fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o prawie

Longchamps de Bérier o wyłączaniu się sędziów od orzekania

Fotorzepa, Marian Zubrzycki
Lepiej powierzyć rozstrzygnięcie komuś emocjonalnie i majątkowo bezstronnemu.

Byłoby niegodziwe, gdyby komuś przyznano uprawnienie do wydania wyroku we własnej sprawie". Tak uzasadniali postanowienie ustawowe, że „nikt nie powinien być sędzią dla siebie albo sobie ustalać prawa" rzymscy cesarze Walens, Gracjan i Walentynian w 376 r. Do ich konstytucji odsyłamy pytających o pochodzenie łacińskiego powiedzenia „nemo iudex in causa sua" – „nikt nie jest sędzią we własnej sprawie", choć już hadriański prawnik z II wieku po Chr. – Julian – pisał, że „niesprawiedliwym jest być komuś sędzią własnej sprawy".

Dziś powiedzenie „nemo iudex in propria causa" powołujemy jako wyraz oczekiwania, aby sędzia wyłączył się z orzekania w sprawach, w których mogłyby powstać wątpliwości co do jego bezstronności. Kwestia ma niejedną postać. Nasz Trybunał Konstytucyjny nie raz (wyroki SK 53/04, SK 6/07) zwracał uwagę na odmienną konstrukcję wyłączenia sędziego z powodu przesłanek bezwzględnych, odmienną z powodu przesłanek względnych. W pierwszym przypadku mówi się wręcz o iudex inhabilis – sędzi niezdolnym, który od orzekania jest wyłączony z mocy samej ustawy. W drugim przypadku iudex suspectus, a więc sędzia tylko podejrzewany o stronniczość, może zostać odsunięty jedynie na wyraźne żądanie jego samego lub na wniosek uczestnika postępowania. Wszystko w imię zabezpieczania interesu wymiaru sprawiedliwości jak w przypadku wyrażonym przez jurystę Pomponiusza, również w II w. po Chr., słowami: „nullus idoneus testis in re sua intellegitur" – „nikogo się nie uważa za wiarygodnego świadka we własnej sprawie". Nie chodzi tylko o sprawiedliwość czy słuszność, lecz i o względy praktyczne. W ocenie sporu, w który samemu jest się zaangażowanym, należy zachować daleko idącą ostrożność. Kwestia zatem nie sprowadza się do konkretnych rozwiązań prawnych. Idzie o znacznie więcej, co potwierdza życie.

Lekarz, najwybitniejszy wręcz specjalista, odstąpi od operowania bliskich. Choćby chciał i umiał najlepiej, ręka może mu zadrżeć nawet z wrażenia czy przejęcia. Chciał dobrze, ale w razie niepowodzenia, które normalnie przyjąłby jako zdarzenie nierzadkie na samym stole lub wynik powikłań pooperacyjnych, będzie musiał żyć ze świadomością, że coś złego stało się z jego osobistym udziałem. I może się nigdy nie uwolnić od pytań, co by było, gdyby na czas odstąpił. Podobny proces myślowy znany jest każdemu z doświadczenia. Rzadko zwracamy się o radę do drugiej osoby – myślę o momentach, w których naprawdę nie wiemy, jaką decyzję podjąć. Zazwyczaj jesteśmy przekonani, że wiemy lepiej; często ze zwykłej pychy. Od czasu do czasu wznosimy się ponad nią – gdy autentycznie nie wiadomo co począć. Rzucić wtedy monetą byłoby mało rozsądne, skoro możemy poprosić o wskazówkę kogoś o innej wrażliwości czy o odmiennym sposobie myślenia lub płci przeciwnej. Doskonale zdajemy sobie sprawę, że sami dobrze nie rozstrzygniemy własnych problemów, bo zbyt w kwestię jesteśmy zaangażowani, a w konsekwencji jednostronni. Poddać ją niezależnemu osądowi leży w naszym najlepiej pojmowanym interesie. Choćby się wydawało, że nie wypadnie on dla nas „korzystnie". Wszelako musimy brać pod uwagę i to, że nie zawsze mamy rację; co ujawni się np. w cudzym wyroku. Wydany przez niezaangażowanych może nie być doraźnie po naszej myśli. Jest wszelako ku naszemu pożytkowi, bo więcej się dowiemy o tym, jak nas lub naszą sprawę daję się postrzegać z zewnątrz. Mamy tedy w przypadku nemo iudex in causa sua do czynienia z ujawnieniem się stałej antropologicznej: ludzkiego oczekiwania bezstronności w postępowaniu, neutralności w procedurze dochodzenia do wyniku oraz człowieczego pragnienia poznania, a przynajmniej szczerego poszukiwania, prawdy w samym już rozwiązaniu.

W starożytnym Rzymie nemo iudex to silny argument na rzecz ograniczania samodzielnego i samowolnego dochodzenia praw, zwłaszcza samopomocy ofensywnej zwanej zaczepną. Z defensywnej, czyli obronnej, nie sposób zrezygnować. Ofensywną należy na wszelkie sposoby eliminować. Po pierwsze dlatego, że słabszemu trudno wygrać z silniejszym. Po drugie dlatego, że zaczepna pomoc własna będzie prowadzić do eskalacji przemocy, co zagraża porządkowi społecznemu i państwu. Z czasem uczestnicy kolejnych rozrób zapomną o ich powodach, a tylko wspominać będą sprawców razów, jakie otrzymali. I mogą poszukiwać zemsty. Po trzecie właśnie dlatego, że nikt dobrze nie spełni funkcji sędziego we własnej sprawie. Lepiej powierzyć rozstrzygnięcie komuś emocjonalnie i majątkowo bezstronnemu. Toteż cesarz Marek Aureliusz postanowił, że traci wierzytelności, kto w dochodzeniu spłaty długów ucieka się do samopomocy.

Autor jest profesorem nauk prawnych, kierownikiem Katedry Prawa Rzymskiego na Wydziale Prawa i Administracji UJ, wykłada na Wydziale Prawa i Administracji UW

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA