fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Ekonomia

Niektórzy ministrowie powinni skromnie opuścić głowę

Fotorzepa, Raf Rafał Guz
Dziesięć resortów gospodarczych. W tym rządzie nie było lidera zmian. Resorty bardziej dbały o branże niż o rozwój kraju
Dziennikarze ekonomiczni „Rz” słabo oceniają dokonania gospodarczych resortów w ciągu ostatnich dwóch lat. Tylko przy działaniach dwóch: finansów i rozwoju regionalnego, postawiliśmy strzałki w górę. Gospodarka i rolnictwo mają za sobą sukcesy, ale też ewidentne porażki. Te resorty nie dostały strzałek w dół, tak jak pozostałych sześć, które albo wypełniały polityczne koncepcje partii, z jakich wywodzili się ich szefowie, albo okupowały się w swoich branżach.
Obaj premierzy, Kazimierz Marcinkiewicz i Jarosław Kaczyński, zapowiadali, że rozwój nowoczesnej gospodarki i przedsiębiorczość są dla nich priorytetami, jednak efekty działań rządów temu przeczą. Ewidentnie brakowało w tych gabinetach osoby, która koordynowałaby politykę gospodarczą. Staraniom o kondycję ekonomiczną kraju na pewno nie sprzyjało to, że w ciągu dwóch lat cztery razy zmieniał się minister finansów, było trzech ministrów pracy i dwóch ministrów skarbu. Nie sprawdziła się także metoda powoływania kolejnych zespołów doradczych i przesuwania kompetencji z jednego ministerstwa do drugiego. Na przykład przeniesiono sprawy dotyczące przedsiębiorczości najpierw do Ministerstwa Skarbu, a potem do Kancelarii Premiera. A trudnych kwestii dotyczących spraw emerytalnych uczyli się przez kilka miesięcy najpierw wicepremier Ludwik Dorn, a potem wicepremier Przemysław Gosiewski. Polityka rządziła gospodarką. Nasz plus otrzymała wicepremier Zyta Gilowska. Sama przyznaje, iż to, że nie przeprowadziła reformy finansów publicznych, jest jej porażką. Jednak obniżenie stawek podatków od 2009 roku jest na pewno ruchem w dobrą stronę. Cieszy także zapowiedź zatrzymania deficytu budżetowego w tym roku na 20 mld zł. Nieco szkoda, że przy solidarnym, jak mówił premier Jarosław Kaczyński, dzieleniu efektów koniunktury w całym społeczeństwie Ministerstwo Finansów decydowało się na kosztowne rozwiązania (obniżenie składki rentowej, coroczna waloryzacja) bez wyraźnego wskazania źródła finansowania tych przedsięwzięć.
Także poczynania resortu rozwoju regionalnego zasługują na dobrą ocenę za swoją konsekwencję. Mądre i efektywne wykorzystanie funduszy unijnych jest najpoważniejszym wyzwaniem na najbliższych sześć lat. Jak dotąd wciąż staramy się mu sprostać i nie zawsze robimy to bez błędów. Ministerstwo Gospodarki konsekwentnie i efektywnie troszczyło się o zapewnienie Polsce suwerenności i bezpieczeństwa energetycznego. Jednak pozwoliło zabrać sobie rozstrzygnięcia związane z przedsiębiorczością. Jako uzasadnienie naszych ocen pozostałych resortów wystarczą wyniki dwóch z nich: 7,5 km oddanych autostrad (transportu) i 600 mln zł z prywatyzacji w pierwszym roku działalności (Skarbu Państwa). Piotr Grzegorz Woźniak (od X 2005 do XI 2007) Choć Piotr Woźniak miał tekę ministra, to niemal równorzędne stanowisko – choć jako sekretarz stanu – zajmował w resorcie Piotr Naimski, odpowiedzialny za zróżnicowanie dostaw surowców. Bezpieczeństwo energetyczne stanowiło priorytet dla resortu. Ideą jego szefów było to, by Polska zdobyła alternatywne źródła zaopatrzenia w gaz. Czy ten plan się powiedzie, zależy od następców. PGNiG przygotowuje się do budowy terminalu do odbioru gazu skroplonego na Wybrzeżu, ma plan rurociągu do Danii i bierze udział w konsorcjum, które zamierza połączyć nowym gazociągiem Norwegię i Danię. Ale nie wiadomo, czy PO i PSL uznają za słuszny pomysł, by PGNiG samodzielnie wybudowało port gazowy, jeśli nie będzie mieć pewnego kontraktu na dostawy. Ministerstwo zaangażowało się też z sukcesem w realizację idei prezydenta, by przyspieszyć prace nad budową rurociągu polsko-ukraińskiego, który umożliwi import ropy kaspijskiej do Europy. Prezydent uzyskał poparcie polityczne dla ropociągu Odessa – Brody – Gdańsk w Gruzji i Azerbejdżanie, a resort działał na rzecz powołania konsorcjum zainteresowanych firm. Bezdyskusyjnym sukcesem jest uzyskanie członkostwa Polski w Międzynarodowej Agencji Energetycznej. Najważniejszą tego zaletą jest możliwość uzyskania pomocy w razie kryzysowej sytuacji na rynku paliwowym. (Z pomocy MAE skorzystały m.in. Stany Zjednoczone po huraganie Katrina). Z nieznanych przyczyn resort oddał Ministerstwu Skarbu decyzje w kwestiach dotyczących przedsiębiorczości i usuwania barier w prowadzeniu biznesu. Porażką zakończyła się nowelizacja ustawy o swobodzie działalności gospodarczej. Ministerstwu nie udało się przeprowadzić przez parlament ustawy o partnerstwie publiczno- prywatnym. Paradoksalnie resort zasłużył na niską ocenę w dziedzinie inwestycji zagranicznych. Choć ubiegły rok był pod względem napływu inwestycji do Polski rekordowy (ponad 15 mld euro) i podobnie jest w bieżącym, w dużej mierze jest to zasługa projektów zakończonych jeszcze przed objęciem władzy przez PiS. Dużym minusem był chaos personalny w Polskiej Agencji Informacji i Inwestycji Zagranicznych. W ciągu kilkunastu miesięcy kierowało nią pięciu prezesów, co musiało mieć negatywny wpływ na jej działalność i negocjacje prowadzone z potencjalnymi inwestorami. Ustępującemu rządowi nie udało się przeforsować ustawy o agencji inwestycyjnej o szerszych kompetencjach, która miałaby zastąpić PAIiIZ. Zyta Gilowska (od IX 2006 do XI 2007 i od I 2006 do VI 2006) Teresa Lubińska (od X 2005 do I 2006) Paweł Wojciechowski (od VI 2006 do VII 2006) Stanisław Kluza (od VII 2006 do IX 2006) Płacimy niższe składki na ZUS, a od stycznia zapłacimy jeszcze mniejsze, spadną stawki podatku dochodowego, wprawdzie dopiero za rok, ale zawsze. Nie będzie za to przejrzystości finansów publicznych. Ustawa zapowiadająca reformę nie trafiła nawet do pierwszego czytania w Sejmie. Tak pokrótce można podsumować dwuletnie urzędowanie w resorcie finansów wicepremier i minister finansów Zyty Gilowskiej. Brak możliwości skonsolidowania finansów publicznych, likwidacji zakładów budżetowych i gospodarstw pomocniczych, jakie zakładała przygotowana przez wicepremier ustawa, to osobista porażka Zyty Gilowskiej. Rok temu zapowiadała, że jeśli nie uda jej się przeforsować reformy, poda się do dymisji. Dziś przyznaje, że w koalicji z Samoobroną i LPR trudno było przygotować grunt do tak dużych zmian, jakie jej się marzyły. Na szczęście stan finansów państwa nie budzi zastrzeżeń. Deficyt budżetowy najprawdopodobniej nie przekroczy nawet 20 mld zł, dług państwowy utrzymywany jest w ryzach, a deficyt finansów publicznych po raz pierwszy spadnie poniżej 3 proc. PKB, co pozwoli się ubiegać o zdjęcie z nas procedury nadmiernego deficytu i rozpocząć rozmowy o przyjęciu unijnej waluty. Gorzej, że zmiany, jakie rzutem na taśmę przyjął parlament – m.in. likwidacja starego portfela i dubeltowa ulga prorodzinna, będą uszczuplały, i to dość poważnie, wpływy podatkowe państwa w kolejnych latach. Ekonomiści się spodziewają, że przyszły rok już tak dobry pod względem poziomu deficytu finansów publicznych nie będzie. Wojciech Jasiński (od II 2006 do XI 2007) Andrzej Mikosz (od X 2005 do I 2006) W bajkowej alegorii dwóch minionych lat resortu skarbu minister Wojciech Jasiński, bo to on kierował resortem przez większą część rządów PiS, odgrywałby rolę rozleniwionego nieco smoka, który w swej pieczarze strzeże bezcennych klejnotów. Rzadko udzielał się publicznie, odważnych decyzji unikał równie skutecznie jak wywiadów. Wiadomo było tylko tyle, że jest. I pilnuje. W efekcie w pierwszym roku do budżetu wpłynęło 600 mln zł z prywatyzacji zamiast 5,5 mld, w tym roku mamy połowę z zakładanych 3 mld. Niestety, do klejnotów, prócz spółek naprawdę strategicznych, minister zaliczał także tracące z dnia na dzień na wartości błyskotki. Bardziej kontrowersyjne ruchy pozostawiał swoim zastępcom. Nie zawsze szczęśliwie, wystarczy wspomnieć zasługujący na złote liczydło wyczyn wiceministra Ireneusza Dąbrowskiego, który zaakceptował błędnie wyliczoną dywidendę KGHM. Od czasu do czasu minister brał się do sprzątania pieczary z resztek skarbów upłynnionych przez poprzedników. Tegoroczne 1,4 mln zł netto z prywatyzacji to właśnie efekt sprzedaży mniejszościowych pakietów. I za te porządki należy mu się plus. Kolejny dostałby za próbę ustalenia jasnych kryteriów wyboru do rad nadzorczych spółek Skarbu Państwa. Gdyby nie zaprzeczono jej w praktyce nieustannymi roszadami na tle politycznym we władzach firm. Zmiany ustaw o nadzorze właścicielskim i kominowej pozostały tylko na papierze. Na odchodnym minister zostawia swoim następcom zaogniony spór z Eureko o PZU. Jerzy Polaczek (od X 2005 do X 2007) Pomysłem resortu na przyspieszenie budowy autostrad było powołanie spółek specjalnego przeznaczenia. Każda miała budować inny odcinek drogi. Rząd twierdził, że w ten sposób przyspieszy budowę dróg, eksperci byli innego zdania. Kontrowersyjnym posunięciem było wypowiedzenie umowy firmie GTC na budowę i zarządzanie A1 z Grudziądza do Torunia. Na początku 2006 r. rząd twierdził, że jest w stanie zrobić to taniej. Argumentem przemawiającym za tą decyzją były również zapisy gwarantujące GTC zwrot z inwestycji. Sprawa trafiła do sądu, rząd proces przegrał. Minister, wypowiadając umowę, wybór wykonawcy powinien rozpocząć od razu. Wówczas koszty samej budowy byłyby mniejsze. Obecnie wzrosły do ok. 10 mln euro za kilometr. Minister transportu chciał przejąć kontrolę nad tym, kto będzie właścicielem spółek zarządzających polskimi lotniskami i zagwarantować możliwość unieważnienia wszelkich decyzji władz portów. To skutecznie mogłoby odstraszyć potencjalnych inwestorów zagranicznych.W zeszłym roku oddano zaledwie 7,5 km autostrad. Zarazem w 2007 r. rozpoczęła się budowa ok. 90 km autostrad i ok. 300 km dróg ekspresowych. Udało się przygotować program budowy dróg krajowych do 2012 r. i zwiększyć wykorzystanie unijnych dotacji. Na koniec czerwca 2007 r. wydaliśmy 40 proc. dotacji UE z Funduszu Spójności i 46 proc. z programu operacyjnego „Transport”. Andrzej Aumiller (od XI 2006 do VIII 2007) Antoni Jaszczak (od V 2006 do XI 2006) Obietnica 3 mln mieszkań, podtrzymana przez PiS także po wyborach, sprawiła, że oczekiwania wobec resortu budownictwa były ogromne. Wydzielono go z Ministerstwa Transportu i Budownictwa w maju 2006 roku. Niestety, ministerstwo to nie odniosło właściwie żadnego sukcesu. Wciąż na pozwolenie budowlane czeka się średnio trzy razy dłużej niż w innych krajach europejskich. By móc budować stadiony na Euro 2021, robi się specustawę (najlepszy dowód na to, że system zupełnie nie działa). Nie zwiększa się obszar kraju objęty planami zagospodarowania, a przez to brakuje terenów inwestycyjnych. W konsekwencji działek budowlanych jest mało, przez co rosną ich ceny oraz ceny mieszkań. Eksperci jako największe zaniechanie resortu wymieniają właśnie brak nowej ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym. Konsekwencje to nie tylko wzrost cen gruntów inwestycyjnych. To także np. problem z uzbrajaniem terenów. Nie udało się też uprościć prawa budowlanego. Co prawda ostatni szef resortu przygotował ustawę likwidującą kilka barier, ale nie weszła ona w życie. Właściwie na plus można Ministerstwu Budownictwa zaliczyć jedynie rolę, jaką odegrało w zatwierdzeniu przez parlament definicji budownictwa społecznego. Co prawda przygotował ją resort finansów, ale to Mirosław Barszcz skutecznie lobbował za szybkim przyjęciem ustawy jeszcze przed wcześniejszym rozwiązaniem Sejmu. Dzięki temu niższe stawki VAT będą stosowane także po 31 grudnia 2007 roku. Grażyna Gęsicka (od X 2005 do XI 2007) Ministerstwo Rozwoju Regionalnego jest postrzegane jako nudny resort. Rzadko przebijało się na pierwsze strony gazet jako bohater politycznych przepychanek, spektakularnych wpadek czy nawet wielkich sukcesów. Ot, urzędnicza, technokratyczna praca. Ale to właśnie czyni go jednym z najlepiej działających resortów w całym gabinecie PiS. Apolityczny, sprawny, z jasno wyznaczonymi celami i konsekwentnie je realizujący. To zasługa zgranego zespołu, ale też premiera, który dał Grażynie Gęsickiej, szefowej resortu, prawie nieograniczoną władzę. To, czego chciała minister, miało być realizowane. Stawka w tej grze była wysoka: albo przyspieszymy z wydawaniem unijnych pieniędzy, albo stracimy część z nich. Ale nie wszystko się udało. Padły zarzuty o uleganie politycznym naciskom przy wyborze projektów, które mają być finansowane z UE. Chodzi np. o planowane dotacje dla instytucji o. Rydzyka. Nie udało się uprościć wszystkich przepisów, które dziś przeszkadzają w szybkim inwestowaniu, m.in. dotyczących zamówień publicznych czy prawa budowlanego. Niedokończona jest sieć Natura 2000. Wciąż mamy duże opóźnienia w realizacji projektów z Funduszu Spójności. Minister Gęsicka podkreśla, że te problemy powstały raczej z winy szefów innych resortów, ale przyznaje, że to właśnie te kwestie powinny być priorytetem dla nowego rządu. Joanna Kluzik-Rostkowska (od VII 2007 do XI 2007) Anna Kalata (od V 2006 do VII 2007) Krzysztof Michałkiewicz (od X 2005 do V 2006) Ministerstwo Pracy drzemało przez dwa lata. Żaden z problemów dotyczących polityki socjalnej lub ubezpieczeń społecznych nie został rozwiązany. A jedyny sukces – spadające bezrobocie – nie wynika z umiejętnego zarządzania rynkiem pracy i służbami zatrudnienia, lecz z dobrej koniunktury. Jednak emeryci i renciści będą wspominali tę kadencję jako dobry czas: od przyszłego roku wraca coroczna waloryzacja, znika też stary portfel. W ciągu dwóch lat resortowi szefowały trzy osoby z dwóch partii. Najdłużej był pod skrzydłami Samoobrony i Anny Kalaty, ale wtedy w Kancelarii Premiera istniał specjalny zespół międzyresortowy, który podejmował decyzje w sprawie ubezpieczeń społecznych. Nie wiadomo więc, gdzie zaczynały się i kończyły uprawnienia resortu. Anna Kalata nie skończyła reformy systemu ubezpieczeń społecznych. Nie ma ustaleń w sprawach emerytur pomostowych, sposobu wypłaty emerytur z OFE ani zakładów emerytalnych. Rząd uginał się pod żądaniami pracowniczymi i wycofywał kolejne projekty zmian przepisów. Nie zdecydowano się na gruntowne uelastycznienie prawa. Praktycznie zamarły rozmowy w ramach Trójstronnej Komisji. Nie zdecydowano się na otwarcie granic dla zagranicznych pracowników. Najkrócej szefowała ostatnia minister Joanna Kluzik-Rostkowska. Przedstawiła spójny projekt pomocy rodzinie, ale rząd nie przekazał go parlamentowi. prof. Jan Szyszko (od X 2005 do XI 2007) Minister środowiska miał ambitne plany zmiany wielu ustaw, a nawet unijnej dyrektywy. Prace zaczął od przeorganizowania pracy ministerstwa, tworząc nowe departamenty w miejsce starych. A na realizację obietnic zabrakło czasu. Nie udało się zmienić prawa o odpadach, co w swoim programie wyborczym dwa lata temu obiecywało PiS. Profesorowi Janowi Szyszce nie udało się też doprowadzić do wejścia w życie nowego prawa o instrumentach dla redukcji emisji gazów cieplarnianych. Było jego oczkiem w głowie, ale ustawa ugrzęzła w Sejmie i o jej losach zdecyduje już nowy parlament. Przepisy mają sprzyjać Lasom Państwowym. Przedsiębiorcy zarzucają prof. Szyszce, że nie dbał o rozwój energii odnawialnej i redukcję emisji dwutlenku węgla. To zaniechanie będzie miało poważne konsekwencje gospodarcze. Komisja Europejska obcięła limity emisji CO2 na lata 2008 – 2012 dla polskiego przemysłu, przez co grozi nam seria podwyżek cen. Dobrze, że rząd zaskarżył tę decyzję do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości. Tylko że bez odpowiednich argumentów trudno będzie sprawę wygrać. Nie można jednak prof. Szyszki posądzać o pieniactwo i bezsensowne sądzenie się. Jako minister dbał o wizerunek Polski na arenie międzynarodowej i organizował wiele spotkań na wysokim szczeblu – ostatnio Warszawa gościła V Ministerialną Konferencję Ochrony Lasów w Europie. Można go podziwiać za konsekwencję. Wojciech Mojzesowicz (od VII 2007 do XI 2007) Andrzej Lepper (od VII 2006 do VII 2007) Krzysztof Jurgiel (od X 2005 do V 2006) Dobra koniunktura na produkty rolne i korzystne decyzje Brukseli poprawiają bilans prac Ministerstwa Rolnictwa. Odchodzący rząd zostawia nowej ekipie wiele niedokończonych spraw, ale też lepszy ich stan, niż kiedy sam obejmował władzę. Przykładem połowicznego sukcesu jest przyjęcie ustawy o biopaliwach, która obowiązuje, ale nie pomogła w rozwinięciu rynku. Trudno przy tym zrozumieć, dlaczego ministerstwo zwiększyło dopłaty do paliwa rolniczego.Od dwóch lat polskie mięso surowe nie ma wstępu do Rosji, a odchodzący rząd nie potrafił rozwiązać tego problemu nawet przy pomocy Komisji Europejskiej. Andrzejowi Lepperowi udało się doprowadzić do tego, że producenci owoców miękkich dostaną dopłaty unijne. Niestety ich wysokość jest znacznie niższa, niż się początkowo starano. Jednocześnie przegrał batalię o definicję wódki. Wojciech Mojzesowicz chwali się tym, że utrzymano obecny system ubezpieczeń społecznych, nad którego zmianą pracował m.in. jego poprzednik Andrzej Lepper. Kiedy był ministrem, Bruksela podjęła dwie korzystne dla polskich rolników decyzje: o dopłatach do prywatnego przechowalnictwa wieprzowiny i zwiększeniu kwot mlecznych. Nie wiadomo jednak, jak duży wzrost limitu mleka Polsce uda się wywalczyć. Za duży błąd należy uznać zmianę systemu dopłat bezpośrednich. Ogromna grupa rolników ma przez to mniejsze dotacje do ziemi. Marek Gróbarczyk (od VII 2007 do XI 2007) Rafał Wiechecki (od V 2006 do VII 2007) Ministerstwo Gospodarki Morskiej działało zaledwie półtora roku. Było jednak o nim głośno za sprawą „wojny o dorsza”. Przez pierwsze lata w Unii Europejskiej Polska przyjmowała z pokorą niższe limity połowów ryb w Morzu Bałtyckim. A rybacy robili swoje. Trudno winić młody resort, że nie zapobiegł wprowadzeniu zakazu połowu dorszy. Szkoda jednak, że nic nie zrobił, by przyjąć odpowiedni program ochrony ryb. I że nie obyło się bez protestów ulicznych i łamania prawa. Pod przewodnictwem Rafała Wiecheckiego z Ligi Polskich Rodzin ministerstwo nie może się pochwalić spektakularnymi sukcesami. Na początku swojej kadencji minister deklarował, że jego resort i podległe mu porty morskie dopiero się uczą, jak wykorzystywać środki unijne i spełniać wymogi nakładane przez rygorystyczne prawo ochrony środowiska. Zapowiadał również walkę o zwiększenie dotacji unijnych dla portów morskich do wykorzystania w latach 2007 – 2013. Bez powodzenia. Długo trwało przygotowanie przez Ministerstwo Gospodarki Morskiej nowego programu dla rybołówstwa na lata 2007 – 2013. Program powinien obowiązywać już od tego roku, ale został zgłoszony do Brukseli dopiero w czerwcu. Utrata 100 mln euro unijnych funduszy, zaplanowanych do wydania w tym roku, jest niemal pewna. Ministerstwu udało się natomiast poprzeć projekt przekopania Mierzei Wiślanej. W tym tygodniu przyjął go rząd. .
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA