Lekarze i pielęgniarki

Komisja Europejska za lekarzami

Fotorzepa, Marian Zubrzycki
Zatrudnienie w kilku firmach czy kontrakt zamiast etatu to najpopularniejsze metody omijania przez szpitale unijnych przepisów o czasie pracy lekarzy
Komisja Europejska zapytała ostatnio lekarzy zatrudnionych w polskich szpitalach, czy obecne przepisy dotyczące czasu ich pracy nie łamią unijnych regulacji.
W odpowiedzi Ogólnopolski Związek Zawodowy Lekarzy (to on był adresatem pisma KE) wskazał, że dostosowanie naszych przepisów do unijnej dyrektywy o czasie pracy można ocenić jako korzystne. Zdjęło bowiem z lekarzy obowiązek pełnienia ośmiu dyżurów miesięcznie, ponadto godziny spędzone w szpitalu w nocy i weekendy są wliczane do limitu ich czasu pracy. [srodtytul]Dyżury przy telefonie[/srodtytul]
Związkowcy zwrócili jednak uwagę na wiele nieprawidłowości, coraz częstszych w naszych szpitalach. Przykładowo, aby ominąć nowe restrykcyjne przepisy, lekarze są wysyłani na dyżur przy telefonie. Nie jest on traktowany jak dyżur w szpitalu, nie wlicza się go więc do czasu pracy. Dzięki temu szpital nie musi płacić pełnej stawki dyżurowej (chyba że zostaną wezwani), a lekarze i tak pozostają w dyspozycji pracodawcy. OZZL chciałby więc, by kwestia, czy dyżur pod telefonem jest czasem pracy i czy jego pełnienie nie narusza należnego lekarzowi odpoczynku, została jednoznacznie rozstrzygnięta. Fakt, że polskie przepisy milczą na ten temat, jest skrzętnie wykorzystywany przez niektóre szpitale. [srodtytul]Fikcyjne zatrudnienie[/srodtytul] To i tak nic w porównaniu z innymi nieprawidłowościami, jakie ma na koncie publiczna służba zdrowia. Żeby ominąć przepisy wymagające zgody lekarza na pracę dłuższą niż 48 godzin tygodniowo, szpitale proponują im dyżurowanie na podstawie kontraktów, czyli umów cywilnoprawnych. Nie trzeba wówczas stosować żadnych ograniczeń dotyczących dodatkowego czasu pracy. Sposobów na ominięcie przepisów ograniczających liczbę dyżurów jest zresztą więcej. Niektóre szpitale powołują np. fikcyjną spółkę, pośrednika, u którego lekarz zatrudnia się na drugim etacie. Polskie przepisy nie nakazują sumowania okresów spędzonych na pracy w oddzielnych firmach, chociaż taka podwójna praca odbywa się bez wychodzenia medyka z gabinetu lekarskiego i zmiany zajęcia. Zdaniem związkowców dyżury to dla medyków błogosławieństwo, bo mogą dorobić do pensji podstawowej. Jednocześnie jest to też ich przekleństwo, gdyż szpitale utrzymują ich nominalne wynagrodzenia na niskim poziomie. Wielu lekarzy całkowicie świadomie decyduje się na tę dodatkową pracę. Dla innych jest to jedyna możliwość dorobienia do pensji. Nierzadko bowiem lekarze z kilkunastoletnim doświadczeniem otrzymują wynagrodzenie zbliżone do płacy lekarzy rezydentów, którzy dopiero co ukończyli studia i faktycznie zaczynają naukę tego trudnego i odpowiedzialnego zawodu. [srodtytul]Gorąca linia[/srodtytul] Lekarze są w stałym kontakcie z urzędnikami Unii, od kiedy OZZL wystąpił ze skargą do Komisji Europejskiej, tj. od 2006 r. Wtedy, jeszcze przed nowelizacją, polskie przepisy rażąco naruszały unijną dyrektywę o czasie pracy. O mocy sprawczej takiej korespondencji świadczy choćby to, że po piśmie, w którym związkowcy zarzucili brak implementacji przepisów o czasie pracy do ustawy o ZOZ, unijni urzędnicy nie tylko sprawdzili status prawny lekarzy w Polsce, ale także rozesłali prośby o raporty dotyczące sytuacji medyków w pozostałych państwach UE. Była to też prawdopodobnie jedna z przyczyn zaproponowanej przez polski rząd nowelizacji ustawy o ZOZ i wprowadzenia do niej korzystnych dla lekarzy zapisów. Od 1 stycznia 2008 r. czas ich dyżuru jest już bowiem wliczany do czasu pracy, a bezpośrednio po jego zakończeniu szpital ma bezwzględny obowiązek udzielenia lekarzowi czasu wolnego. Wcześniej mógł on liczyć na wcześniejsze zakończenie pracy tylko wtedy, gdy się zgodził na to ordynator. Zgodnie z nowymi regulacjami praca ponad 48 godzin tygodniowo jest możliwa wyłącznie za zgodą lekarza. Związkowcy zaznaczają, że dzięki temu udało się im (choć nie wszędzie) wymusić na szpitalach podniesienie zarobków. Część szpitali przestrzega bowiem prawa, dzięki czemu w wielu miejscach sytuacja lekarzy znacznie się poprawiła. [srodtytul]Na razie bez zmian[/srodtytul] Z informacji, jakie udało się nam uzyskać w Ministerstwie Zdrowia, wynika, że resort nie planuje w najbliższym czasie nowelizowania ustawy o ZOZ w części zawierającej regulacje dotyczące organizacji pracy lekarzy w polskich szpitalach. Ponieważ w trakcie kończącej się właśnie kadencji Parlamentu Europejskiego nie udało się przegłosować nowelizacji dyrektywy o czasie pracy, na zmiany w tych przepisach trzeba będzie jeszcze poczekać. [ramka][b]Opinia: Krzysztof Bukiel, szef Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy[/b] Pismo Komisji Europejskiej z pytaniami o to, czy normy czasu pracy lekarzy w Polsce są honorowane, miło nas zaskoczyło. Oznacza to, że unijni urzędnicy interesują się naszym losem. Odpisaliśmy, że choć nasza sytuacja poprawiła się po zeszłorocznej nowelizacji przepisów i ich dostosowaniu do norm europejskich, to coraz więcej szpitali stara się omijać te przepisy poprzez np. zawieranie z lekarzami kontraktów. Mam nadzieję, że nasz kontakt z Komisją zaowocuje kolejnymi zmianami przepisów, tym razem na szczeblu europejskim. Chodzi o wprowadzenie jednolitych przepisów w stosunku do wszystkich lekarzy bez względu na podstawę zatrudnienia czy liczbę miejsc, w których pracują. Czyli tak, jak to jest w wypadku kierowców zawodowych. [/ramka] Masz pytanie, wyślij e-mail do autora: [mail=m.rzemek@rp.pl]m.rzemek@rp.pl[/mail]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL