Opinie

Prawnik karany dwa razy

Wiesław Kozielewicz - sędzia SN
Fotorzepa, Robert Gardziński Robert Gardziński
Sędzia Sądu Najwyższego Wiesław Kozielewicz rozmawia z Katarzyną Borowską o tym, czemu sędziowie, adwokaci czy radcy muszą odchodzić z zawodu oraz dlaczego nie jest zwolennikiem przeniesienia II instancji sądownictwa dyscyplinarnego do sądów powszechnych.
Czy postępowanie dyscyplinarne się sprawdza? W debacie publicznej pojawiają się opinie, że sędziowie, radcy czy adwokaci, sądząc swoich kolegów, są zbyt łagodni.
Wiesław Kozielewicz: Te opinie wynikają z nieporozumienia. Nie jest bowiem upowszechniona wiedza, że odpowiedzialność dyscyplinarna jest dodatkową, niezależną od odpowiedzialności karnej  możliwością ukarania. Jeśli np.  niesolidny adwokat oszuka klienta, to będzie  jak każdy obywatel odpowiadał przed sądem karnym, a dodatkowo poniesie odpowiedzialność dyscyplinarną. Nie zawsze jest to podwójna odpowiedzialność. Sędziowie na przykład za wykroczenia odpowiadają tylko dyscyplinarnie.
To wyjątek od ogólnej reguły, że  odpowiedzialność dyscyplinarna jest niezależna od odpowiedzialności karnej i za wykroczenia. Wyjątek od lat krytykowany. Nawet niektórzy sędziowie mówią, że woleliby np. zapłacić mandat, niż tłumaczyć się przed sądem dyscyplinarnym... Tak, są takie głosy. Ja też uważam, że lepiej by było, gdyby sędzia odpowiadał za wykroczenia przed sądem powszechnym,  a nie przed sądem dyscyplinarnym, bądź żeby mógł po prostu zapłacić mandat za wykroczenie drogowe. Zresztą za przekroczenie prędkości może sędziego spotkać w postępowaniu dyscyplinarnym bardziej dolegliwa kara niż w klasycznym postępowaniu wykroczeniowym. Jaka? Sąd dyscyplinarny może np. wymierzyć  naganę, co zablokuje sędziemu podwyżkę uposażenia na trzy lata. A warto pamiętać, że sędzia nie może podczas kontroli drogowej zataić swojego urzędu. Wtedy mógłby się narazić na kolejną odpowiedzialność dyscyplinarną za ukrycie, iż przysługuje mu immunitet materialny w zakresie odpowiedzialności za wykroczenia. Istotą odpowiedzialności dyscyplinarnej jest, że ponosząca ją osoba jest traktowana surowiej  niż zwyczajny obywatel. Za  złamanie reguł etycznych, za które osoby wykonujące zawody prawnicze ponoszą odpowiedzialność dyscyplinarną, zwykłego obywatela nikt nie ukarze, chyba że swoim zachowaniem wyczerpie znamiona przestępstwa. Prawnik w takim wypadku poniesie odpowiedzialność za przestępstwo,  a to samo zachowanie  zostanie ocenione w odrębnym postępowaniu na płaszczyźnie dyscyplinarnej. W przypadku sędziego – może chodzić np. o uchybienie godności urzędu. Jakie mogą być konsekwencje takiego zachowania? Nawet złożenie z urzędu. Niedawno głośno było w mediach o sprawie dyscyplinarnej sędzi, która jeszcze przed nominacją  wysyłała esemesy o niewłaściwej treści do byłej żony mężczyzny, którym była zainteresowana. Wymierzono jej za ten czyn najsurowszą karę dyscyplinarną – złożenia z urzędu sędziego. Sędzia odpowiada bowiem także za swoje zachowanie z okresu przed objęciem stanowiska. W jakich jeszcze  okolicznościach sędziowie musieli odchodzić z zawodu? Za błędy merytoryczne. Sędzia może np. poprawić protokół czy błędy pisarskie lub rachunkowe w orzeczeniu, ale tylko w specjalnym trybie sprostowania. Jeśli chce pójść na skróty, nawet nie szkodząc stronom,  grożą mu poważne konsekwencje dyscyplinarne. Zdarzały się  w takich sprawach kary złożenia z urzędu. Pamiętam sędziego, który w wyroku popełnił błąd rachunkowy i zasądził koszty postępowania 80 zł zamiast 60 zł.  Wymienił ostatnią stronę orzeczenia z błędnym rozstrzygnięciem o kosztach. Nie zastosował  procedury sprostowania orzeczenia. Miał nie tylko postępowanie dyscyplinarne, ale i sprawę karną o fałszowanie dokumentów. Co musi zrobić adwokat czy radca, by stracić prawo do wykonywania zawodu? Najsurowsze kary są orzekane np. za rażące, wielokrotne uchylanie się od obowiązków. Gdy adwokat wyznaczony jako obrońca lub pełnomocnik z urzędu nie zajmuje się sprawą. Gdy np. przez jego niedbalstwo minie termin na wniesienie apelacji. Jak wynika z samorządowych statystyk, radcy i adwokaci ostrożnie sięgają po najsurowszą karę związaną z pozbawieniem prawa do wykonywania zawodu. Widocznie nie ma w ich gronie wielu  partaczy. Trzeba pamiętać, że postępowanie dyscyplinarne jest najczęściej uruchamiane w tych zawodach właśnie wskutek skarg osób niezadowolonych z usług  prawnych. A wydalenie z jakich zawodów orzekane jest najczęściej? Chyba sędziów. Od 1 stycznia 2005 r. do końca października 2012 r. orzeczono prawomocnie 18 takich kar. Uważam, że  wynika to m.in. z dążenia do rygorystycznego  przestrzegania standardów godności urzędu. Wyrok sądu powszechnego skazujący sędziego za prowadzenie pojazdu w stanie nietrzeźwości niemal zawsze  oznacza najsurowszą karę w postępowaniu dyscyplinarnym – złożenie  z urzędu. W ostatnich latach z tego powodu najczęściej  po nią sięgano. To niezbyt chlubne dane... Oczywiście. Ale dobrze, że wśród przewinień dyscyplinarnych, które jednocześnie wyczerpują znamiona przestępstw, niezmiernie rzadko zdarzają się np. zarzuty korupcyjne. W tej kategorii sądy dyscyplinarne są również bardzo surowe. Kilkanaście lat temu była głośna sprawa korupcyjna sędziego z Częstochowy. Postępowanie karne w sądzie powszechnym toczyło się przez wiele lat. Gdy zapadał wyrok skazujący, obwiniony sędzia był już w stanie spoczynku. Sąd dyscyplinarny orzekł pozbawienie go tego statusu. Oznaczało to dla niego znaczące zmniejszenie dochodów, gdyż  utracił sędziowską emeryturę. A jakie sprawy dotyczące rejentów najczęściej trafiają do Sądu Najwyższego? Często chodzi np. o kwestie związane z opłatami sądowymi pobieranymi przy sporządzaniu aktu notarialnego, które  należy w odpowiednim terminie  przekazać na konto właściwego sądu. Jeśli  notariusz tego zaniecha, to oczywiście popełni zarówno przestępstwo, jak i przewinienie dyscyplinarne. Sądy dyscyplinarne notariuszy orzekają wtedy najsurowszą karę – pozbawienie prawa prowadzenia kancelarii notarialnej. Często jednak są to spóźnienia w przekazywaniu opłat. Tu sądy dyscyplinarne  orzekają m.in. kary pieniężne. Są wysokie? Pamiętam sprawę notariusza, który miał orzeczone trzy takie kary po 10 tys. zł każda. Jedną właśnie za opóźnienia w przekazywaniu opłat, kolejną za spóźnienia w opłacaniu składek samorządowych, trzecią  za sporządzanie aktów notarialnych poza swoją siedzibą. Jeśli chodzi o kary finansowe dla adwokatów, radców prawnych i notariuszy, problemem jest nie tyle ich wysokość, ile egzekucja. Nie wiadomo do końca, według jakich przepisów powinna być przeprowadzana. Jest  luka w prawie? Tak. Niektórzy dziekani po prostu rozmawiają z ukaranymi. Jeśli   zapłacą – to dobrze. Jeśli nie – to takie zachowanie jest kwalifikowane jako nowe przewinienie dyscyplinarne. Można wytoczyć kolejną sprawę. Jeśli jednak chodzi o egzekucję kary pieniężnej, to nie wiadomo, czy stosować tu przepisy o egzekucji administracyjnej, czy unormowania z k.p.c.  Zdarza się, że niektóre sądy powszechne nadają orzeczeniom dyscyplinarnym klauzule wykonalności w części dotyczącej rozstrzygnięć o karze pieniężnej, ale nie wszystkie. Czyli sądownictwo dyscyplinarne nie jest idealne? Oczywiście, że nie. Na tym świecie bardzo  rzadko spotyka się rzeczy idealne. Wiele kwestii należałoby poprawić. Zwracają na nie uwagę od wielu lat  same samorządy. Adwokaci, radcowie prawni, notariusze mają opracowane projekty zmian. Rzecznik dyscyplinarny notariuszy nie może np.  prowadzić postępowania wyjaśniającego. Musi się opierać na materiale, który zgromadzi minister sprawiedliwości albo okręgowa rada notarialna. A rzecznik dyscyplinarny adwokatów czy radców prawnych ma takie uprawnienia. Notariusze od lat postulują, by to zmienić. W Ministerstwie Sprawiedliwości jest pomysł, by II instancję w sprawach dyscyplinarnych przenieść do sądów powszechnych. Czy to mogłoby usprawnić postępowanie? Nie jestem zwolennikiem tego pomysłu. Sądy powszechne nie od dziś narzekają na obciążenie. Wyższe sądy dyscyplinarne w samorządach działają dobrze. Problemy rodzą się w postępowaniu  pierwszej instancji. Tam niejednokrotne dochodzi do przedawnień. Moim zdaniem głównym powodem jest zbyt mała liczba członków sądów  dyscyplinarnych. Przybyło adwokatów, radców prawnych oraz notariuszy  i ustawodawca powinien wyciągnąć z tego wnioski. Samorządy mówią m.in. o zwiększeniu liczby sędziów w pierwszych instancjach. Nie trzeba robić rewolucji w postępowaniu dyscyplinarnym. Wystarczy ulepszyć to, co już działa. Orzeczenia II instancji są poddane kontroli sądowej. Mogą być zaskarżone w kasacji do Sądu Najwyższego. Stabilność orzecznictwa tych sądów jest zbliżona do stabilności  orzeczeń powszechnych sądów karnych. Jeśli popatrzymy na statystyki z ostatnich ośmiu lat, to Sąd Najwyższy uwzględnia w tej kategorii trochę ponad 20 proc. kasacji. To nie jest dużo. Z jakich powodów te orzeczenia są najczęściej uchylane? Uchybienia też  są podobne do popełnianych przez zawodowych sędziów orzekający w sprawach karnych. Często niezbyt dokładnie ustosunkowują się do zarzutów podniesionych w odwołaniu. Odwoławcze sądy dyscyplinarne uznają, że odpowiedzialność jest oczywista i rozważają zarzuty odwołania pobieżnie. A jeśli się do jakiegoś elementu nie odniosą w uzasadnieniu orzeczenia, to SN traktuje to, jakby się nim w ogóle nie zajęły. Takie orzeczenie jest uchylane i odwoławczy sąd dyscyplinarny musi się sprawą zająć jeszcze raz. A czy z kasacji wynika, że sądy dyscyplinarne są zbyt łagodne? Nie. Dowodzi tego niewielka liczba odwołań na niekorzyść obwinionych. Może to zrobić m.in. sam minister sprawiedliwości. Najczęściej skarżą orzeczenia obwinieni, wnosząc o uniewinnienie albo złagodzenie kary dyscyplinarnej. Zdarza się, że minister odwołania, w tym kasacje, wnosi też  na korzyść prawników. Pamięta pan taki przypadek? Była sprawa notariusza, który sporządził  akt notarialny za symboliczną złotówkę. Sąd dyscyplinarny ukarał go, uznał bowiem, że jeśli prawo wymaga pobrania taksy, to notariusz powinien to zrobić. Kasację od   orzeczenia na korzyść ukaranego złożył właśnie minister sprawiedliwości. Sprawa trafiła na posiedzenie składu siedmiu sędziów SN. Ten uznał, że notariusz może zrezygnować z taksy.  Orzeczenie dyscyplinarne uchylono. Czyli notariusz wystąpił tu wbrew interesowi swojej grupy i został za to ukarany... Jednym z istotnych elementów odpowiedzialności dyscyplinarnej jest to, że przestrzegania norm w danej grupie pilnują jej członkowie. Te normy prawidłowego wykonywania zawodu kształtują się przez lata. Oczywiście niezbędna jest kontrola państwa nad orzecznictwem dyscyplinarnym, temu służy właśnie możliwość złożenia kasacji do Sądu Najwyższego, w tym i z powodu rażącej niewspółmierności kary. Czyli nie ma pan wątpliwości, że sądownictwo dyscyplinarne jest potrzebne? Oczywiście. Gdybyśmy pozbawili samorządy tego narzędzia, stałyby się  bezzębne. Były już pomysły utworzenia jednego sądu państwowego, który zajmowałby się sprawami dyscyplinarnymi wszystkich zawodów prawniczych z całej Polski. Czym by się jednak wtedy takie ,,powszechne państwowe" postępowanie dyscyplinarne różniło od postępowania przed sądem państwowym? Mielibyśmy w istocie zdublowaną odpowiedzialność karną, a przecież nie o to chodzi, gdyż  podstawą odpowiedzialności dyscyplinarnej jest przekonanie o potrzebie pozostawienia pewnych spraw do rozpatrzenia środowisku. Sędzia Wiesław Kozielewicz jest autorem książki „Odpowiedzialność dyscyplinarna sędziów, prokuratorów, adwokatów, radców prawnych i notariuszy"
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL