Decyzję o jego powołaniu prezydent Ignacy Mościcki podjął dokładnie 84 lata temu – 17 czerwca 1934 roku.

Przypominamy tekst z 2009 roku.

Obóz w Berezie był symbolem sanacyjnego zamordyzmu i dowodem na brak swobód demokratycznych w II Rzeczypospolitej. Mościcki wydał dekret o utworzeniu ośrodka dwa dni po krwawym zamachu na ministra spraw wewnętrznych Bronisława Pierackiego dokonanym przez ukraińskich nacjonalistów. Pomysłodawcą utworzenia obozu był ówczesny premier Leon Kozłowski. Poparł go Józef Piłsudski. Na miejsce odosobnienia wybrano niewielkie miasteczko w ówczesnym województwie poleskim (obecnie na Białorusi).

Więźniami Berezy były zarówno osoby podejrzewane o prowadzenie działalności wywrotowej z pobudek politycznych, jak i pospolici przestępcy – ale tacy, których z braku wystarczających dowodów winy sąd nie mógł skazać. Trafiali tam na trzy miesiące (z możliwością przedłużenia o kolejne trzy) na podstawie decyzji administracyjnej władz.

Do 1939 roku w Berezie uwięziono w sumie ok. 3 tys. osób, głównie ukraińskich nacjonalistów, komunistów, a także polityków endecji. Przed samą wojną wysyłano tam też Niemców. Wśród więźniów byli m.in. tak znani publicyści i politycy jak Adam Doboszyński, Bolesław Piasecki i Stanisław Mackiewicz.

Dlaczego piłsudczycy stworzyli obóz w Berezie? – Dyktatura sanacji nie była w żaden sposób zagrożona, więc to rozwiązanie było całkowicie niepotrzebne. Berezy Kartuskiej nie da się pogodzić z wartościami demokratycznymi i prawami człowieka, ale nie należy jej demonizować – uważa prof. Antoni Dudek.

Osadzonych w Berezie Kartuskiej przetrzymywano w warunkach przypominających ówczesne więzienia o ostrym rygorze.

Ze wspomnień więźniów wynika, że spali na betonowej podłodze. Częstą praktyką było bicie nowo przybyłych do krwi.

Nieposłusznych zmuszano do wielogodzinnych ćwiczeń gimnastycznych i pracy polegającej na przykład na bezcelowym kopaniu i zasypywaniu rowów. Posiłki były bardzo skromne.

– To była ciemna strona ówczesnej Polski i chwały jej to nie przyniosło, ale nadużyciem jest porównywanie do nazistowskich obozów koncentracyjnych – uważa prof. Tomasz Nałęcz.

Historyk zastrzega jednak, że oceniając Berezę, trzeba uwzględnić klimat tamtych czasów, czyli o wiele radykalniejsze metody zwalczania przeciwników politycznych w Niemczech i Rosji, oraz przemoc uliczną, po jaką sięgała opozycja w Polsce.