Opinie

Sprzedać Giełdę Papierów Wartościowych, byle rozważnie

Artur K. Kluczny
Rzeczpospolita, Jerzy Dudek JD Jerzy Dudek
Oddając giełdę w prywatne ręce, niekoniecznie w ręce dominującego udziałowca, państwo musi zapewnić sobie odpowiednie mechanizmy zabezpieczające realizację jego celów
W ciągu ostatnich lat kilkakrotnie zmieniano koncepcję prywatyzacji Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie. Wydaje się, że Ministerstwo Skarbu Państwa także założenia tej ostatniej, przygotowanej wczesną wiosną, poddaje istotnej rewizji. I słusznie, albowiem zanim podjęte zostaną rozstrzygnięcia, które ostatecznie i nieodwołalnie zdeterminują przyszłość GPW i polskiego rynku kapitałowego, trzeba jeszcze raz przemyśleć nie tylko cele, jakim sprzedaż GPW ma posłużyć, ale i terminarz samej prywatyzacji. [wyimek]Z punktu widzenia giełd zachodnioeuropejskich bez aliansu z Warszawą trudno mówić o sukcesach w regionie[/wyimek]
Rynki giełdowe w Europie łączą się i konsolidują. GPW jest jedną z ostatnich tzw. niezależnych giełd, pozostających poza sojuszami. Nawet mała giełda wiedeńska rozpoczęła budowę regionalnego holdingu, tworząc CEE Stock Exchange Group. Rośnie też konkurencja ze strony elektronicznych platform handlu. GPW nie może już dłużej odkładać modernizacji swego systemu transakcyjnego. Takiej inwestycji można racjonalnie dokonać tylko, gdy zna się swego giełdowego sojusznika. Na wpływy z prywatyzacji giełdy czeka nadwerężony budżet państwa. Motyw fiskalny nie może jednak przesłaniać głównych celów prywatyzacji GPW, którymi nieodmiennie powinny być dalszy rozwój infrastruktury rynkowej, przyciąganie kapitału na giełdę i efektywne nim obracanie.
[srodtytul]Walka o pozycję w regionie trwa[/srodtytul] Wbrew przewadze konkurentów i swej krótkiej historii warszawska giełda odważyła się podjąć rywalizację o miano najbardziej dynamicznie rozwijającej się giełdy w regionie. Zaklęcie, wykorzystywane jako logo GPW, staje się faktem. Wysiłki organizacyjne i regulacyjne wszystkich tych, co uczestniczyli w budowie rynku kapitałowego w Warzawie i nadal go budują, przynoszą efekty. W sierpniu GPW udało się wyprzedzić już nie tylko Wiener Boerse, ale także giełdę ateńską pod względem liczby notowanych spółek, ich wartości rynkowej i wielkości obrotów. Również jeśli chodzi o liczbę debiutów i wielkość zebranego kapitału, GPW plasuje się wysoko w rankingach. Owszem, można deprecjonować znaczenie tych statystyk. Nie wszystkie mierniki przemawiają równie jednoznacznie na korzyść GPW. Nie da się jednak zaprzeczyć, że są wskaźnikiem potencjału giełdy i krajowego rynku kapitałowego. Szanse GPW w środkowoeuropejskim wyścigu zwiększają też uwarunkowania makroekonomiczne. Wielkość i potrzeby rozwojowe naszej gospodarki są brane pod uwagę w strategiach producentów i inwestorów. Jej dokonania tworzą sprzyjające otoczenie dla dalszego wzrostu rynku. W kraju powoli akumulowany jest kapitał, który szuka spożytkowania. Korzystać na tym będą w pierwszym rzędzie spółki publiczne, które dzięki dostępowi do kapitału będą mogły realizować swoje projekty inwestycyjne i plany ekspansji. Wciąż jeszcze niewyeksploatowany pozostaje potencjał rozwojowy, jaki tworzą aktywa Skarbu Państwa. Planowane projekty prywatyzacyjne mogą skokowo zwiększyć kapitalizację GPW, zintensyfikować obrót giełdowy i tym samym wzmocnić jej pozycję w regionie. [srodtytul]Panna na wydaniu[/srodtytul] Czy zatem zakup udziałów w GPW może być interesującą inwestycją? Jeśli chodzi o kapitalizację, giełda warszawska zamyka dziś pierwszą dziesiątkę rynków w Europie, lecz w ujęciu bezwzględnym pozostaje małym, lokalnym rynkiem. Ma znikomy, zaledwie półprocentowy, udział w obrotach akcjami w Europie, kilkunastokrotnie mniejszy od tego, który posiadają jej potencjalni nabywcy. Przy tym wszystkim nie można jednak nie pamiętać o dowodach dynamizmu, jakie warszawski rynek nieustannie daje. Z punktu widzenia giełd zachodnioeuropejskich bez aliansu z Warszawą trudno mówić o sukcesach w regionie. Z nią u boku łatwiejsze też może się okazać wejście na tak specyficzny, lecz obiecujący rynek jak ukraiński. Jest więc GPW skromną panną na wydaniu, ale z dobrymi widokami na przyszłość. Bez własnej, dobrze rozwiniętej infrastruktury rynku kapitałowego Warszawa przestanie być postrzegana jako obiecujące miejsce do robienia interesów w finansach, a polska gospodarka może utracić jeden ze swych atutów, które dotąd pozwalały przyciągać kapitał. W skrajnie negatywnym scenariuszu wraz ze zwiększeniem roli zagranicznych ośrodków finansowych skurczyć się może krajowa infrastruktura finansowa i odpłynąć znaczna część wysoko wykwalifikowanego kapitału ludzkiego. A są to czynniki żywotne dla podniesienia innowacyjności gospodarki. W pełni zrozumiała staje się zatem trudność zadania, przed jakim staje każdy, kto prywatyzuje tak szczególne przedsiębiorstwo jak GPW. Musi on bowiem w pierwszym rzędzie przekuć szanse, które dać może rozwój krajowego rynku kapitałowego dzięki nowo uzyskanemu dynamizmowi giełdy, w wymierne korzyści dla gospodarki. Szanse te nie zostaną zmarnowane, kiedy dzięki prywatyzacji giełdy uda się stworzyć warunki dla dalszej jej ekspansji, a spółkom publicznym zapewnić większy potencjał pozyskiwania kapitału z rynku. [wyimek]Bez dobrze rozwiniętej infrastruktury rynku kapitałowego Warszawa przestanie być postrzegana jako obiecujące miejsce do robienia interesów[/wyimek] GPW nie jest przy tym w żadnym razie skazana na wybór natychmiastowy i ograniczony do akceptacji jednego dominującego partnera. Niemal każda z giełd, które zgłosiły swe zainteresowanie aliansem, może zyskać na mniej lub bardziej równoprawnej współpracy z GPW. MSP może nawet przebierać, wiedząc, że dla inwestorów z krótkiej listy GPW jest w tej części Europy autentycznie atrakcyjnym partnerem. Może czynić to ze spokojem, widząc zainteresowanie tak poważnych banków inwestycyjnych jak Goldman Sachs. Czas i spokojny namysł potrzebny jest po to, by dokonując wyboru inwestorów dla GPW, mieć przekonanie graniczące z pewnością, że autonomiczny rozwój GPW będzie dobrze pasował do ich długoterminowej strategii. Silny strategiczny sojusznik będzie bowiem uwzględniał potrzeby partnera z Warszawy tylko wówczas, gdy będzie to leżało w jego własnym interesie. Wtedy jedynie możemy liczyć na to, że osiągnięty zostanie jeden z ważnych celów polskiej polityki gospodarczej, jakim jest rozwój naszego rynku kapitałowego. [srodtytul]Potrzebne bezpieczniki[/srodtytul] Oddając giełdę w prywatne ręce, niekoniecznie w ręce dominującego udziałowca, państwo powinno zapewnić sobie odpowiednie mechanizmy zabezpieczające realizację jego celów. Zasada, że bierze się pod uwagę różne warianty wydarzeń, włącznie z tym, że jedna ze stron umowy nie dotrzymuje uzgodnień, należy do kanonu sporządzania umów handlowych. Wprawdzie nieprawdopodobna wydaje się sytuacja, że któryś z zaproszonych do prywatyzacji giełdy inwestorów będzie chciał narazić na szwank swoją wiarygodność, niemniej jednak Skarb Państwa nie może się pozbawiać narzędzi zapewniających wpływ na właściwą realizację umowy prywatyzacyjnej przydatnych zwłaszcza w dotąd obowiązującym projekcie prywatyzacji, zgodnie z którym interesy rozwojowe warszawskiej giełdy i polskiego rynku kapitałowego siłą rzeczy będą mieć z punktu widzenia inwestora zagranicznego charakter drugoplanowy. [srodtytul]Dobry scenariusz dla kraju[/srodtytul] Narzędziami takimi są zarówno przemyślana struktura akcjonariatu, jak i odpowiednie postanowienia w statucie giełdy, które powinny równoważyć interesy poszczególnych akcjonariuszy i sprzyjać wypracowywaniu najkorzystniejszych dla giełdy rozwiązań. Nie mam tu pewności, czy w ostatecznym rozrachunku rzeczywiście konieczna jest sprzedaż większościowego pakietu akcji, dającego właścicielowi pełną kontrolę nad spółką, jednemu zagranicznemu inwestorowi. Taka konstrukcja docelowego akcjonariatu doprowadza do marginalizacji pozostałych interesariuszy giełdy, w tym zwłaszcza krajowych instytucji finansowych. Czy dokonując wyboru znaczącego inwestora dla giełdy i umiejętnie wspierając dalszy jej rozwój, zwiększymy prawdopodobieństwo realizacji dobrego dla kraju scenariusza? Wybór optymalnych rozwiązań jest wyzwaniem, z którym zmierzyć się muszą wszystkie instytucje odpowiedzialne za rozwój sektora finansowego w Polsce. Przy tym akurat zadaniu nawet najlepsi doradcy prywatyzacyjni mogą bowiem nie wystarczyć. [i]Autor jest byłym wiceprzewodniczącym Komisji Nadzoru Finansowego[/i]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL