fbTrack

Historia

Droga do stoczni

Rzeczpospolita, włodzimierz wasyluk włodzimierz wasyluk
Komuniści podjęli negocjacje ze społeczeństwem. Nie zdarzyło się to nigdy wcześniej
Sierpień ’80 upłynął nie tylko pod znakiem entuzjazmu. Wiele osób obawiało się, że przedłużanie strajku, a zwłaszcza upór robotników w kwestii wolnych związków zawodowych, doprowadzi do tragedii. Dlatego też o zakończenie protestu zaapelował w pewnym momencie prymas Stefan Wyszyński, eksperci Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego zaś próbowali przekonać strajkowych liderów do rezygnacji z pierwszego z 21 postulatów.Oczywiście opinie takie nie brały się znikąd, wypływały one z wcześniejszych doświadczeń Polaków z komunizmem. Nie zauważono, jak bardzo zmieniła się już wówczas sytuacja.
[wyimek] [link=http://www.dzieje.pl]Lato '80 - czytaj również portal www.dzieje.pl[/link][/wyimek] [srodtytul]„Władzy raz zdobytej...”[/srodtytul]
Jedyny raz przed 1980 r. komuniści negocjowali z przedstawicielami innych sił politycznych w czerwcu 1945 r. w Moskwie. Bolesław Bierut i Władysław Gomułka nie uczynili tego jednak z własnej woli, zmusiła ich sytuacja międzynarodowa. Charakter negocjacji z góry określił „Wiesław”, wypowiadając do Stanisława Mikołajczyka pamiętne słowa: „Władzy raz zdobytej nie oddamy nigdy (…) Możecie jeszcze krzyczeć, że leje się krew narodu polskiego, że NKWD rządzi Polską, lecz to nie zawróci nas z drogi”.W ciągu następnych kilkunastu miesięcy komuniści rozprawili się z Mikołajczykiem i Polskim Stronnictwem Ludowym, złamali spontaniczne formy oporu i skruszyli zbrojne podziemie. Przez wiele kolejnych lat głos społeczeństwa mogli zignorować całkowicie, budując zręby totalitarnego systemu. [srodtytul]Złudne nadzieje[/srodtytul] W miarę postępów odwilży, zwłaszcza po potępieniu Stalina na XX Zjeździe KPZR w lutym 1956 r., Polacy zaczynali podnosić głowy. 28 czerwca 1956 r. dziesiątki tysięcy obywateli Poznania ruszyły na centralny plac miasta, domagając się, aby władza wysłuchała ich głosu. Odpowiedzią było wkroczenie do miasta oddziałów pancernych i dziesiątki zabitych. Ówczesny premier Józef Cyrankiewicz otwarcie wyraził stosunek władz do ewentualnych prób naśladowania poznaniaków: „Każdy prowokator czy szaleniec, który odważy się podnieść rękę przeciw władzy ludowej, niechaj będzie pewny, że mu tę rękę władza odrąbie”. Jesienią 1956 r. sytuacja na chwilę wyrwała się spod kontroli. Przez kraj przetaczały się dziesiątki manifestacji i wieców, sytuacja zaostrzała się z każdym dniem. Aby uniknąć wybuchu powstania (tak jak to się stało na Węgrzech), komuniści zdecydowali się na spełnienie części społecznych żądań. Ponieważ przejściowa liberalizacja wiązała się z powrotem Gomułki do władzy, wiele osób łudziło się, że zmiana polityki PZPR okaże się trwała. O tym, że władza nie ma zamiaru rozmawiać ze społeczeństwem, przekonano się wkrótce. W sierpniu 1957 r. brutalnie spacyfikowano strajk łódzkich tramwajarzy, a w październiku demonstrację przeciwko likwidacji popularnego tygodnika „Po Prostu” (zginęły dwie osoby). W ciągu kilku lat władza wycofała się z większości zmian. Jedną z trwalszych pozostałości po pełnej nadziei jesieni 1956 r. okazało się... ZOMO. Formacji tej od tej pory komuniści regularnie używali do „rozmów” z narodem. [srodtytul]Doświadczenie Grudnia[/srodtytul] Nie ulega wątpliwości, że kluczowe dla zrozumienia Sierpnia ’80 jest doświadczenie Grudnia ’70. Także i ten epizod naszej historii nie musiał się zakończyć tragicznie. Protestujący robotnicy byli gotowi do rozmów, co dobitnie ukazuje przykład Gdyni. 15 grudnia przedstawiciele strajkujących stoczniowców spotkali się z przewodniczącym Miejskiej Rady Narodowej Janem Mariańskim, podpisano „Protokół uzgodnień”. W tym czasie na ulicach miasta panował spokój. Zamieszki wybuchły dopiero po aresztowaniu następnej nocy członków komitetu strajkowego. Władze centralne wybrały inne niż rozmowy rozwiązanie – krwawą masakrę, która miała zdusić rewoltę. Wydarzenia grudniowe unaoczniły robotnikom, że droga do ustępstw władzy nie wiedzie przez demonstracje uliczne. Znacznie skuteczniejsze okazały się późniejsze strajki okupacyjne. Szczeciński Ogólnomiejski Komitet Strajkowy na kilka dni przejął wręcz władzę w mieście, wprowadzając wiele rozwiązań powtórzonych dziesięć lat później (np. zarządzono prohibicję).Konsekwentny strajk w styczniu 1971 r. doprowadził do bezprecedensowego wydarzenia. Po raz pierwszy (i ostatni) w dziejach bloku sowieckiego do strajkujących robotników udał się sam I sekretarz partii komunistycznej. To nieszablonowe posunięcie pozwoliło Edwardowi Gierkowi zakończyć protest na Wybrzeżu. Był to niewątpliwie jego osobisty sukces, ale też i zwycięstwo stoczniowców, którzy go do tego skłonili. Wydarzenie to dobrze zapamiętano, podobnie jak fakt, że strajk łódzkich włókniarek zakończył się wycofaniem przez władze z podwyżki cen. [srodtytul]Nowa taktyka Gierka[/srodtytul] Także Gierek i jego akolici zapamiętali, w jakich okolicznościach objęli władzę. Gdy 25 czerwca 1976 r. wybuchły gwałtowne protesty przeciwko planowanej podwyżce cen, nie tylko nie użyto broni, ale jeszcze tego samego dnia ogłoszono rezygnację z podwyżki. Późniejsze masowe represje i brutalna kampania propagandowa nie były w stanie zatrzeć wrażenia, jakie wywarła ta ewidentna słabość władz. Swoje konsekwencje miała także nowa taktyka stosowana wobec odradzającej się opozycji. Zamiast aresztowań i procesów wybrano metodę „nękania przeciwnika”, polegającą na nieustannych szykanach i próbach infiltracji. Zwykle wiąże się ją z postępującym uzależnieniem ekipy Gierka od zachodnich kredytów. Ostatnio odkryte dokumenty wskazują jednak, że Związek Sowiecki zalecał takie postępowanie wszystkim krajom bloku. Taka metoda postępowania dawała komunistom złudne poczucie, że są w stanie kontrolować ruchy opozycyjne. Takiej właśnie nadziei się uczepiono, gdy zapadała decyzja o wyrażeniu zgody na postulat legalizacji niezależnych związków zawodowych. [srodtytul]Lipcowe preludium[/srodtytul] Z masowym strajkiem, który objął cały region, przyszło władzom zmierzyć się już w lipcu 1980 r. Na Lubelszczyźnie stanęło łącznie ponad 150 zakładów, w wielu z nich powołano komitety strajkowe, spisywano listy postulatów. Próby przekupienia załóg obietnicą podwyżek zawiodły. W tej sytuacji do Lublina wysłano komisję rządową, kierowaną przez wicepremiera Mieczysława Jagielskiego (który później stanie się sygnatariuszem porozumienia w Gdańsku). Jej zadaniem było rozpatrzenie postulatów strajkujących robotników. Przyczyniło się to (wraz z podpisaniem wielu zakładowych porozumień) do wygaśnięcia protestu. [srodtytul]***[/srodtytul] W sierpniu 1980 r. grunt pod przyszłe wydarzenia był już przygotowany. Robotnicy wiedzieli, że skuteczną bronią w ich rękach jest powszechny strajk okupacyjny. Zdawali sobie również sprawę, że pustym obietnicom władz nie należy ufać, że potrzebują własnej organizacji, która dopilnuje realizacji złożonych obietnic. Ekipa Gierka była skłonna do ustępstw. Mechanizm negocjacji, polegający na wysłaniu komisji rządowej, przećwiczono w Lublinie. Nikt oczywiście się nie spodziewał, że w wyniku kolejnej fali strajków polska rzeczywistość zmieni się w aż tak wielkim stopniu. Podpisanie porozumień w Szczecinie, Gdańsku i Jastrzębiu otworzyło nową kartę w dziejach nie tylko Polski, ale i całego świata.Szkoda jedynie, że zanim doszło do prawdziwego porozumienia, Polska musiała przejść przez czarną noc stanu wojennego. [i]Autor jest dyrektorem Biura Edukacji Publicznej IPN[/i]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL