fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Lista 2000

Elastyczność kluczem do zwycięstwa

Piotr Czarnecki, prezes Raiffeisen Bank Polska
Archiwum
Odporność i umiejętność adaptacji polskich firm do zmieniających się warunków działania miały zbawienny wpływ na całą gospodarkę
U progu 2009 r. sektor przedsiębiorstw znalazł się w bardzo trudnej sytuacji. Dramatycznie zmieniła się koniunktura gospodarcza, wzrosły koszty finansowania i jego dostępność, nastąpiły gwałtowne wahania kursowe i znaczące osłabienie złotego, zwiększyła się niepewność związana z polityką pieniężną i fiskalną, popytem wewnętrznym i zewnętrznym. Słowem – kryzys z rynków finansowych przeniósł się w sferę realnej gospodarki. W konsekwencji zaczęła rosnąć liczba bankructw, co wzmogło obawy o wypłacalność kontrahentów. Przejście od sytuacji doskonałej koniunktury, z jaką przedsiębiorcy mieli do czynienia od 2006 r. do połowy 2008 r., do załamania wzrostu na przełomie 2008/2009 było nagłe i całkowicie nieoczekiwane.
Okazało się jednak, że polskie firmy poradziły sobie z kryzysem całkiem dobrze. Ta swoista odporność i adaptowalność do zmieniających się warunków działania miały zbawienny wpływ na całą gospodarkę.
[srodtytul]Dużo dobrych decyzji[/srodtytul]
Najważniejszym czynnikiem, który odpowiada za sukces polskich przedsiębiorstw w okresie kryzysu, jest ich wysoka elastyczność, zdolność dostosowania się do nowych warunków, umiejętność skorygowania swojego modelu biznesowego, by odpowiedzieć na mniejszy czy przesunięty w inny segment popyt. Dotyczy to zwłaszcza firm średnich i mniejszych, w dużej mierze „rdzennie” polskich, które nie były dotknięte negatywnym wpływem swoich zagranicznych spółek matek. Nie chcę jednak deprecjonować udziału działających w Polsce spółek z zagranicznym kapitałem. Doskonałym przykładem są banki, które otrzymały od swoich właścicieli wielomiliardowe zasilenie w płynność, przede wszystkim w walutach, co umożliwiło refinansowanie znacznej części akcji kredytowej, dotyczącej również sektora przedsiębiorstw.
[wyimek]To mnogość szybkich decyzji podejmowanych przez zarządzających naszymi firmami, od mikrofirm po korporacje, sprawiła, że okazaliśmy się zieloną wyspą Europy[/wyimek]
Wniosek generalny – to nie zarządzanie na poziomie makro zdecydowało, że okazaliśmy się resilient economy, ale mnogość szybkich decyzji podejmowanych przez zarządzających: od mikrofirm po największe korporacje. Polski biznes od przełomu 1989 r. poddawany jest nieustającym testom i zmianom. Nikt nie zliczy nowelizacji prawa podatkowego, regulacji dotyczących obrotu gospodarczego, zasad księgowości czy prawa pracy. Na tym polu trwa permanentna zmiana, która – jak twierdzą sami zainteresowani – potrafi czasem bardzo skomplikować codzienne życie gospodarcze. Praktycznie w ostatnim dwudziestoleciu nie ma dwóch lat, w których warunki działania firm byłyby takie same! Za sprawą tych przeciwności nasi przedsiębiorcy wiedzą, jak zarządzać pod presją i w zmiennych warunkach. Skoro poruszają się po akwenie, gdzie wiatry stale wieją z siłą 5 stopni w skali Beauforta, to okazało się, że i sztorm im niestraszny.
[srodtytul]Trzeba być przygotowanym[/srodtytul]
Trzymając się tego porównania, niestety niektórzy nie zdążyli na czas zrefować żagli i zatonęli. Trzeba jednak przyznać, że w skali całej gospodarki upadłości było stosunkowo niewiele. Naturalnie jest to proces rozłożony na wiele kwartałów – dużo firm w 2009 r. korzystało z nadwyżek finansowych skumulowanych w poprzednich latach, przedłużając często agonię, a do bankructw dochodzi teraz i będą następować również w roku przyszłym.
Ranking pokazuje nam, kto był przygotowany na spowolnienie i pogorszenie warunków rynkowych. Niektórych liderów Listy z 2008 r. zabrakło w najnowszym zestawieniu. To ci, którzy uwierzyli w tezę stałego wzrostu bądź w modę na inwestycje w nieruchomości. Najczęściej przesadzili z lewarowaniem i zapatrzeni w stan bieżącej koniunktury nie przewidzieli, że warunki mogą się tak szybko zmienić. Liczyli na utrzymanie przez lata wysokiego tempa wzrostu, łatwego dostępu do taniego pieniądza dla firm i stale głodnych zakupów konsumentów. Rozwijali się przez akwizycje finansowane kredytem, rozbudowywali sieci sprzedaży ponad miarę, wynajmując coraz droższe powierzchnie handlowe, których czynsze liczono w euro. Nagły wzrost kosztów idący w parze z osłabieniem popytu przetrzebił stawkę, zwłaszcza w branży odzieżowej, meblarskiej, budowlanej.
[srodtytul]Wyjątkowy kryzys[/srodtytul]
Kryzysowy rok 2009 unaocznił przedsiębiorcom kilka prawd, o których zapomnieli podczas wcześniejszego boomu, np. jak ważna jest struktura finansowania, a w nim rola własnego kapitału będącego zabezpieczeniem w ciężkich czasach. Podnoszenie zwrotu z działalności za pomocą kredytu jest sensowne, ale poziom lewarowania musi być bezpieczny.
Teraz jesteśmy świadkami przesunięcia w drugą stronę – firmy boją się pożyczać, choć cena pieniądza w bankach jest najniższa w historii. Reakcja banków ograniczających dostępność pieniądza w kryzysie dla wielu przedsiębiorców była zaskoczeniem, choć przecież w takich czasach banki zawsze postępują tak samo – zaostrzają politykę kredytową, bo same chcą się ochronić przed stratami. Ten kryzys był o tyle wyjątkowy, że po raz pierwszy zamarł całkowicie rynek międzybankowy, a więc i samym bankom trudniej było o środki finansowe.
Wiele firm wykorzystało ostatni kryzys do zrestrukturyzowania swojej działalności. Nastąpiła kolejna fala cięcia kosztów, redukcji niepotrzebnych aktywności, lecz – co ważne – nie dochodziło tym razem do masowych zwolnień pracowników. Firmy pamiętały, jak zaledwie kilka miesięcy wcześniej musiały się starać o najlepszych ludzi, jak mocno musiały wtedy podnosić płace. Okazało się, że rezerwy kosztów tkwią również w innych obszarach ich działalności.
[srodtytul]Zapamiętać lekcję[/srodtytul]
Coraz więcej przedsiębiorców optymistycznie ocenia swoje perspektywy. Ważne, by zapamiętali kryzysową lekcję. W szczycie rynkowej zawieruchy mówiono o zmianie paradygmatów obowiązujących w gospodarce rynkowej, przewidywano wyklarowanie się nowego ładu finansowego. Na razie trudno dostrzec te megatrendy ekonomiczne, za to powoli wracają stare schematy działania. Warto pamiętać, że popłaca trzymanie się odwiecznych reguł: umiaru, ostrożności, racjonalnego planowania, liczenia kosztów, przygotowania na czarny scenariusz.
Kryzys się jeszcze nie skończył, popyt na produkty i usługi polskich firm nie jest stabilny, finanse publiczne w Europie, również w naszym kraju, są w kiepskim stanie. Rynkowe wstrząsy mogą wrócić w każdej chwili, przekładając się na sferę realną gospodarki. Patrząc na Listę 2000, można mieć jednak nadzieję, że polski biznes i z tymi przeciwnościami sobie poradzi.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA