fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Historia

Polskie fortyfikacje – za mało, za późno

Obrona Westerplatte – obraz Edwarda Mesjasza
MUZEUM WOJSKA POLSKIEGO W WARSZAWIE
W 1939 roku Polska nie miała swej linii Maginota czy choćby linii Mannerheima, która mogłaby zatrzymać agresorów. Mimo to żołnierz polski udowodnił, że gdy miał oparcie w dobrze zorganizowanych pozycjach obronnych i fortyfikacjach, potrafił się przeciwstawić niemieckiej przewadze liczebnej i technicznej
Gdy 1 września 1939 roku spadła na Polskę niemiecka nawała, nasze granice północne, zachodnie i południowe, wyjąwszy krótkie odcinki umocnione, nie były chronione fortyfikacjami. Z kilku przyczyn.
Odrodzone państwo polskie miało granice rozciągnięte aż na ponad 5500 km nieprzyjaznych sąsiadów, poza Łotwą, Rumunią i Węgrami (od marca 1939 r.). Ufortyfikowanie długich i w większości niedogodnych do obrony granic z najgroźniejszymi przeciwnikami Związkiem Sowieckim (ponad 1400 km granicy) i Niemcami (po wchłonięciu Czech i Moraw w marcu 1939 roku – ponad 2600 km) wobec szczupłych środków budżetowych było niepodobieństwem. W 1933 roku podjęto ograniczony wysiłek zabezpieczenia fortyfikacjami przemysłowego serca kraju, jakim był Górny Śląsk. Do 1938 roku wzniesiono w pobliżu granicy pas umocnień o długości 21 km. W skład Obszaru Warownego Śląsk wchodziło dziewięć tzw. punktów oporu przystosowanych do obrony okrężnej, schrony samodzielne i zbiornik wodny na Brynicy, który miał być wykorzystany do zalania niektórych terenów. W 1939 roku fortyfikacje uzupełniono na obu flankach schronami polowymi, przedłużając linię obrony pod Częstochowę na północy i Pszczynę na południu.
Na wschodzie – wedle planu obrony przed agresją sowiecką opracowanego pod koniec lat 20. – miano zbudować ponad 1400 obiektów, w tym ciężkie schrony artyleryjskie lub wyposażone w działa ppanc kal. 37 i 47 mm. Najsilniejszy był odcinek centralny na Polesiu, który w razie wojny miał podzielić ugrupowanie sowieckie na dwie części i ułatwić armii polskiej atak na ich odsłonięte flanki. Pospieszną rozbudowę umocnień polowych na granicy północnej, zachodniej i częściowo południowej podjęto dopiero wiosną i latem 1939 roku w obliczu rosnącego napięcia w stosunkach z Niemcami. Miały one zabezpieczać obronę na głównych kierunkach zakładanych uderzeń niemieckich, a więc z Prus Wschodnich na Warszawę, Brześć i korytarz pomorski, od zachodu na Bydgoszcz, Poznań, Koło, Sieradz i Piotrków, z Opolszczyzny na centrum i flanki Obszaru Warownego Śląsk, ze Słowacji na Pogórze Karpackie. Przystąpiono też do modernizacji niektórych twierdz odziedziczonych po zaborcach, m.in. Grudziądza, Łomży i Osowca. Wznoszono przede wszystkim lekkie schrony żelbetowe wyposażone w jeden lub dwa ckm. Jeden taki schron kosztował ok. 40 tys. zł. Niestety, do wybuchu wojny nie zrealizowano nawet połowy ambitnych planów fortyfikacyjnych, a część wybudowanych schronów z braku wyposażenia nie nadawała się do walki. [srodtytul]Westerplatte – o honor i polski Gdańsk[/srodtytul] Salwą z pancernika „Schleswig-Holstein” 1 września 1939 roku o godz. 4.45, oddaną na Westerplatte, rozpoczęła się druga wojna światowa. Na półwyspie o powierzchni 6,7 km kw. przy ujściu Martwej Wisły do Zatoki Gdańskiej od 1926 roku mieściła się polska Wojskowa Składnica Tranzytowa strzeżona przez 88-osobową załogę w zdominowanym przez żywioł niemiecki Wolnym Mieście Gdańsku. W latach 30. wybudowano tu cztery wartownie z żelbetowymi stropami i umieszczonymi w betonowych podpiwniczeniach stanowiskami ckm. Dwie następne powstały w piwnicy willi podoficerskiej oraz w podziemiach nowoczesnego budynku koszarowego. Od 1938 r. do służby na Westerplatte kierowano najlepszych żołnierzy z jednostek stacjonujących w Polsce centralnej i południowej. Latem 1939 stworzono zewnętrzną linię obrony z drewniano-ziemnymi umocnieniami polowymi (m. in. ważną placówkę „Prom”) i znacznie powiększono załogę – liczyła ona według różnych danych od 205 do 225 ludzi. Siłę ognia wzmocniło przewiezione potajemnie działo kal. 75 mm, dwa działka ppanc. i cztery moździerze. Oprócz tego uzbrojenie składnicy stanowiło 18 ckm, 17 rkm, 8 lkm, ok. 160 karabinów, 1000 granatów ręcznych. Westerplatte miało się bronić przez 12 godzin do nadejścia odsieczy, ale komendant WST mjr Henryk Sucharski wiedział, że na pomoc nie ma co liczyć. Ppor. Kręgielski zapamiętał słowa ppłk. Sobocińskiego, szefa Wydziału Wojskowego Komisariatu Generalnego RP w Gdańsku, który 31 sierpnia odwiedził składnicę: „Bijecie się o honor i polski Gdańsk”. Niemcom bardzo zależało na szybkim zajęciu Westerplatte. Ich największym atutem był wyposażony w potężne działa kal. 280 i 150 mm „Schleswig-Holstein”, który 25 sierpnia zawinął do portu gdańskiego z „kurtuazyjną wizytą”. Pod pokładem kryła się kompania szturmowa Kriegsmarine w sile 229 ludzi. Nocą z 31 sierpnia na 1 września Niemcy zeszli na ląd. Saperzy podłożyli ładunki wybuchowe przy murze odgradzającym Westerplatte od Wolnego Miasta Gdańska, aby tuż przed natarciem wykonać w nim wyłomy. W budynkach po drugiej stronie kanału portowego czekały w pogotowiu gniazda karabinów maszynowych. 1 września ok. godz. 4 nad ranem „Schleswig-Holstein” podniósł cumy. O godz. 4.45 dwie wielkie lufy kal. 280 mm z wieży dziobowej rozbłysły ogniem. Wskutek eksplozji ogromnych, ważących 330 kg pocisków wyleciała w powietrze brama kolejowa. Przez wyłomy w murze wpadli Niemcy. Dowodzący nocną zmianą na wysuniętej placówce „Prom” chor. Gryczman wspominał: „padła salwa armatnia z pancernika „Schleswig-Holstein”, aż ziemia zadrżała [...] Wydałem rozkaz: – Na stanowiska! – obsługa zajęła je błyskawicznie. W tym momencie do ognia artylerii dołącza się ogień broni ręcznej maszynowej. Z przedpola z lasku za murem, z okien warsztatów remontowych i spichrzy po drugiej stronie kanału Niemcy prowadzą gwałtowny ogień. Pociski smugowe i świetlne lecące nad placówką tworzą swojego rodzaju baldachim”. Podkomendni Gryczmana witają napastników celnym ogniem. Wspierają ich inne placówki. Zaskoczeni Niemcy zalegają. Artylerzyści wytaczają siedemdziesiątkę piątkę i ostrzeliwują niemieckie gniazda za kanałem portowym. Kilka z nich milknie. Niebawem rusza drugi atak. Przetrzebioną kompanię Kriegsmarine wspiera pluton z formacji SS-Heimwehr Danzig nacierający od strony plaży. Gdy Niemcy zbliżają się do „Promu”, dowódca placówki por. Pająk wzywa na pomoc ustawione przy koszarach moździerze. Ich celny ogień odrzuca napastników. Wówczas znowu odzywają się armaty „Schleswiga-Holsteina”. Jeden z pocisków eksploduje w pobliżu polskiego działa, przewracając je i rozbijając przyrządy celownicze. Obsada „Promu” wycofuje się na pobliską wartownię nr 1. Tu niemiecką piechotę zatrzymują polskie kaemy. Polaków nadal nękają działa pancernika i artyleria lądowa, a patrole próbują rozpoznać słabe punkty obrony. 2 września przed godz. 18 nadlatują bombowce nurkujące Ju-87, zrzucając ponad 250 bomb o wadze od 100 do 500 kg. Polacy nie mają broni przeciwlotniczej... Trafiona wartownia nr 5 zamienia się w kupę gruzów, grzebiąc co najmniej sześciu obrońców. W koszarach bomby rozbijają kuchnię i radiostację, na dziedzińcu niszczą moździerze. Oszołomiony wybuchami mjr Sucharski przeżywa załamanie nerwowe i chce kapitulować. Przeciwstawia się temu jego zastępca kpt. Franciszek Dąbrowski, który na pewien czas faktycznie przejmuje dowodzenie. W następnych dniach wyczerpani Polacy trwają na stanowiskach (z braku ludzi nie ma możliwości zluzowania obsad wartowni i placówek), odpierając niemieckie wypady. Niemcy 6 września dwukrotnie próbują podpalić las za pomocą cystern wtoczonych na teren składnicy po torze kolejowym. Szturm zaczyna się 7 września nad ranem. Po godzinnej kanonadzie artyleryjskiej ruszają saperzy, którzy miotaczami ognia podpalają las, za nimi posuwa się piechota. I znowu polskie karabiny maszynowe zmuszają nacierających do odwrotu. O godz. 10.15 mjr Sucharski nakazuje złożyć broń wobec strat (zginęło co najmniej 20 żołnierzy), fatalnego stanu rannych i braku nadziei na odsiecz. Część żołnierzy chce się bić dalej. Dopiero gdy rozkaz zostaje potwierdzony, załoga zbiera się przy koszarach. Mjr Sucharski dziękuje podkomendnym, mówiąc: „Jeszcze się Polsce przydacie”, i z dwoma żołnierzami udaje się do Niemców. Dowodzący siłami niemieckim gen. Eberhardt w uznaniu męstwa Polaków pozwala majorowi przebrać się w mundur galowy oraz zachować szablę. Załoga Westerplatte idzie do niewoli. W Polskę zaś idzie legenda, której służyły komunikaty radiowe oraz sławny wiersz Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego: „Kiedy się wypełniły dni / i przyszło zginąć latem, / prosto do nieba czwórkami szli / żołnierze z Westerplatte...”. [srodtytul]Węgierska Górka – Westerplatte południa[/srodtytul] Położona 10 km od Żywca, w dolinie Soły, Węgierska Górka stanowiła umocniony punkt oporu strzegący południowej flanki Armii „Kraków”. Latem 1939 roku zaczęto tam budować z betonu zmieszanego z porfirem pięć dużych schronów bojowych, którym nadano nazwy „Waligóra”, „Włóczęga”, „Wędrowiec”, „Wąwóz” i „Wyrwidąb”. 1 września brakowało kopuł bojowo-obserwacyjnych, środków łączności, elektryczności, wody, kanalizacji, urządzeń wentylacyjnych. Do walki prowizorycznie przygotowano cztery pierwsze. Obsadziła je 151. Kompania Forteczna kpt. Tadeusza Semika z 1. Brygady Górskiej. Rejonu Węgierskiej Górki bronił także batalion KOP „Berezwecz” wzmocniony artylerią polową, dwa plutony z Batalionu Obrony Narodowej „Żywiec” oraz oddział Straży Granicznej. Łącznie siły polskie liczyły 1200 żołnierzy. Rankiem 2 września natarła tu 7. Bawarska Dywizja Piechoty (podczas pierwszej wojny światowej służył w niej Hitler) licząca 17 tys. żołnierzy, wyposażona w czołgi i samochody pancerne oraz działa kal. 150 mm. Niemcy dotarli na przedpola Węgierskiej Górki, lecz po kilkugodzinnym boju zostali zatrzymani przez żołnierzy KOP, których wspierały dwa działa kal. 76,2 mm ze schronu artyleryjskiego „Waligóra”. Wobec niemieckich sukcesów na sąsiednich odcinkach wieczorem dowódca 1. Brygady Górskiej nakazał obrońcom wycofanie się. Rozkaz wykonała załoga „Waligóry”, natomiast nie dotarł on do pozostałych schronów i dwóch kompanii KOP. Nocą Niemcy uderzyli na „Włóczęgę”. Jego załoga skapitulowała rankiem 3 września. Następnie impet natarcia skierował się na „Wędrowca”, gdzie dowodził kpt. Semik. Polacy stawili zaciekły opór, ale Niemcy wykorzystali brak kopuł pancernych w schronie (otwory prowizorycznie zabezpieczono workami z piaskiem) i, wrzucając do środka granaty, zmusili załogę do opuszczenia części pomieszczeń. Podtoczyli też w pobliże schronu działka ppanc. kal. 37 mm. Nierówna walka skończyła się ok. godz. 17, gdy Polacy poddali się. Obrońcy schronu „Wąwóz” pod osłoną nocy opuścili swą redutę i wraz z żołnierzami KOP odeszli w stronę Żywca. Mężna obrona Węgierskiej Górki, która po wojnie została uhonorowana Krzyżem Grunwaldu III klasy, na prawie dwa dni powstrzymała marsz niemieckiej dywizji (która straciła ok. 50 zabitych i miała 100 rannych), uniemożliwiając jej uderzenie na tyły Armii „Kraków”. Dziś w schronie „Wędrowiec” można oglądać ekspozycję poświęconą walkom z 1939 roku. [srodtytul]20. Dywizja broni Mławy[/srodtytul] Największym starciem września, w którym znaczącą rolę odegrały polskie fortyfikacje, była bitwa pod Mławą, stoczona między 1 a 4 września. Biegła tędy najkrótsza droga z Prus Wschodnich na Warszawę. Zablokowanie tego kierunku było najważniejszym zadaniem Armii „Modlin” gen. Emila Przedrzymirskiego-Krukowicza. Dla wzmocnienia obrony na północ od Mławy wzniesiono pas umocnień przedzielony bagnami. Dłuższy, wschodni odcinek nazwano pozycją mławską, a zachodni – rzęgnowską. Na pierwszym planowano wybudować 68 schronów, a na drugim – 25. Prace zaczęły się dopiero w lipcu 1939 roku. Do wojny powstało 49 bunkrów na pozycji mławskiej i zaledwie sześć na rzęgnowskiej. Obsadzili je żołnierze 20. Dywizji Piechoty płk. Wilhelma Lawicza-Liszki. Zgodnie z przewidywaniami polskich sztabowców wzdłuż granicy między Działdowem a Chorzelami skoncentrowała się do uderzenia na Polskę 3. Armia w sile pięciu dywizji piechoty, Dywizji Pancernej „Kempf” oraz brygady kawalerii. Wczesnym popołudniem 1 września na pozycje 20. Dywizji Piechoty runęły aż cztery dywizje niemieckie. Pierwsze natarcie, wyprowadzone z marszu, zostało krwawo odparte. Kpt. Karol Babraj z 80. Pułku Piechoty wspominał: „Nasz ogień był bardzo celny i efekt piorunujący. Niemcy stracili głowę, biegali we wszystkich kierunkach, a nawet wycofywali się”. 2 września niemieckie ataki poprzedziły naloty bombowców i nawała artyleryjska. Wspierały je czołgi. Polacy mężnie trwali na pozycjach, a artylerzyści ustrzelili kilkanaście pojazdów pancernych, zmuszając pozostałe do odwrotu. Dopiero pod wieczór niemiecka 1. Dywizja włamała się w pozycję rzęgnowską, którą Polacy musieli opuścić. W powstałą lukę weszły oddziały niemieckiego korpusu „Wodrig”. 3 września Niemcy przez kilka godzin zasypywali pozycję mławską gradem pocisków z dział i moździerzy. Wrogie samoloty też nie próżnowały. Po południu wraża piechota i czołgi poszły do ataku. I jeszcze raz zatrzymał je na przedpolu ogień zaporowy broni maszynowej i działek ppanc. Losy bitwy rozstrzygnęły się nie pod Mławą, a na wschód od niej, na prawym skrzydle Armii „Modlin”. Czołgi z dywizji „Kempf” odrzuciły Mazowiecką Brygadę Kawalerii spod Przasnysza i skierowały się na Ciechanów, na głębokie tyły polskie. Wskutek sprzecznych rozkazów w szeregach 8. DP, która miała kontratakami powstrzymać Niemców, pod Gruduskiem i Przasnyszem, powstał zamęt – jej pododdziały zaczęły się cofać w nieładzie na Płock i Modlin. Dalsza obrona pozycji mławskiej nie miała sensu. 20. DP dostała rozkaz odwrotu. Mogła go wykonać dopiero 4 września, będąc nieustannie atakowana z powietrza. Jej poszczerbione oddziały dotarły do Twierdzy Modlin i Warszawy, biorąc następnie udział w ich obronie. Cena za powstrzymanie przez trzy dni niemieckiego marszu na Warszawę była duża – pod Mławą poległo 1200 polskich żołnierzy, a 1500 odniosło rany. Straty niemieckie był większe: 1800 poległych, 4 tys. rannych i zaginionych oraz 72 czołgi i pojazdy opancerzone. [srodtytul]35. Pułk Piechoty w Borach Tucholskich[/srodtytul] Oddziały polskie potrafiły także stawić opór przeważającym siłom wroga dzięki dobrze rozplanowanym w terenie umocnieniom polowym. 35. Pułk Piechoty z Armii „Pomorze” zatrzymał na przykład natarcie całej niemieckiej dywizji zmotoryzowanej. Pułk wchodził w skład 9. Dywizji Piechoty, która latem 1939 roku rozwinęła się na zachód od Tucholi, 12 km od granicy. Przydzielono jej bardzo długi, bo aż 70-kilometrowy pas obrony. Z tego 35. Pułkowi przypadło 25 km. Na szczęście teren leśny, poprzecinany jeziorami i strumieniami, sprzyjał obronie. Żołnierze wykopali rowy strzeleckie osłonięte dwiema, a gdzieniegdzie nawet czterema liniami zasieków, rów przeciwczołgowy, położyli na przedpolu miny, zablokowali drogi zaporami oraz wznieśli schrony żelbetowe (wybudowano zaledwie sześć z 26 planowanych) i drewniano-ziemne. Dowódcy pułku ppłk. dypl. Janowi Maliszewskiemu spędzały sen z powiek odsłonięte skrzydła, zwłaszcza lewe. Po drugiej stronie granicy szykowały się do ataku oddziały niemieckiego XIX Korpusu Pancernego gen. Heinza Guderiana, który jak najszybciej miał się przebić przez korytarz pomorski do Prus Wschodnich. 1 września na pozycje 35. Pułku natarła niemiecka 2. Dywizja Piechoty Zmotoryzowanej. Niemcy nic nie wskórali, tracąc wielu zabitych i kilkanaście pojazdów pancernych. Guderian zanotował po latach we „Wspomnieniach żołnierza”: „Meldunki z 2. zmotoryzowanej dywizji piechoty donosiły, że jej natarcie utknęło przed polskimi zasiekami z drutu kolczastego. Wszystkie jej trzy pułki piechoty były rozwinięte w jednym rzucie; dywizja nie posiadała już żadnych odwodów”. Wieczorem polska kompania odwodowa dokonała wypadu na zajętą przez wroga wieś Siciny. Zdeprymowani Niemcy słali do dowództwa alarmujące meldunki, że są atakowani przez... kawalerię. Kilka kilometrów dalej na południe masa niemieckich czołgów wykorzystała jednak lukę między oddziałami polskimi i pod wieczór 1 września dotarła do Brdy. Następnie pancerny walec ruszył na Świekatowo, zagrażając odcięciem wojsk polskich w korytarzu. Bohaterski 35. Pułk na rozkaz dowódcy 9. DP nocą opuścił linię umocnień. W następnych dniach toczył krwawe boje o wydostanie się z pomorskiego kotła. Przez Wisłę pod Brdyujściem przeprawiło się 5 września ledwie 300 z 3200 jego żołnierzy. [srodtytul]Odcinek „Wizna”[/srodtytul] Odcinek „Wizna” stanowił element polskich umocnień nad Narwią i Biebrzą na obszarze operacyjnym Samodzielnej Grupy Operacyjnej „Narew” gen. Czesława Młot-Fijałkowskiego, która miała bronić północnych rubieży kraju od granicy litewskiej po Chorzele. Jej znaczenie strategiczne polegało na osłonie prawej flanki i głębokich tyłów głównej pozycji obrony wojsk polskich na Narwi, Wiśle i Sanie. Szczupłym siłom dwóch dywizji piechoty i dwóch brygad kawalerii miały pomóc fortyfikacje. Wykorzystano dwie dawne twierdze rosyjskie Osowiec i Łomża oraz zaczęto wznosić schrony bojowe i umocnienia drewniano-ziemne przy przeprawach przez Narew i Biebrzę; obok Wizny także pod Różanem, Ostrołęką, Nowogrodem, Łomżą, Osowcem i Augustowem. Bagnista i gęsto zalesiona dolina Narwi i Biebrzy miała duże walory obronne, ale akurat w rejonie Wizny koryto Narwi, która od ujścia Biebrzy zakręca na wschód, dzieliło odcinek na dwie części: północną – „Giełczyn”, oraz południową – „Góra Strękowa”, utrudniając łączność i dowodzenie. Ponadto północno-zachodni brzeg Narwi był wyższy i zapewniał nieprzyjacielowi wgląd w polskie pozycje. Dlatego w pobliżu mostu, przez który wiodła droga z Jedwabnego i Wizny do Osowca, zorganizowano pozycję wysuniętą z dwoma schronami. Dwa małe bunkry strzegły też grobli przecinającej nadrzeczne mokradła, które jednak wskutek panującej latem 1939 roku suszy wyschły. Do wybuchu wojny wybudowano 16 schronów, w tym sześć ciężkich, żelbetowych, wyposażonych w pancerne kopuły obserwacyjno-bojowe oraz przystosowanych do prowadzenia ognia bocznego z ckm. Największy był schron dowodzenia na Górze Strękowej. Linię obrony uzupełniały okopy strzeleckie, rowy łącznikowe i przeciwczołgowe oraz zasieki z drutu kolczastego. Liczący 9 km długości odcinek „Wizna” obsadził 3. batalion z 71. Pułku Piechoty, ale 2 września na rozkaz dowódcy SGO „Narew” odszedł pod Ostrołękę. Zastąpiły go: 3. kompania forteczna z Batalionu „Osowiec”, 8. kompania strzelecka i pluton zwiadu konnego 135. Pułku Piechoty, 136. rezerwowa kompania saperów, pluton pionierów i pluton dział polowych z 71. Pułku Piechoty oraz bateria artylerii pozycyjnej. Łącznie 720 ludzi dysponujących sześcioma działami, 24 ckm, 18 rkm oraz dwoma karabinami ppanc. Dowództwo odcinka objął kpt. Władysław Raginis. Wraz z dowodzącym artylerią por. Stanisławem Brykalskim, kolegą z odcinka KOP „Sarny”, kapitan złożył przysięgę, że prędzej zginie, niż przepuści wroga. Zdawał sobie sprawę, że na pomoc trudno będzie liczyć. Sąsiadem z prawej flanki była załoga oddalonej o 30 km Twierdzy Osowiec, a z lewej – obsada odcinka „Łomża” położonego 20 km na zachód. [srodtytul]Guderian chce wyrównać stare rachunki[/srodtytul] 4 września 3. Armia niemiecka przegrupowuje się spod Mławy w kierunku południowo-wschodnim i rusza do natarcia. 5 i 6 września Niemcy forsują Narew w rejonie Różana i Pułtuska. Oznacza to katastrofę dla północnego odcinka polskiego frontu, gdyż między cofającą się ku Wiśle Armią „Modlin” a SGO „Narew” tworzy się kilkudziesięciokilometrowa luka. Dowództwo Grupy Armii „Północ” nakazuje 3. Armii, a także oddziałom 4. Armii, które przebiły się z Pomorza do Prus Wschodnich (m.in. XIX Korpusowi gen. Guderiana), uchwycenie przepraw przez Bug i Narew (między Nowogrodem a Osowcem) oraz dalsze natarcie na Brześć i Siedlce. To północny zawias potężnych kleszczy, które mają odciąć siły polskie broniące się między Wisłą i Bugiem. 7 września Brygada Forteczna „Lötzen” zajmuje Jedwabne, a pododdziały rozpoznawcze 10. Dywizji Pancernej podchodzą pod Wiznę, odrzucając polskie ubezpieczenie. Zaalarmowany kpt. Raginis każe wysadzić most na Narwi. Po południu Niemcy zajmują Wiznę, a pod wieczór piechota okopuje się na brzegu Narwi. Rankiem 8 września Niemcy łodziami i w bród forsują Biebrzę i atakują pozycję „Giełczyn”. Celny polski ogień zatrzymuje ich na przedpolu. Niemiecka piechota przeprawia się też przez Narew, ale przyduszona do ziemi przez karabiny maszynowe boi się wyjść z nadrzecznych zarośli. Wczesnym popołudniem kanonadę zaczyna niemiecka artyleria. Odpowiadają jej nieliczne polskie działa. Niemcy chcą zwłaszcza zniszczyć dwa schrony nad Narwią, które uniemożliwiają budowę przeprawy pontonowej obok zwalonego mostu. Jeden zostaje rozbity, a drugi poważnie uszkodzony. 9 września ok. godz. 8 pod Wiznę dociera gen. Guderian. Liczy, że jego pancerny walec gładko przejedzie się po Polakach i ruszy na Brześć. „Szybkiego Heinza” spotyka jednak srogi zawód, gdy podczas inspekcji przekonuje się, że przeprawa przez Narew nie jest ukończona, a za rzeką stoją gotowe do walki polskie bunkry. „W danej chwili – pisał Guderian – nic się na tym odcinku nie działo”. Wściekły Guderian nakazuje piechocie rozpocząć natarcie, a pułkowi czołgów przeprawić się promami na drugi brzeg Narwi i wesprzeć piechurów. Ponad 20 lat wcześniej, gdy jako młody oficer dowodził niemieckim oddziałem kwaterującym w Bronowie niedaleko Wizny, dostał się do polskiej niewoli. Młodzi peowiacy zachowali się zresztą rycersko i na furze odwieźli Guderiana do Jedwabnego. Teraz chciał on wyrównać stare rachunki. [srodtytul]Niemiecki szturm[/srodtytul] Po godz. 10 pociski i bomby lotnicze niszczą polskie okopy i zasieki. Wokół schronu dowodzenia na Górze Strękowej rozpętuje się istne piekło. Kurier Seweryn Biegański przysłany z Osowca przez ppłk. Tabaczyńskiego relacjonował: „Chmura dymu i pyłu przesłoniła słońce. Ziemia w pobliżu bunkra spalona, zmieszana, skopana i tak poryta pociskami, że nogi grzęzły w niej po kolana (...) Oddałem meldunek kapitanowi Raginisowi. (...) w tym czasie nastąpił huraganowy atak artyleryjski i lotniczy. W bunkrze rozlegała się ciągła, potworna kaskada gromów”. Co jakiś czas niemieckie działa przenoszą ogień na zaplecze, a do szturmu podrywa się piechota. Szybko jednak zalega pod seriami polskich ckm. Na pozycji „Giełczyn” Niemcy atakują cztery lekkie schrony pod wsią Kołodzieje. Pierwszy milknie, gdy w środku rozrywa się pocisk z działka ppanc. Dwa następne obezwładniają wiązki granatów. Czwarty niszczą czołgi, które włączają się do walki. Artyleria i stukasy kontynuują swe niszczycielskie dzieło na pozycji „Góra Strękowa”. Wrogie armaty nakrywają ogniem polską baterię – ginie por. Brykalski. Bomby niszczą most na Narwi łączący obie części odcinka „Wizna”. Kpt. Raginis nie może już pomóc obrońcom dwóch ciężkich schronów pod Giełczynem, na które po południu rusza niemiecki szturm. Broniąca się w okopach piechota zostaje wybita, chroni się w bunkrach lub wycofuje na Białystok. Pod wieczór jeden bunkier pada. Drugi broni się jeszcze osłaniany zza rzeki przez schrony z Góry Strękowej. Niemieccy saperzy kończą budowę mostu przez Narew na wysokości Maliszewa-Łynek. Czołgi 10. Dywizji Pancernej przekraczają rzekę i ruszają do ataku. Sekunduje im piechota i działka ppanc. Ok. godz. 17 ginie załoga ciężkiego schronu pod Maliszewem, ryglującego lewą flankę odcinka „Wizna”. Dowódca 8. Kompanii 135. Pułku Piechoty kpt. Schmidt, widząc, że wroga piechota wdziera się na polskie pozycje, podrywa żołnierzy do kontrataku na bagnety. Niemcy na chwilę ustępują, ale wracają z jeszcze większą silą. Polacy wycofują się. Wieczorem padają mniejsze schrony pod Maliszewem, Perkusami i Kurpikami. Czołgi podjeżdżają jak najbliżej i zasypują strzelnice ogniem, a w tym czasie saperzy starają się wrzucić do środka granaty lub wysadzić wejścia. Niemiecki oficer mjr Malzer relacjonował: „Jeden z saperów ukrył się za wieżyczką czołgu, który wjechał na ścianę schronu. Dwa karabiny maszynowe, które dotychczas prowadziły szaleńczy ogień, zostały zniszczone. Ale i teraz Polacy nie poddali się (...) Jeden z saperów wszedł ponownie na schron i wrzucił przez strzelnice kopuły kilka granatów ręcznych (...) W schronie znaleźliśmy siedmiu zabitych”. Resztki obrońców wycofały się do dwóch ciężkich schronów w rejonie Góry Strękowej. [srodtytul]Ofiara nie była daremna[/srodtytul] Poganiani rozkazami Guderiana Niemcy rankiem 10 września wznawiają natarcie. Los osamotnionych polskich redut, atakowanych przez czołgi, strzelające na wprost działa i piechotę, jest przesądzony. Ok. godz. 10 pada ostatni schron pozycji „Giełczyn”, a godzinę później ten sam los spotyka schron u podnóża Góry Strękowej. Wkrótce potem do schronu dowodzenia dociera niemiecki parlamentariusz, żądając natychmiastowego poddania się. Kpt. Raginis prosi o 30 minut do namysłu. Gdy czas mija, polski dowódca nakazuje podkomendnym złożyć broń. Wychodzący z bunkra żołnierze słyszą głośną detonację. To Raginis, chcąc dochować przysięgi, rozrywa się granatem. Warto dodać, że nie mniej bohatersko niż pod Wizną broniły się załogi fortyfikacji pod Nowogrodem i Łomżą. Po złamaniu ich oporu Guderian miał wreszcie wolną drogę na Brześć. Ruszył teraz na Zambrów, Wysokie Mazowieckie i Brańsk, zagrażając okrążeniem SGO „Narew”. 12 września grupa de facto przestała istnieć. Mimo to ofiara obrońców Wizny nie poszła na marne. Dzięki zatrzymaniu XIX Korpusu Pancernego nad Narwią i Biebrzą o dwa – trzy dni opóźniło się zamknięcie pierścienia okrążenia wokół sił polskich znajdujących się na wschód od Wisły. Umożliwiło też stworzenie z rozbitków i batalionów zapasowych oddziałów, które najpierw opierały się wojskom Guderiana w twierdzy brzeskiej, a potem dołączyły do Samodzielnej Grupy Operacyjnej „Polesie” gen. Kleeberga. —Bogusław Kubisz [ramka][srodtytul]Stowarzyszenie „Wizna 1939”[/srodtytul] Stowarzyszenie powstało w grudniu 2007 roku dla upamiętnienia historii Wizny i ziemi wiźnieńskiej oraz losów jej mieszkańców w XX wieku, rozwoju świadomości narodowej, obywatelskiej i kulturowej oraz krzewienia postaw patriotycznych. Najważniejszym przejawem działalności jest pielęgnowanie pamięci o bohaterskiej obronie Wizny 7 – 10 września 1939 roku przez żołnierzy SGO „Narew” pod dowództwem kpt. Władysława Raginisa. Stowarzyszenie zorganizowało we wrześniu 2008 roku uroczystość z okazji 69. rocznicy bitwy pod Wizną i 100. rocznicy urodzin kpt. Raginisa pod patronatem honorowym marszałka województwa podlaskiego oraz wystawę „Wizna i okolice w początkach wojny”. Gościliśmy także w Wiźnie szwedzką grupę Sabaton, której utwór „40:1” o bohaterskiej obronie Wizny bije rekordy popularności. Współpracowaliśmy przy produkcji oficjalnego teledysku do tego utworu. W tym roku współorganizujemy duże obchody 70. rocznicy bitwy pod Wizną, jakie mają się odbyć 6 września na Górze Strękowej k. Wizny, w miejscu śmierci kpt. Raginisa. Wystąpiliśmy do Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego o objęcie patronatem honorowym tych uroczystości. W programie obchodów przewidziano uroczystą mszę św. polową, apel poległych, wystawy oraz inscenizację bitwy pod Wizną z udziałem grup rekonstrukcyjnych. W godzinach wieczornych zaplanowany jest wielki koncert plenerowy „W hołdzie kpt. Raginisowi i obrońcom Wizny” z udziałem grupy Sabaton.Więcej informacji o stowarzyszeniu, bitwie pod Wizną i obchodach jej 70. rocznicy można znaleźć na naszej stronie internetowej: www.wizna1939.eu Dariusz Szymanowski, prezes zarządu[/ramka] [ramka][srodtytul] Dzięki fanowi heavymetalu z Polski...[/srodtytul] Obrona Wizny wyszła z cienia – co zadziwiające i nieco zawstydzające dla polskich historyków, dziennikarzy i twórców – dzięki utworowi szwedzkiej grupy heavymetalowej Sabaton sławiącemu męstwo polskich żołnierzy. Lider zespołu Joakim Brodén w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” opowiedział, jak powstała ta piosenka: „Polski fan przesłał nam kiedyś informację o bitwie pod Wizną. Kiedy przeczytaliśmy o czynach kapitana Władysława Raginisa i jego przyjaciół, była to dla nas tak nieprawdopodobna historia, że sądziliśmy najpierw, iż nie może być prawdziwa. Taka niesamowita odwaga, by 720 żołnierzy stawiało opór 42 tys. Niemców! Uznaliśmy natychmiast, że to najbardziej interesująca bitwa historii, i oczywiście napisaliśmy o tym piosenkę „40:1”[/ramka] [ramka][srodtytul] Sabaton „40:1”[/srodtytul] muzyka: Joakim Brodén tekst: Joakim Brodén / Pär Sundström przeł. Juliusz Żebrowski [i]„Chrzest w boju, jeden na czterdziestu Cisza przed burzą, a wnet rozkaz zabrzmi nam, że garstka nas pójdzie w ten bój, jak sam przeciw sforze psów. Dowództwa rozkaz brzmi tak: do walki o kraj! Z początkiem września ten cios, świat nie znał straszniejszych walk. Od ziemi tej wara dziś wam, polski żołnierz tu strzeże swych bram. Na czterdziestu jeden, i tak poślemy was w krwawy piach. Ref. Chrzest w boju, jeden na czterdziestu sercem Spartanie, śmierć i chwała, żołnierze Polski, męstwa to wzór, nie znają strachu – Wehrmacht to wie. Tak, 8 września to dzień, gdy Rzesza chce krwi. Mrowie moździerzy i dział, lecz nasze bunkry to moc. Dowódca śmiercią gardzi: „Kostucho, chodź!” Już blisko artylerii zgrzyt, ostrzału huragan i grzmot. Dalej, pokażcie, na co was stać, Tylko nie myślcie żywcem nas brać! Na czterdziestu jeden, i tak Poślemy was w krwawy piach. Ref. Chrzest w boju, jeden na czterdziestu (...)[/i] Utwór „40:1” ukazał się na płycie „The Art of War” wydanej w 2008 roku. Na stronie internetowej zespołu Sabaton ([link=http://www.sabaton.net" target="_blank]www.sabaton.net[/link]), a także m.in. na portalu youtube.com można obejrzeć oficjalny teledysk do tej piosenki zrealizowany przez Jacka Raginisa.[/ramka] Autor dziękuje Stowarzyszeniu „Wizna 1939” oraz Fundacji Polonia Militaris za pomoc w przygotowaniu zeszytu. Bogusław Kubisz, historyk, redaktor magazynu historycznego „Mówią wieki”
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA

REDAKCJA POLECA

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA