ws. komisji ds. rosyjskich wpływów i jednocześnie kieruje ją do Trybunału Konstytucyjnego w tzw. trybie następczym.

Prezydent w swoim oświadczeniu – dziennikarze nie zostali zaproszeni - podkreślił wagę transparentności życia publicznego. Wyraził pogląd, że opinia publiczna powinna bezpośrednio poznać fakty i dlatego zdecydował się na podpisanie ustawy.

- Ale ponieważ są osoby, które podnoszą wątpliwości konstytucyjne, korzystam z możliwości, które stwarza prezydentowi polska konstytucja i oprócz podpisania ustawy, co oznacza wprowadzenie jej w życie, jednocześnie skieruję ją także w tzw. trybie następczym do Trybunału Konstytucyjnego, żeby do tych kwestii, które budzą wątpliwości, odniósł się również Trybunał Konstytucyjny - oświadczył Andrzej Duda.

Ustawa "lex Tusk"

Sejm w piątek 26 maja stosunkiem głosów 234 do 219 przyjął projekt ustawy o powołaniu Państwowej Komisji do spraw badania wpływów rosyjskich na bezpieczeństwo wewnętrzne Rzeczypospolitej Polskiej w latach 2007-2022. Wcześniej projekt odrzucił Senat oraz sejmowa komisja administracji i spraw wewnętrznych.

Ustawę określa się mianem "lex Tusk" ponieważ wielu przedstawicieli obozu władzy (np. wiceminister rolnictwa Janusz Kowalski) jednoznacznie deklaruje, że celem komisji jest prześwietlenie byłego i obecnego przewodniczącego Platformy Obywatelskiej, Donalda Tuska, pod kątem jego polityki wobec Rosji w latach 2007-2014, gdy Tusk był premierem. O zawetowanie ustawy zaapelowali do prezydenta Dudy m.in. przedstawiciele Naczelnej Rady Adwokackiej i Rady Przedsiębiorczości.

Zdaniem Stowarzyszenia Sędziów Polskich "Iustitia", ustawa ta rażąco narusza konstytucyjne zasady demokratycznego państwa prawnego (art. 2 Konstytucji), trójpodziału władzy i niezależności władzy sądowniczej (art. 10 ust. 1 i 2 oraz art. 175 Konstytucji), czy domniemania niewinności (art. 42 ust. 3 Konstytucji). "Jest antydemokratyczna i antyunijna" – podkreślają sędziowie i zwraca też uwagę, że przepisy ustawy są nieprecyzyjne i blankietowe, co stwarza ryzyko poważnych nadużyć. "Fakt, że prawo może zostać wykorzystane w walce wyborczej budzi najgorsze skojarzenia ze standardami obowiązującymi w Rosji, czy na Białorusi, gdzie aparat państwowy wykorzystuje się do walki z przeciwnikami politycznymi i własnymi obywatelami" – czytamy w opinii Stowarzyszenia Sędziów Polskich "Iustitia".

Tusk i opozycja komentują

Na decyzję prezydenta w sprawie ustawy nazywanej przez opozycję "lex Tusk" zareagował przewodniczący Platformy Obywatelskiej. "Panie Prezydencie, zapraszam na konsultacje społeczne 4 czerwca" - napisał w mediach społecznościowych Donald Tusk.

Były premier nawiązał przy tym do marszu, który 4 czerwca ma przejść ulicami Warszawy. W połowie kwietnia Tusk wzywał na Twitterze do udziału w marszu "przeciw drożyźnie, złodziejstwu i kłamstwu" oraz "za wolnymi wyborami i demokratyczną, europejską Polską".

"Będzie nas dobrze słychać i widać z okien Pańskiego pałacu" - napisał w poniedziałek Tusk, zwracając się do prezydenta. "Przyjdziecie?" - zapytał.

"Proszę być dziś pewnym jednego - demokracja pana przeżyje" - tak lider Polski 2050, Szymon Hołownia, skomentował decyzję prezydenta.

Współprzewodnicząca Partii Razem, Magdalena Biejat, zaapelowała do mediów, aby "nie relacjonowały posiedzeń komisji" i "nie brały udziału w tej politycznej szopce". Z kolei lider Nowej Lewicy, Włodzimierz Czarzasty zapowiedział postawienie prezydenta przed Trybunałem Stanu.

Były premier, Marek Belka zarzucił zaś prezydentowi, że "nie rozumie różnicy między sprawowaniem urzędu, a zajmowaniem stołka".

- Dzisiaj ktoś robi zamach na wolne wybory. Próbuje uniemożliwić komuś start – nie tylko Donaldowi Tuskowi. Podpis prezydenta Dudy cofa nas do mroków PRL-u, gdzie w Komitecie Centralnym ustalano listy kandydatów, na których można głosować. Duda zachował się jak Piłat, który próbuje umyć ręce. Problem polega na tym, że w procesie legislacyjnym w Polsce prezydent rąk umyć nie może - mówił o "lex Tusk” poseł KO, Sławomir Nitras.

Prezydent Duda kontra konstytucja

„(…) trzeba uznać, że Andrzej Duda wpisał się swoją decyzją w logikę wyborczą macierzystej partii. To oczywiście ścieżka w jedną stronę; decyzja prezydenta legalizująca to fatalne prawo walnie przyczyni się do dewastacji państwa. Zarazem nie wierzę, że w nieodległej przyszłości, prezydent, już jako prywatny obywatel, będzie miał szansę obronić się przed zarzutami o łamanie konstytucji. Podobnie jak Andrzej Duda nie uwierzył, że krytykom ustawy nie chodziło o ukrycie przed obliczem opinii publicznej antypolskich knowań wrogich służb, tylko o niekonstytucyjność przepisów wadliwie powołanej komisji” – pisze Bogusław Chrabota w komentarzu „Prezydent versus prawo”.

"Podpisanie przez Andrzeja Dudę ustawy o komisji badającej rosyjskie wpływy w Polsce oraz jednoczesne skierowanie jej do Trybunału Konstytucyjnego w ramach tzw. kontroli następczej nie zablokuje jej wejścia w życie. Prezydencki wniosek nie wpływa na obowiązywanie objętego nim aktu prawnego. Dopiero TK może uchylić moc obowiązującą jego przepisów, o ile uzna ich niezgodność z Konstytucją. A to może stać się za rok, dwa, a nawet pięć…, bo terminów na rozpatrzenie brak" – komentuje Tomasz Pietryga w tekście „Julia Przyłębska odpowiada za to, by nie było niespodzianek”.

"Dla opozycji, a zwłaszcza dla Platformy, decyzja prezydenta Dudy to prezent. PO buduje oczekiwanie i atmosferę przed planowanym na najbliższą niedzielę marszem. Tusk na pewno wykorzysta to, co zrobił Andrzej Duda jako element jeszcze większej polaryzacji i mobilizacji przed tym wydarzeniem. W jakimś sensie więc ta decyzja jest dla niego korzystna" - pisze Michał Kolanko w komentarzu "Decyzja prezydenta to prezent dla PO i całej opozycji".

Komisja PiS, czyli quasi-prokuratura i parasąd

Zgodnie z zaproponowanymi przez PiS przepisami, komisja ds. badania rosyjskich wpływów w Polsce ma być organem administracji rządowej i prowadzić postępowania w celu wyjaśnienia przypadków funkcjonariuszy publicznych lub członków kadry kierowniczej wyższego szczebla, którzy w latach 2007-2022 pod wpływem rosyjskim, działając na szkodę interesów RP, dokonywali czynności wymienionych szczegółowo w ustawie, m.in. czy podejmowano czynności urzędowe, wydawano decyzje administracyjne, zawierano umowy, wydawano pieniądze publiczne pod rosyjskim wpływem. Postępowania mogą dotyczyć także innych osób nie będących funkcjonariuszami publicznymi ani członkami kadry kierowniczej. Innymi słowy każdy obywatel, partia, stowarzyszenie, fundacja, może trafić pod lupę komisji.

W założeniu komisja ma składać się z dziewięciu członków, przy czym jej szefa ma wskazywać premier. Teoretycznie prawo zgłaszania Marszałkowi Sejmu kandydatów na członków komisji przysługuje każdemu klubowi poselskiemu lub parlamentarnemu. Opozycja zapowiada, że nie weźmie udziału w jej pracach.

Członkowie komisji będą mieli bardzo szeroki dostęp do dokumentów, także archiwalnych, zawierających informacje niejawne oraz tajemnicę przedsiębiorstwa, materiałów akt postępowań przygotowawczych i sądowych, informacji z działań operacyjnych. Jednocześnie nie będą ponosić żadnej odpowiedzialności za swoją działalność wchodzącą w zakres sprawowania funkcji w Komisji. To oznacza także, że jeśli kogokolwiek bezpodstawnie oskarżą lub postawią nieprawdziwe hipotezy, nie mogą być za to pociągnięci do odpowiedzialności, ani karnej ani odszkodowawczej.

Komisja będzie władna zwolnić wzywane przez siebie osoby z obowiązku zachowania tajemnicy prawnie chronionej, także z klauzulą tajności „tajne” lub „ściśle tajne”, z jednym wyjątkiem: nie może zwolnić duchownego z tajemnicy spowiedzi.

Komisja będzie mogła "karać" za czyny, które nie były zabronione pod groźbą kary przez przepisy ustawowe obowiązujące w czasie ich popełnienia. Od kar nie będzie można się odwołać.

Komisja będzie miała prawo:

- cofnąć poświadczenie bezpieczeństwa lub nałożyć zakaz otrzymania poświadczenia bezpieczeństwa na okres 10 lat od dnia wydania decyzji administracyjnej; wydanie takiej decyzji w stosunku do osoby będącej w latach 2007–2022 funkcjonariuszem publicznym lub członkiem kadry kierowniczej wyższego szczebla, ma powodować, że osoba ta "nie daje rękojmi należytego wykonywania czynności w interesie publicznym";

- zakazać pełnienia funkcji związanych z dysponowaniem środkami publicznymi na okres do 10 lat;

- cofnąć pozwolenie na broń na okres do 10 lat od dnia wydania decyzji administracyjnej.

Jeśli zatem komisja postawiłaby zarzuty politykowi, który zamierza kandydować w wyborach, zostać premierem czy ministrem, to zablokowałaby mu tym samym taką możliwość i wyeliminowała z życia publicznego na dekadę.

Wymierzanie kary przez komisję złożoną - przypomnijmy - z polityków, a nie niezawisły sąd, to ewidentne naruszenie trójpodziału władzy, przewidzianego w polskiej Konstytucji.

W poniedziałek prezydent Andrzej Duda ogłosił, że podpisuje ustawę ws. komisji ds. rosyjskich wpływów i jednocześnie kieruje ją do Trybunału Konstytucyjnego w tzw. trybie następczym.

Prezydent w swoim oświadczeniu – dziennikarze nie zostali zaproszeni - podkreślił wagę transparentności życia publicznego. Wyraził pogląd, że opinia publiczna powinna bezpośrednio poznać fakty i dlatego zdecydował się na podpisanie ustawy.

Pozostało 95% artykułu
Kraj
Franciszek zdecydował co dalej z abp. Markiem Jędraszewskim
Materiał Promocyjny
Jak wykorzystać potencjał elektromobilności
Kraj
Leszek Miller: Sprawa Romanowskiego? Mogło dojść do prawniczego sabotażu
Kraj
Lawina wniosków o uchylenie immunitetów posłów PiS. W tle miesięcznice i sporny wieniec
Kraj
Pięć osób w szpitalu. W Lublinie autobus wjechał w przystanek
Kraj
Joanna Ćwiek-Świdecka: Prezydent deklaruje weto w sprawie aborcji, koalicja szuka planu B