Opinie

Liniowy czyli uczciwy

Robert Gwiazdowski
Fotorzepa, Rob Robert Gardziński
W przeprowadzonych przez nas anonimowych badaniach bardzo wielu polskich przedsiębiorców oszukujących fiskusa zadeklarowało, że zrezygnuje z tego procederu po wprowadzeniu podatku liniowego – pisze prezes Centrum im. Adama Smitha
Pani Barbara Fedyszak-Radziejowska w artykule „Nie tylko o podatkach” napisała, że podatek progresywny cieszy się niezmiennym poparciem od lat. Obecnie popiera go 78 proc. Polaków. Podatku liniowego chciałoby tylko 16 proc..” Bolszewicy powiadali, że nieważne jak kto głosuje. Ważne kto liczy głosy. Parafrazując, można powiedzieć, że ważne jest, jak socjologowie zadają pytania ankietowanym.
Opinia „większości społeczeństwa” i poczucie sprawiedliwości tej większości często są przedstawiane jako argument na podtrzymanie tezy o wyższości progresywnego opodatkowania dochodów nad proporcjonalnym. Jednak konkluzja taka musi budzić zdumienie, i to co najmniej z kilku powodów. Po pierwsze, większość społeczeństwa nie zna się na ekonomii. Tak samo więc, jak nie można poddać pod rozstrzygnięcie większości zasad rachunku różniczkowego, tak samo nie należy uzależniać od opinii większości zasad ekonomii. Po drugie, należy wziąć pod uwagę, jeżeli już nie prawa mniejszości, to przynajmniej różne reakcje tejże mniejszości na progresję podatkową i rozważyć, jakie mogą być ich skutki dla całej gospodarki, a więc także dla biedniejszej większości. Po trzecie, zdecydowana większość społeczeństwa opowiada się za utrzymaniem kary śmierci, a mimo to została ona zniesiona. Nie zawsze więc politycy ulegają magii opinii większości. Stawka podatku liniowego 10 proc. mogłaby spowodować, że 97 proc. podatników oszukujących fiskusa zrezygnowałoby z tego procederu Po czwarte zaś, opinia większości jest dość podatna na manipulację. Większość może się opowiadać się za wysoką progresją podatkową, dopóki nie zdaje sobie sprawy, że podatki są przerzucalne i progresywnie opodatkowana mniejszość przerzuci znaczną część tego obciążenia na gorzej sytuowaną większość. I wreszcie, po piąte, nie dość, że argument „opinia większości” jest podważalny z wymienionych powyżej czterech względów, to jeszcze z sondażu przeprowadzonego przez CBOS w październiku 2000 roku na reprezentatywnej próbie 1048 osób wynikało, że 45 proc. badanych jest za wprowadzeniem podatku liniowego, 48 proc. jest przeciwnych, a 7 proc. nie ma wyrobionej na ten temat opinii. Trudno więc mówić o jakiejś zdecydowanej większości, zwłaszcza że 53 proc. zwolenników progresji podatkowej jest wśród rolników, którzy przecież podatku dochodowego na zasadach ogólnych w ogóle nie płacą i nie bardzo wiedzą, o czym mówią. Co ciekawe, z badania tego wynikało, że wyższe uznanie ma progresja podatkowa z ulgami wśród osób o relatywnie wyższych dochodach. Osoby uboższe wolałyby system z jedną stawką podatkową i bez ulg. Wśród osób deklarujących dochody powyżej 800 złotych miesięcznie odsetek zwolenników podatku liniowego wynosił 42 proc., podczas gdy wśród osób deklarujących dochody poniżej 275 złotych miesięcznie odsetek ten wynosił 54 proc. Najwyższy odsetek zwolenników podatku liniowego (57 proc.) był wśród robotników niewykwalifikowanych i wśród kadry kierowniczej i inteligencji (55 proc.). Gnębieni przez poborców podatkowych chłopi pańszczyźniani chwytali za kosy i widły. Współcześni podatnicy zakładają rachunki w Liechtensteinie Z przeprowadzonych w tym samym mniej więcej czasie badań Demoskopu na reprezentatywnej próbie 968 osób wynikało, że 23 proc. badanych „zdecydowanie” opowiedziało się za reformą przedstawioną w białej księdze podatkowej, a 35 proc. było „raczej za”. Wprawdzie jednocześnie 56 proc. badanych stwierdziło, że system progresywny jest bardziej sprawiedliwy i tylko 30 proc. uznało za bardziej sprawiedliwy podatek liniowy, ale za to zdecydowana większość uznała większą efektywność podatku liniowego. Szczególnie ciekawie wypadły badania przeprowadzone przez Estymator w kwietniu 2003 roku na ogólnopolskiej, reprezentatywnej próbie 1000 osób. 95,6 proc. respondentów uznało, że podatki w Polsce są za wysokie (aż 51,5 proc., że zdecydowanie za wysokie). Patrz Wykres 1 Co prawda na pytanie bezpośrednie, jaki system podatkowy jest najwłaściwszy: progresywny, proporcjonalny czy pogłówny jeszcze 49,3 proc. respondentów odpowiedziało, że progresywny, a 41,9 proc., że proporcjonalny. Patrz Wykres 2 Ale na pytanie, o ile powinna być większa kwota podatku przy dwa razy wyższych dochodach, aż 72,3 proc. (sic!!!) respondentów odpowiedziało, że dwukrotnie, a tylko 1,4 proc., że trzykrotnie wyższa. 26,2 proc. respondentów uznało zaś, że powinna być ona taka sama (!!!!). Patrz Wykres 3 Na pytanie, o ile powinna być większa kwota podatku przy trzy razy wyższych dochodach, 55,8 proc. respondentów odpowiedziało, że trzykrotnie, 14,9 proc., że dwukrotnie i tylko 1,4 proc., że czterokrotnie. 17,2 proc. respondentów uznało, że powinna to być kwota taka sama. Oznacza to, że pośrednio zdecydowana większość społeczeństwa opowiada się za proporcjonalnością opodatkowania. Patrz Wykres 4 „Czy istnieją zatem jakiekolwiek obiektywne definicje lub standardy, które moglibyśmy wykorzystać, aby dokonać wyboru między systemami podatkowymi? Czy oświadczenie jednej osoby, co jest sprawiedliwe, a co nie, jest tak samo ważne jak oświadczenie kogoś innego?” – zastanawiają się Hall i Rabushka. „Trudno sobie jednak wyobrazić – piszą ci sami autorzy – żeby jakakolwiek rozsądna osoba nazwała sprawiedliwym system niezrozumiały, wymagający profesjonalnych konsultacji, który kosztuje podatników i gospodarkę setki miliardów, traktuje podatników o podobnych dochodach w radykalnie różny sposób i stawia podatników w niekorzystnym położeniu w stosunku do urzędów skarbowych”. A takie właśnie są realia współczesnych systemów podatkowych. Rozważając słownikowe definicje pojęcia „sprawiedliwy”, na liście synonimów dla „sprawiedliwości” Hall i Rabushka znaleźli: właściwy, słuszny, bezstronny, nieuprzedzony, godziwy, obiektywny, nietendencyjny, obojętny. „Nie jesteśmy w stanie znaleźć w etymologii czy znaczeniu któregokolwiek z tych słów niczego, co by stwierdzało lub implikowało, że liniowy system opodatkowania jest niesprawiedliwy ani że wielostopniowa struktura jest bardziej sprawiedliwa niż jednolita stawka. Wręcz przeciwnie, jesteśmy przekonani, że znaczenie słów «równy, uczciwy, jednakowy», trzymając się zasad logiki, bardziej pasuje do podatku liniowego niż wielostopniowy system podatkowy, który dyskryminuje różne klasy podatników” – konkludują Hall i Rabushka. Jeżeli dwie osoby uzyskują taki sam dochód, można byłoby się spodziewać, zgodnie z zasadą słuszności, że zapłacą taki sam podatek, aczkolwiek ta sama zasada słuszności mogłaby lec u podstaw zmniejszenia obciążeń podatkowych rodziny, która na przykład „poniosła wysokie wydatki medyczne lub dotkliwe straty w wyniku burzy (...) w porównaniu z drugą rodziną, która nie miała żadnych nadzwyczajnych wydatków”. W niepublikowanych badaniach przeprowadzonych wiele lat temu przez Centrum Adama Smitha bardzo znaczący odsetek polskich przedsiębiorców, którzy w anonimowych ankietach przyznali się do oszukiwania fiskusa, zadeklarował rezygnację z tego procederu po wprowadzeniu podatku liniowego. 38 proc. ankietowanych zapowiedziało, że uczciwie będzie płacić podatek liniowy już przy stawce 20 proc.. 34 proc. stwierdziło, że postąpiłoby tak dopiero przy stawce 15 proc., a 25 proc. było skłonnych zostać uczciwymi podatnikami dopiero przy wprowadzeniu stawki 10proc. Tak więc stawka podatkowa 10 proc. mogłaby spowodować, że 97 proc. podatników oszukujących fiskusa zrezygnowałoby z tego procederu. Badania te nie mogą być uznane za miarodajne z uwagi na zastosowane metody badawcze, ale dobitnie pokazują, że istnieje jakiś poziom opodatkowania, który podatnicy uznają za dopuszczalny i zarazem opłacalny. Unikanie podatków, w odróżnieniu od nielegalnego uchylania się od opodatkowania, jest bowiem dość kosztowne. Istnieje zatem pewien poziom kosztów (tak można określić podatki), który podatnicy są gotowi zaaprobować dla uniknięcia ryzyka wpadki przy okazji kontroli skarbowej. Można założyć, że zwiększenie tego ryzyka po usprawnieniu procedur kontrolnych (co powinno nastąpić po wprowadzeniu podatku liniowego) skutkowałoby zwiększeniem liczby osób skłonnych zapłacić ten podatek, nawet przy stawce wyższej niż 10 proc. czy 15 proc., dla świętego spokoju. Zaobserwowaliśmy to w roku 2004, gdy wprowadzono podatek liniowy dla przedsiębiorców w wysokości 19 proc, ale bez możliwości korzystania z ulg. Z danych statystycznych Ministerstwa Finansów wynikało, że taka forma opodatkowania będzie korzystna dla około 100 tys. podatników. Wybrało ją wówczas 200 tys. podatników!!! I to jest prawdziwa skala rozmiarów szarej strefy (100 proc.) wynikającej z nieakceptowanego poziomu opodatkowania. Gnębieni przez poborców podatkowych chłopi pańszczyźniani chwytali za kosy i widły. Współcześni podatnicy zakładają rachunki w Liechtensteinie. Argumenty, że mamy do czynienia z nadmiernym rozwarstwieniem dochodów, które ma jeszcze zostać spotęgowane przez podatek liniowy, a czemu zapobiega, rzekomo, progresja podatkowa, można zbić, wskazując wiele sposobów optymalizacji podatkowej, która powoduje, że efektywna stawka opodatkowania bywa niewspółmiernie niższa od nominalnej, ale tylko dla tych, których stać na taką optymalizację. Aby móc zastosować któreś z rozwiązań proponowanych przez wyspecjalizowane instytucje finansowe, należy zakumulować odpowiednio wysoki kapitał. Czy najbogatsi Polacy z listy „Wprost”, czy „Forbesa” stają w pierwszym szeregu walki o podatek liniowy? Nie! Oni po prostu nie płacą podatków dochodowych w Polsce według skali progresywnej. Te rodzaje dochodów, które uzyskują, są albo w ogóle zwolnione z opodatkowania jak transakcje giełdowe (sic!), albo są opodatkowane stawką liniową. Nie jest zatem prawdą, że dzięki progresji następuje spłaszczenie dochodów netto. Ci naprawdę najbogatsi mają wiele sposobów legalnego zmniejszenia nominalnych obciążeń podatkowych i z nich skwapliwie korzystają. Dlatego najbardziej zmniejszenia obciążeń podatkowych wyczekiwali, jak kania dżdżu, przedstawiciele raczkującej klasy średniej, która na skutek skali progresji wprowadzonej w roku 1992 nie była w stanie dokonać legalnej akumulacji kapitału. Autor jest doktorem nauk prawnych, prezesem Centrum Adama Smitha, autorem książki „Podatek progresywny a proporcjonalny. Doktrynalne przesłanki, praktyczne konsekwencje.”
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL