Publicystyka

O Makowieckim, Widerszalu i BIP raz jeszcze

Błędy w tekście Wojciecha Muszyńskiego świadczą o tym iż IPN, będąc instytucją o charakterze urzędu państwowego, a nie naukowym, nie ma wypracowanych prawidłowych mechanizmów kształcenia kadr naukowych – pisze historyk
W swoim tekście o Biurze Informacji i Propagandy (BIP) Związku Walki Zbrojnej – Armii Krajowej (ZWZ-AK) w „Rzeczpospolitej” („[link=http://www.rp.pl/artykul/304070.html]Atak niesprawiedliwy i niecelny[/link]”) Wojciech Muszyński zawarł wiele błędów merytorycznych i faktograficznych oraz zwykłych nieścisłości.
Zdecydowałem się zabrać głos w tej sprawie z paru przyczyn, przede wszystkim jednak dlatego, aby nie utrwalać w świadomości społecznej błędów znajdujących się w tekstach Wojciecha Muszyńskiego i Sebastiana Bojemskiego. W swoim tekście Muszyński dokładnie bowiem powtarza tezy wcześniej przedstawione w artykule Sebastiana Bojemskiego na ten sam temat w czasopiśmie „Glaukopis” („Likwidacja Widerszala i Makowieckich, czyli Janusz Marszalec widzi drzewa, a nie widzi lasu”). [srodtytul] Błędne stwierdzenia [/srodtytul]
Aby sprawę dokładnie wyjaśnić, wydaje się konieczne przypomnienie w kilku zdaniach, czym było Biuro Informacji i Propagandy ZWZ-AK, ponieważ podstawowa na ten temat monografia, której jestem autorem, ukazała się w 1987 r. („Biuro Informacji i Propagandy SZP-ZWZ-AK 1939 – 1945”), a od tej pory, oprócz pewnej ilości przyczynków, w tym też pióra niżej podpisanego, nic nie opublikowano. Ta instytucja w polskiej armii podziemnej zajmowała się dwiema dziedzinami działalności. Pierwszą z nich było prowadzenie propagandy wśród żołnierzy podziemia, szczególnie przy pomocy redagowania, druku i kolportażu czołowych pism Komendy Głównej AK, jakimi były „Biuletyn Informacyjny” oraz „Wiadomości Polskie”, a także wiele innych wydawnictw KG AK oraz wydawnictwa poszczególnych komend, okręgów i obwodów Armii Krajowej. Do tego dochodziły prowadzenie propagandy dywersyjnej w języku niemieckim (akcja „N”) oraz propaganda antykomunistyczna („Antyk”, według niektórych dokumentów akcja „R”). Druga dziedzina to prowadzona przez Wydział Informacji BIP KG ZWZ-AK praca studialna, zbieranie i analizowanie informacji ze wszelkich dziedzin życia poza wojskowymi, co pozostawało w gestii wywiadu (Oddział II ZWZ-AK). Dzięki tej pracy zarówno kierownictwo ZWZ-AK, jak i władze polskie na obczyźnie były dobrze zorientowane w całokształcie sytuacji społecznej, gospodarczej, politycznej itd., działalności okupanta w kraju i postawach społeczeństwa. Z tej też racji działalnością propagandową i informacyjną zajmowali się ludzie o wysokich kwalifikacjach, przedstawiciele inteligencji polskiej, którzy zarówno przed wojną, jak i po jej zakończeniu zajmowali świetne miejsca w polskim życiu naukowym i społecznym. Nie sposób szerzej opisać tu jego działalności. Zacznijmy od błędnego stwierdzenia Bojemskiego, jakoby BIP KG AK został zdominowany przez członków Stronnictwa Demokratycznego. Przecież podziemnym drukarstwem – Tajnymi Wojskowymi Zakładami Wydawniczymi – kierował Jerzy Rutkowski, członek przedwojennego ONR, redaktorem „Głosu Ojczyzny” był Jan Dobraczyński, który w ramach akcji scaleniowej przyszedł ze Stronnictwa Narodowego. W BIP ogromną rolę odgrywał też były szef propagandy Obozu Zjednoczenia Narodowego (OZN) Tadeusz Żenczykowski, który kierował trzema pionami: akcją dywersyjną „N”, działem propagandy mobilizacyjnej „Rój” oraz działem propagandy antykomunistycznej (w dokumentach występująca jako „R” lub „Antyk”). W Polsce po wojnie płk dypl. Jan Rzepecki pisał, iż był przeciwny tej ostatniej inicjatywie i odżegnywał się od niej, ale czy tak było faktycznie? Łączniczką między nim a Tadeuszem Żenczykowskim była jego żona Irena, co świadczy najlepiej o tym, że Rzepecki był świetnie zorientowany w sprawach propagandy antykomunistycznej. BIP stanowił więc swego rodzaju odbicie armii podziemnej, w którym znaleźli się ludzie o różnych poglądach politycznych. Natomiast rzeczywiście w jego Wydziale Informacji znalazła się spora grupa członków SD. Obecność ludzi związanych z SD oraz z sanacją – bowiem pierwszym szefem BIP, do października 1940 r., był mjr rez. Tadeusz Kruk-Strzelecki, uważany za sanatora –wywołała zarzuty, iż jest to pion zdominowany przez osoby o poglądach sanacyjnych. W jego usunięcie z zajmowanego stanowiska osobiście zaangażował się naczelny wódz gen. Władysław Sikorski. Z kolei zarzuty działaczy endeckich szły w drugą stronę – polityczny zwierzchnik Narodowych Sił Zbrojnych Zbigniew Stypułkowski napisał w swoich wspomnieniach o istnieniu w BIP w 1943 i na początku 1944 r. „zamaskowanych jaczejek komunistycznych” i bezskutecznie miał przekonywać gen. Komorowskiego o niebezpieczeństwie płynącym z ich istnienia. Pamiętać jednak musimy, że dla osób z obozu narodowego zarówno ludzie o poglądach sanacyjnych, jak i ludowcy, socjaliści czy wreszcie demokraci byli wrogami. Stąd też w wielu przypadkach mamy do czynienia z inwektywami stosowanymi w walce politycznej oraz wynikającymi stąd stereotypami myślowymi. [srodtytul]Bezpodstawne powiązania [/srodtytul] Kolejnego sprostowania wymagają następne informacje, w których Wojciech Muszyński wiąże bezpodstawnie BIP i jego pracowników z ruchem komunistycznym. Otóż 26 października 1943 r. został na mocy decyzji Krajowej Reprezentacji Politycznej powołany do życia Społeczny Komitet Antykomunistyczny (SKA), którego przewodniczącym został znany działacz PPS Franciszek Białas. W skład SKA weszli przedstawiciele wielu organizacji konspiracyjnych, w tym BIP był reprezentowany przez szefa podwydziału Antyk Tadeusza Żenczykowskiego. SKA koordynował antykomunistyczną akcję propagandową polskiego podziemia. W styczniu 1944 r. została przezeń wydana odezwa „Do Narodu Polskiego!”, piętnująca obcą agenturę komunistyczną, czyli PPR, podpisana przez 24 organizacje podziemne, w tym SD. Tekst tej odezwy został opublikowany między innymi w czołowym piśmie ZWZ-AK, „Biuletynie Informacyjnym” z 10 lutego 1944 r., wydawanym przez BIP KG AK. Bojemski polemizuje z ważnym tekstem na temat zamordowania żołnierzy Armii Krajowej – mjr. Jerzego Makowieckiego i Ludwika Widerszala pióra dr. Janusza Marszalca. Rzecz polega jednak na tym, że dr Marszalec oparł swój tekst na ogromnej ilości dokumentów, wydobył całą masę źródeł, które wprowadził do obiegu naukowego, poszerzając w ten sposób bardzo znacznie naszą wiedzę o sprawie zamordowania Makowieckiego i Widerszala. Tekst Bojemskiego natomiast, opatrzony zaledwie 12 przypisami, z czego zaledwie w trzech przypadkach autor odwołuje się do dokumentów archiwalnych, w ogóle nie poszerza naszej wiedzy na ten temat. Wręcz przeciwnie, twierdzenia Bojemskiego o rzekomych związkach tych pracowników BIP z ruchem komunistycznym nie są udokumentowane w żaden sposób, autor nie powołał się na żaden dokument archiwalny bądź na źródło drukowane. Nie będę powtarzał tutaj wszystkich ustaleń dr. Marszalca, istotne jest to, że podał on nazwiska osób z BIP, których związki z ruchem komunistycznym zostały udokumentowane. Ofiar tej zbrodni wśród nich nie było. Bojemski i Muszyński, krytykując BIP, napisali o sporządzonej przez płk. dypl. Jana Rzepeckiego „Ocenie położenia” z 10 marca 1944 r. Na tej podstawie Wojciech Muszyński pisze o Rzepeckim, że on „występuje przeciwko swojemu dowództwu”. Jest to po prostu stwierdzenie kuriozalne, bowiem raport ten został przesłany na ręce dowódcy Armii Krajowej gen. Tadeusza Komorowskiego oraz szefa sztabu KG AK gen. bryg. Tadeusza Pełczyńskiego – a więc dowództwa. Natomiast biorąc pod uwagę, że w wyniku pracy Wydziału Informacji płk dypl. Jan Rzepecki był bodaj najlepiej zorientowanym człowiekiem, jeśli chodzi o sytuację i nastroje w kraju, jego obowiązkiem było przedłożenie raportu właśnie na ten temat, a nie chowanie głowy w piasek. Trzeba w tym momencie podkreślić, że Wydział Informacji był konspiracyjnym biurem studiów ZWZ-AK; najlepiej świadczą o tym produkowane w nim periodyczne raporty. Dlatego też jego pracownicy posiadali świetne kontakty polityczne w podziemiu. Muszyński pisze na wstępie swego artykułu, iż „latami powtarzano, że Ludwika Widerszala zastrzelili członkowie NSZ”. Mamy tu do czynienia ze stwierdzeniem nieprawdziwym. 13 czerwca 1944 r. Ludwika Widerszala i Jerzego Makowieckiego zamordowali członkowie bojówki Andrzeja Popławskiego (Odolińskiego) „Andrzeja Sudeczki”, który był żołnierzem Armii Krajowej. O okolicznościach całej sprawy napisał Aleksander Gieysztor w biogramie Jerzego Makowieckiego w „Polskim słowniku biograficznym” w 1974 r. Na ten temat pisałem i ja w książce o BIP wydanej w 1987 r., a także Andrzej Krzysztof Kunert w drugim tomie „Słownika biograficznego konspiracji warszawskiej 1939 – 1944”, wydanym w tym samym roku. Obaj odwołaliśmy się do istniejącej już wtedy sporej literatury na ten temat. I oczywiście wiadomo powszechnie było, kto zastrzelił Widerszala i Makowieckiego, stąd też żądanie Muszyńskiego, aby Friszke „prostował (…) fałszywe informacje” jest księżycowe, skoro już 30 lat temu, a następnie w licznych pracach naukowych 20 lat temu, pisano, kto to uczynił i że nie zrobili tego ludzie z Narodowych Sił Zbrojnych. Zdziwienie może jedynie budzić fakt, że pisząc o tych faktach, W. Muszyński nie uznał za stosowne zapoznać się z dotychczasową literaturą na ten temat. [srodtytul]Kuriozalne insynuacje [/srodtytul] Niektóre zdania w tekście Wojciecha Muszyńskiego są całkowicie niezrozumiałe. Pisząc o Janie Rzepeckim, Aleksandrze Kamińskim i Jerzym Makowieckim, Wojciech Muszyński zaznacza następnie, iż: „Chodzi o tak istotne kwestie, jak próba zbojkotowania przez wyżej wymienioną grupę wpływowych oficerów AK, kierowaną przez gen. Tadeusza Komorowskiego „Bora” akcji scaleniowej Sił Zbrojnych w Kraju oraz działalności antykomunistycznej”. Od razu wyjaśniam, że wbrew temu, co usiłuje wmówić czytelnikom Muszyński, BIP wspierał akcję scaleniową i świadczą o tym rozliczne artykuły w jego prasie. Wręcz kuriozalne jest insynuowanie dowódcy AK gen. Komorowskiemu bojkotowania akcji scaleniowej, przecież prowadził on rozmowy w tym celu ze Stronnictwem Narodowym. W biogramie generała zamieszczonym w „Słowniku biograficznym konspiracji warszawskiej 1939 – 1944” dr Andrzej Krzysztof Kunert napisał: „Od maja 1942 r. uczestniczył w rozmowach ze Stefanem Sachą i Władysławem Jaworskim w sprawie scalenia Narodowej Organizacji Wojskowej, do czego doszło w listopadzie tego roku”. W tej samej książce Andrzej Kunert napisał, że Jerzy Makowiecki był oficerem Oddziału II (wywiad i kontrwywiad) w czasie wojny polsko-radzieckiej i jednym z twórców Stronnictwa Demokratycznego w latach 30., ale Muszyński o tym też pewnie nie przeczytał. Na zakończenie jeszcze jedna uwaga. Wojciech Muszyński pracuje w IPN w Warszawie. Rozliczne błędy w jego tekście świadczą o tym, że IPN, będąc instytucją o charakterze urzędu państwowego, a nie naukowym, nie ma wypracowanych prawidłowych mechanizmów kształcenia kadr naukowych. W wyższych uczelniach istnieje zjawisko tzw. rotacji – zwolnienia z pracy, jeśli pracownik w określonym czasie nie zrobił doktoratu lub habilitacji. Tego wymogu nie ma w IPN, który nie ma statusu instytucji naukowej. Wielka szkoda, że nie istnieją w nim takie wymogi awansu naukowego wobec pracowników. [i] Autor jest historykiem, badaczem dziejów Polskiego Państwa Podziemnego, profesorem Uniwersytetu Jagiellońskiego.[/i]
Źródło: Rzeczpospolita OnLine

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL