W gminach, w których brakuje miejsc w przedszkolach, powinny być otwierane punkty wychowania przedszkolnego, w których zatrudniano by ukraińską kadrę. W ten sposób część kobiet, które uciekły przed wojną, znalazłaby pracę, a dzieci innych – niezbędną opiekę. Taki postulat samorządowcy przedstawili na spotkaniu z pełnomocnikiem rządu ds. uchodźców Pawłem Szefernakerem i Przemysławem Czarnkiem – ministrem edukacji i nauki.

Pomysł jest też zbieżny z rozwiązaniami zawartymi w senackim projekcie nowelizacji specustawy, który będzie procedowany we wtorek na posiedzeniu połączonych trzech komisji senackich. Opieka miałaby być świadczona w warunkach zbliżonych do domowych, a grupa dzieci niewielka – maksymalnie siedmioosobowa. Punkty mogłyby otwierać, za zgodą samorządu, osoby prawne lub fizyczne.

Czytaj więcej

Szkoły pękają w szwach po utworzeniu miejsc dla dzieci z Ukrainy

– Chcemy, by wynagrodzenia kadry były finansowane z budżetu. Postulujemy także, by gminy otrzymały środki na ukraińskie dzieci, dla których miejsce znalazło się w publicznych przedszkolach. Samorządy powinny otrzymać zwrot faktycznie poniesionych kosztów – mówi Marek Wójcik ze Związku Miast Polskich. I dodaje, że przedstawiciele rządu podchodzą do pomysłów samorządowców przychylnie.

Kolejną omawianą na spotkaniu kwestią było tworzenie oddziałów międzynarodowych w polskich szkołach.

– Stronie ukraińskiej zależy na tym, by dzieci kontynuowały naukę według ukraińskiego programu – mówi Marek Wójcik.

W ten sposób zostałby rozwiązany problem braku polskiej kadry. W oddziałach uczyliby bowiem ukraińscy nauczyciele. Niewykluczone, że w lipcu w polskich szkołach ukraińscy uczniowie będą zdawać ukraińską maturę. Do egzaminu mogłyby przystąpić osoby, które uczestniczyły w nauczaniu online.

Samorządowcy zabiegają też o zmiany w szkolnictwie branżowym. Ich zdaniem w szkołach powinny być organizowane specjalne kursy polskiego języka technicznego.

Następne spotkanie w sprawie edukacji ukraińskich dzieci jest zaplanowane na 5 maja.