Publicystyka

Rosja - modernizacja wojska

Andrzej Wilk
Fotorzepa, Marek Sadowski MS Marek Sadowski
Kreml ma świadomość, że skoku technologicznego Rosja dokonywała zawsze poprzez zbrojenia i we współpracy z Zachodem i zrobi wszystko, by powtórzyć sukces – twierdzi ekspert ds. bezpieczeństwa
W ostatnich tygodniach pojęcie "modernizacja" w odniesieniu do Rosji w środowiskach eksperckich odmieniane jest w Polsce przez wszystkie przypadki. Problem polega na tym, że uczestnicy dyskusji, w tym goszczący na łamach "Rzeczpospolitej" wybitni znawcy Rosji – panowie profesorowie Andrzej Nowak i Andrzej de Lazari – poruszają się niemal wyłącznie w sferze idei. A przecież modernizacja jest kategorią jak najbardziej wymierną.
Bez odpowiedzi na pytanie, czym modernizacja po rosyjsku jest w praktyce, wszelkie dywagacje na temat przyszłości Rosji, tudzież jej miejsca w świecie, mają w zdecydowanie większym stopniu charakter wyznania wiary niż rzeczywistej analizy sytuacji. [srodtytul]Zbrojenia motorem postępu[/srodtytul]
Modernizacja Rosji nie rozpoczęła się wraz z ostatnimi deklaracjami prezydenta Dmitrija Miedwiediewa. Trwa ona od połowy obecnej dekady, kiedy to władzom Federacji Rosyjskiej udało się powstrzymać degradację państwa, postępującą od rozpadu ZSRR i spotęgowaną przez kryzys finansowy z 1998 r. Od początku głównym założeniem modernizacji Rosji jest przekształcenie państwa utrzymującego się z handlu surowcami naturalnymi w państwo z gospodarką opartą na wysokich technologiach. Biorąc pod uwagę, że jedyną gałęzią rosyjskiej gospodarki opartą na wysokich technologiach i zdolną zaabsorbować nowinki w tym zakresie niemal od zawsze był przemysł zbrojeniowy, trudno się dziwić, że kwestię modernizacji Rosji powiązano z modernizacją jej potencjału militarnego. Wydatki na cele wojskowe rosną w Rosji systematycznie od początku obecnej dekady (z poziomu 5 mld dolarów w 2000 r. do 53 mld dolarów w tym roku), jednakże początkowo nic nie sugerowało, że będą one stanowiły kościec wielkiego projektu modernizacyjnego. Za jego początek należy uznać przyjęcie w 2006 r. państwowego programu zakupów uzbrojenia, w ramach którego zaplanowano wydanie do 2015 r. astronomicznej jak na ówczesne rosyjskie warunki kwoty 182 mld dolarów. Wbrew pierwotnym obawom program ten był (i nadal jest) realizowany. Nie przeszkodził temu kryzys – w 2009 r., przy ogólnym znaczącym spadku produkcji przemysłowej w Rosji, w produkcji uzbrojenia zanotowano wzrost rzędu 5 punktów procentowych. A trzeba podkreślić, że na eksport trafia w ostatnich latach zaledwie czwarta część produkowanego w Rosji uzbrojenia (Federacja Rosyjska pozostaje drugim na świecie – po USA – eksporterem broni). Odbiorcą lwiej części jest armia rosyjska. Teraz Rosja wkracza w kolejną fazę modernizacji. Program zakupów uzbrojenia z 2006 r. został już w dużej mierze zrealizowany, a z ostatnich planów wynika, że okazał się za mało ambitny. [srodtytul]Druga armia świata[/srodtytul] 22 września odpowiedzialny za rosyjski sektor siłowy wicepremier Siergiej Iwanow potwierdził, że na zakup uzbrojenia w ramach nowego programu na lata 2011 – 2020 Rosja wyda co najmniej 710 mld dolarów (22 – 22,5 biliona rubli), a gros tej kwoty przypadnie Ministerstwu Obrony FR. Uwzględniając parytet siły nabywczej, kwota ta odpowiada ponad 2 bilionom dolarów wydanych przez Stany Zjednoczone! Realizacja nowego programu zbrojeń będzie miała znaczące konsekwencje nie tylko dla Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej, które najprawdopodobniej ugruntują swój status drugiej – po amerykańskiej – armii świata, lecz przede wszystkim dla państwa rosyjskiego w wymiarze społecznym i ekonomicznym. Rosyjskie zbrojenia to gigantyczne przedsięwzięcie z zakresu polityki społecznej zmierzające do utrzymania miejsc pracy: zakładów przemysłu zbrojeniowego i ich kooperantów, a w konsekwencji istniejącej struktury społeczno#<\!->geograficznej Rosji. Z drugiej strony – stymulując popyt na produkty oparte na wysokich technologiach, należy je traktować jako program modernizacji całej rosyjskiej gospodarki, w pierwszym rzędzie przemysłu ciężkiego, pozwalające Rosji przynajmniej częściowo uniezależnić się od eksportu surowców. Koszt uboczny wydaje się jeden – postępująca militaryzacja Rosji. Realizacja potrzeb armii stanowi jeden z istotnych elementów obserwowanego już od kilku lat zbliżenia Rosji z wybranymi krajami Unii Europejskiej. Tymi, które dysponują odpowiednimi technologiami. Samodzielnie Rosja miała problem z ich pozyskaniem. Teraz się to zmieniło i w miarę pozyskiwania technologie te są natychmiast absorbowane przez rosyjski przemysł zbrojeniowy. W tym zbliżeniu prym wiodą koncerny francuskie, nie do przecenienia jest też wsparcie technologiczne udzielane Rosji przez Niemcy i Włochy. Obecnie – gdy współpraca jest już faktem powszechnie znanym – prawdopodobnie obserwujemy jej końcowe stadium. Europa niewiele jest już w stanie zaoferować Rosji, a symbolem tego są wlokące się negocjacje na temat zakupu dla rosyjskiej floty francuskich okrętów typu Mistral. To, co tak naprawdę interesuje Rosjan, to nie jest francuska "skorupa", ale wykorzystane na niej technologie amerykańskie. A że od Amerykanów Rosja (i nie tylko) najnowszych technologii wojskowych prędko nie dostanie, szuka pośredników. Rosjanie nie ograniczają się więc do Europy. Pierwszoplanową rolę odgrywa współpraca z Izraelem. Rosyjski import na rzecz modernizacji to nie import idei, ale przede wszystkim (o ile nie wyłącznie) technologii. [srodtytul]Stan wcale nie katastrofalny[/srodtytul] Zasadne jawi się pytanie, jak to się dzieje, że zbrojąca się – nierzadko agresywna względem swoich najbliższych sąsiadów – Rosja jest w stanie pozyskać od Zachodu technologie wojskowe? Postrzeganie Rosji przez państwa starej Unii jako rynku zbytu dla własnych towarów – niezależnie od ich przeznaczenia – nie tłumaczy wszystkiego. Nie wchodząc w strategiczne priorytety Francji czy Niemiec, warto zwrócić uwagę na olbrzymią pracę organiczną, jaką wykonuje Rosja, starając się stworzyć na Zachodzie przychylną sobie atmosferę, a przynajmniej zdemontować obraz swego państwa jako potencjalnego zagrożenia. Szczególną rolę odgrywają tu liczni tzw. niezależni rosyjscy eksperci wojskowi, niezmiennie krytykujący kierownictwo resortu obrony i podtrzymujący (dokąd się dało) tezę o rzekomo katastrofalnym stanie armii rosyjskiej. Niewielu jednak zastanawia się nad tym, jak to się dzieje, że w państwie ograniczającym wolność słowa, w którym resorty siłowe uważane są za wszechwładne, mają oni pełną swobodę głoszenia powyższych tez i propagowania ich na zewnątrz. W ciągu dekady przeświadczenie o militarnej słabości Rosji udało im się zakorzenić przynajmniej w kontynentalnej części Europy Zachodniej. Na marginesie – szczerze życzę naszej armii, by choć w części była w tak "katastrofalnym" stanie jak armii rosyjska. [srodtytul]Wyjdzie jak zwykle[/srodtytul] Czy modernizacja po rosyjsku – poprzez program zakrojonych na szeroką skalę zbrojeń – ma szansę powodzenia? Dwukrotnie już się to udało. Pierwszy raz w czasach Piotra Wielkiego, drugi – Józefa Stalina. Co więcej, Kreml najwyraźniej ma świadomość faktu, że skoku technologicznego Rosja dokonywała w swoich dziejach wyłącznie poprzez zbrojenia i zawsze we współpracy z Zachodem (co nie zawsze wychodziło Zachodowi na zdrowie) i zrobi wszystko – niezależnie od tego, czy u steru będzie Władimir Putin, Dmitrij Miedwiediew czy ktoś trzeci – by powtórzyć sukces. Zdecydowanie trudniej odpowiedzieć na pytanie, jakie mogą być tego konsekwencje. Snując analogie historyczne, można śmiało postawić na kontynuację. Do przyjęcia zachodnich standardów przez Rosję nie doprowadziła ani cesarzowa z Niemiec w XVIII w., ani wybitny amerykański przemysłowiec w latach 30. XX wieku. Nie uda się także tym razem – może kiedyś, ale na pewno nie teraz. Wiązałoby się to bowiem z zagładą takiej Rosji, jaką znamy. Podwaliny państwa rosyjskiego stworzyła nie cywilizacja zachodnia, ale 200 lat mongolskiego jarzma. O ile zagładę Rosji można sobie jakoś wyobrazić, o tyle europejskie jarzmo już trudno. Chyba że byłaby to Europa zjednoczona według pomysłu Adolfa Hitlera, ale raczej nie o to chodzi zwolennikom okcydentalizacji Rosji. Myślę, że Kreml w ogóle nie rozważa takiej ewentualności. Wręcz przeciwnie – za pomocą dekady zbrojeń zamierza przywrócić jej pozycję supermocarstwa. Nie mnie oceniać, na ile obecna polityka Rzeczypospolitej – zagraniczna, bezpieczeństwa, obronna – wynika ze świadomości powyższych uwarunkowań. [i]Autor jest pracownikiem Ośrodka Studiów Wschodnich, analitykiem Zespołu Bezpieczeństwa i Obronności[/i]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL