fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wywiady i rozmowy

Adwokatura to nie agencja lobbingowa

NEWSPIX
Angażowanie adwokatury do działania na rzecz czyichś interesów i interesików jest działaniem najgłębiej sprzecznym z jej istotą i posłannictwem – mówi Markowi Domagalskiemu znany prawnik, były prezes Wyższego Sądu Dyscyplinarnego Adwokatury, Jerzy Naumann
Rz: Był pan, panie mecenasie, na noworocznym przyjęciu Naczelnej Rady Adwokackiej w pałacyku Sobańskich – siedzibie Polskiej Rady Biznesu?
Jerzy Naumann: Nie, nie byłem. Bardzo szanuję Polską Radę Biznesu, a pałacyk Sobańskich to doprawdy przepiękne miejsce. Jednak niekoniecznie na przyjęcie noworoczne dla niezależnych organizacji. Zastrzegam, że tu nie chodzi o jakiekolwiek ujemne konotacje związane z Radą Biznesu, to byłoby zupełnym nieporozumieniem. Chodzi o to, że PRB jest emanacją grupy interesów. Z kolei Naczelna Rada Adwokacka jest emanacją niezawisłości i pełnej niezależności polskiej adwokatury. Zderzenie zatem wizerunku organu środowiska, którego chlubą jest jego niezawisłość, z wizerunkiem jakiejkolwiek – podkreślam: jakiejkolwiek – grupy interesów daje podstawę do ocen, które niezależnym organizacjom niezbyt dobrze służą. Gdzie powinny się odbywać takie uroczystości?
Mam wrażenie, że najlepiej było nam i naszym zacnym gościom tam, gdzie spotykaliśmy Nowy Rok przez wiele, wiele lat: w Pałacu Staszica, a więc w siedzibie Polskiej Akademii Nauk, a zarazem Towarzystwa Naukowego Warszawskiego. Podczas tego spotkania przedstawiciele adwokatury wręczyli ministrowi sprawiedliwości projekt nowelizacji przepisów. Chodziło o zmianę rygorów karnych kodeksu spółek handlowych dotyczącą jednego tylko art. 585. Przepis ten krytykowali szefowie spółek. A jeden z nich (obecny na spotkaniu) miał z niego zarzut. Pańskie pytanie odbieram jako swego rodzaju sugestię, że nie tylko miejsce, ale cała sytuacja była niestosowna. Nie byłem na tym spotkaniu, więc popełniłbym nadużycie, formułując własne, zwłaszcza daleko idące, oceny. Natomiast w relacjach kilku uczestników, którzy się ze mną dzielili wrażeniami, przewijała się nuta zażenowania, by nie powiedzieć – niesmaku. Trudno się im dziwić, bo przecież każdy, kto zamiast okazać szacunek ministrowi sprawiedliwości, zaczyna go totumfacko poklepywać po ramieniu,  taką niestosownością okazuje rażący brak szacunku, a nie tylko nieznajomość elementarnych zasad savoir vivre'u. Wręczanie w takich okolicznościach jakichś dokumentów może wyglądać na klasyczne wmanewrowywanie ministra w określoną sytuację. Ponieważ rzecz taka zwykle się rozwija przy wykorzystaniu elementu zaskoczenia, takie nadużycie dobrych obyczajów zwykle jest przez wielu oceniane nie jako zachowanie niestosowne, lecz wręcz niedopuszczalne. Prowadzenia sprawy może się podjąć adwokat. Adwokatura żadnych zleceń na załatwianie jakichkolwiek spraw od nikogo nie przyjmuje Może to dobrze, że adwokatura wstawia się w ważnych sprawach w czyimś imieniu u ministra sprawiedliwości? Trzeba tu poczynić zasadnicze rozróżnienie: prowadzenia sprawy może się podjąć wyłącznie adwokat; adwokatura żadnych zleceń na załatwianie jakichkolwiek spraw od nikogo nie przyjmuje. Myślenie o adwokaturze w kategoriach agencji lobbingowej stanowi wyraz elementarnego niezrozumienia jej ustrojowego ulokowania w strukturze społecznej. To znaczy? Traktowanie adwokatury jako instrumentu nacisku do realizacji czyichkolwiek jednostkowych lub grupowych, ale bieżących i partykularnych celów jest absolutnie niedopuszczalne. Takie podejście sytuuje bowiem adwokaturę w pozycji pełnomocnika konkretnych grup interesów: politycznych, biznesowych lub innych. Jej angażowanie do działania na rzecz czyichś bieżących interesów i interesików jest działaniem nie tylko najgłębiej sprzecznym z istotą powołania adwokatury i jej posłannictwem; jest to mina podkładana pod wielopokoleniowy gmach wspaniałej tradycji polskiej adwokatury i jej wyjątkową historię. A uczą one, że adwokatura, znajdując się w samym centrum życia społecznego, jednocześnie zachowuje dokładnie tę samą – i zawsze stałą – odległość wobec wszystkich ośrodków władzy i poszczególnych grup partykularnych interesów. Nie mają one wówczas na nią żadnego wpływu. W przeciwnym razie adwokatura sprzeniewierzyłaby się sensowi swego istnienia, którym jest – wyłącznie – obrona prawa oraz obrona praw przyznanych obywatelowi. Proszę wybaczyć pompatyczny ton, ale sprawa jest bardzo poważna; chodzi w niej o naszą wspólną przyszłość. Nie przecenia pan roli adwokatury? Nie mnie oceniać. Wydaje się jednak, że ten, kto nie dostrzega związku pomiędzy niezależnością i niezawisłością adwokatury a stanem przestrzegania praw i wolności obywatelskich, nie rozróżnia jednocześnie działań, które wzmacniają państwowość i demokrację, od tych, które w te fundamenty wszczepiają korozję. Może to spotkanie opisane w „Rzeczpospolitej" służyło szukaniu klienteli czy odwzajemnianiu się jej? Adwokatura nie prowadzi żadnej wymiany barterowej. Czy takie zdarzenia mogą mieć wpływ na autorytet i pozycję adwokatury? To zależy, w jaką stronę ukształtują się trendy. Gdyby niestosowność przeszła w normę, to ma pan całkowitą słuszność, formułując pytanie w ten sposób. Jednak zamiast obaw zdecydowanie wolę pozostać przy nadziei, że sprawy wezmą lepszy obrót. Główne nurty adwokatury płyną dobrym, dawnym i bezpiecznym szlakiem. A ze starymi rzekami jest tak, że nawet gdy napotkają meandry, to i tak ostatecznie wyprostowują swój nurt.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA