fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

W sądzie i urzędzie

Na pomoc bylejakości adwokatów i radców prawnych

ROL
Poprawne sformułowanie apelacji to elementarz każdego adwokata czy radcy prawnego – uważa Grzegorz Szacoń, sędzia Sądu Rejonowego w Szczecinie
Trybunał Konstytucyjny w wyroku z 20 maja tego roku orzekł, że art. 3701 kodeksu postępowania cywilnego jest niezgodny z konstytucją (P 18/07). Stwierdził w nim, że przepis ten jest nadmierną sankcją procesową i że wzywanie do usunięcia braków formalnych apelacji konieczne jest także wtedy, gdy sporządził ją adwokat lub radca prawny.
Nie znam ustnego uzasadnienia orzeczenia. Nie sposób jednak nie wskazać na dwa aspekty sprawy, które orzeczenie Trybunału czynią w opinii części sędziów praktyków mocno kontrowersyjnym.
Po pierwsze: sformułowanie środka zaskarżenia, jakim jest apelacja, to adwokackie i radcowskie abecadło. Jest treścią egzaminu pisemnego aplikantów. Pominięcie przez autora apelacji jej elementarnego składnika oznacza źle wykonaną przez prawnika pracę. Zazwyczaj uniemożliwia to poznanie przedmiotu i zakresu zaskarżenia (tak m.in. uchwała SN z 22 sierpnia 2007 r., sygn. III CZP 77/07).
Powstaje zatem pytanie: dlaczego pomagać bylejakości? Jak ma konkurować na rynku prawniczym młody adwokat czy radca, jeśli nie rzetelnością treści pism i starannością ich formy? Byłoby hipokryzją ukrywać, że są pełnomocnicy procesowi, którzy z różnorodnych przyczyn nie wkładają najwyższej staranności w dokonywane czynności.
Trybunał nie może w sposób wiarygodny z jednej strony orędować za otwarciem sfery usług prawniczych, a z drugiej likwidować to szczególne procesowe kryterium konkurencyjności na tym rynku.
Po drugie: odrzucona apelacja i negatywnie zakończony dla strony proces z powodu błędu adwokata może stanowić przesłankę jego odpowiedzialności odszkodowawczej wobec klienta. Nie ma w tym nic nadzwyczajnego, tak jak w typowym błędzie z zakresu pragmatyki zawodowej. Każdy pełnomocnik może popełnić błąd, ale też może się chronić przed jego skutkami, np. zawarciem umowy ubezpieczenia. Niezrozumiałe jest to, że sąd ma poprawiać podstawowe błędy pełnomocnika procesowego i chronić go przed tą najnormalniejszą sferą odpowiedzialności, której podlega każdy kwalifikowany, a nawet niekwalifikowany zawód. Przecież pełnomocnik procesowy wziął od klienta zapłatę nie za efektywność, a za poprawność swoich czynności.
Należy też pamiętać, że naprzeciw strony, której apelacja została odrzucona, jest jej przeciwnik, którego prawo do bezstronnego sądu obejmuje m.in. to, że nie będzie on pomagał w sferze procesowej stronie toczącej z nim spór. Zwłaszcza kiedy tenże przeciwnik swoją apelację złożył w sposób zgodny z art. 3701 k.p.c. Jeśli nagle okazuje się, że czytelna reguła procesowa, tworząca jednakową sytuację dla obydwu stron sporu, nie może konsekwencjami dotknąć tego, kto ją naruszył, to wydaje się, że niekonstytucyjna może być każda prekluzja dowodowa, np. ta z art. 207 § 3 k.p.c. Zadać wypada – może trochę dramatyzujące, ale nie bezzasadne pytanie – po co zatem w ogóle w kodeksie postępowania cywilnego normy określające terminy lub standardy wymogów formalnych?
Dla ogromnej większości polskich sędziów sądów powszechnych Trybunał Konstytucyjny jest podmiotem otoczonym niekłamanym autorytetem, którego orzeczenia stanowią źródło wiedzy, a co ważniejsze, źródło zasad i idei. Źle się stanie, jeśli – tak jak w omawianym wypadku – kierunek orzecznictwa Trybunału podążać będzie ku interesowi jednej grupy zawodowej.
W ostatnim okresie Trybunał doznał wielu nieusprawiedliwionych ataków z pozycji politycznych. Wytyczenie błędnej linii orzeczniczej może dostarczyć przeciwko obecnej formule działania Trybunału najgorszych, bo merytorycznych argumentów.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA