fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Adwokaci

Przedstawiciel ORA w Warszawie o składkach i dietach stołecznych adwokatów

O narastającej wśród członków samorządu frustracji opowiada stołeczny adwokat Sławomir Zdunek, który przeforsował obniżenie składki z 235 do 120 zł i odebranie diet członkom władz warszawskiej palestry, w rozmowie z Katarzyną Borowską.
Rz: Stanął pan na czele buntu?
Sławomir Zdunek: Absolutnie nie. Raczej na „froncie wyzwolenia".
Przeforsował pan uchwałę obniżającą składki warszawskich adwokatów o połowę ?i likwidującą diety – wbrew stanowisku władz samorządu. Niektórzy wspominają nawet ?o dymisji...
To nie jest żaden bunt, tylko dążenie ?do zmian. Próbowaliśmy rozmawiać z władzami samorządu, ale bez rezultatu.
Przygotowana przez pana uchwała wprowadza jednak rewolucyjne zmiany.
Nasza propozycja nie jest żadną rewolucją ani trzęsieniem ziemi. Przyjęto uchwałę obniżającą składki z 235 zł do 120 zł. Była bardziej radykalna propozycja: obniżenia ?do 78 zł, jak jest u radców prawnych. Nie ta jednak zyskała akceptację, tylko moja. ?To wskazuje, że wcale nie było bezrefleksyjnego głosowania – byle obciąć jak najbardziej, co niektórzy nam zarzucali.
Dziekan twierdzi, że budżet jest zagrożony. Mówi, że samorząd musi wykonywać zadania związane m.in. ze szkoleniem aplikantów.
Budżetu na szkolenie aplikantów nie naruszyliśmy. Wprost przeciwnie, dzięki naszej uchwale likwidującej diety w puli środków na ich szkolenie pozostanie około 750 tys. zł.
Budżet izby to jednak nie tylko szkolenie aplikantów...
To, że członkowie Okręgowej Rady Adwokackiej wymyślili sobie jakieś wydatki, nie znaczy, że muszą być realizowane. Komisja kultury, sportu i turystyki miała ?np. budżet 339,5 tys. zł.
Nie warto wydawać tyle na integrację?
Byłem kiedyś na jednym z takich wieczorków integracyjnych. Odbywał się w sali na ok. 80–90 osób. Trudno tu mówić o jakiejś integracji, chociaż doceniam niektóre inicjatywy kulturalne przewodniczącej komisji. Niektórzy koledzy podnieśli larum, że odbieramy im możliwość integracji podczas gry w siatkówkę czy piłkę nożną. ?Przepraszam bardzo, mam kolegów, którzy nie są adwokatami, spotykają się co tydzień i grają w siatkówkę. Płacą 50 zł od osoby. Ci adwokaci, którzy się do tej pory spotykali, mogą to robić bez finansowania przez radę. ?Sądzę, że adwokata stać na zapłacenie 50 zł. Nie musi środków na takie rozrywki pozyskiwać z puli pochodzącej ze składek. Skupmy się na naszych podstawowych zadaniach. Dla coraz większej liczby naszych kolegów samorząd staje się bowiem kulą u nogi.
Jakich adwokatów ma pan na myśli?
Tak zwanych szeregowych, do których zresztą sam się zaliczam. Coraz częściej się słyszy, że samorząd nie jest właściwie ?do niczego potrzebny. Ja nie podzielam tej opinii, ale frustracja narasta, zwłaszcza wśród młodych kolegów.
Czyli żadne wydatki, poza tymi, które wynikają z ustawowych obowiązków samorządu, nie są potrzebne?
Tego nie powiedziałem. Poza dietami nie naruszyliśmy znacząco żadnych budżetów. Można wydawać, także na integrację, ?ale rozsądnie. Jest np. pula na inicjatywy adwokackie. Każdy może przyjść ?i zaproponować projekt i jeśli będzie rozsądny, to pieniądze otrzyma. Ważne jest, aby inicjatywa wzbudziła zainteresowanie znacznej części środowiska.
A co z dietami? Od kiedy zostaną zabrane?
Moim zdaniem ci, którzy je pobrali w tym roku, powinni je zwrócić. ?Nie było bowiem uchwały budżetowej zaakceptowanej przez zgromadzenie izby, która by na takie wydatki pozwalała. Działano na podstawie projektu. To członkowie rady sami sobie przyznali diety. Brakuje podstawy prawnej do ich wypłacenia. I to dotyczy całego roku.
Czyli wszyscy członkowie ORA, adwokaci działający w poszczególnych komisjach, będą pracować za darmo?
Tak. To działalność społeczna. Kwoty, które otrzymywali, nazywane są dietami, ale głównie z powodów podatkowych. Dieta to jakaś rekompensata, zwrot kosztów np. dojazdu. ?A tu po prostu mówimy o regularnych wynagrodzeniach. Dziekan otrzymywał ?około 15 tys. zł  miesięcznie, przewodniczący niektórych komisji – kilka tysięcy.
Nie należy im się żadne wynagrodzenie za to, co robią?
Wbrew temu, co mówią, ich aktywność nie polega na kilkugodzinnej pracy każdego dnia. Nie oszukujmy się – uprawnienia okręgowych rad adwokackich nie są bardzo rozbudowane. Dotyczą przede wszystkim wpisywania czy skreślania adwokatów z listy. Działalność samorządowa wymaga pewnego poświęcenia, trzeba się liczyć ze stratą pewnej części zarobków. Bo oczywiście zabiera to trochę czasu. Ale nie oszukujmy się, z pełnieniem tej funkcji wiąże się też duży prestiż.
I ten prestiż wystarczy za wynagrodzenie?
Moim zdaniem tak. On przecież poprawia także pozycję zawodową adwokata. Pamiętam, że podczas aplikacji moja patronka skierowała klienta do mec. Czesława Jaworskiego. Kiedy spytał, czy to dobry adwokat, odpowiedziała: „najlepszy, przecież został wybrany na prezesa Naczelnej Rady Adwokackiej". Ciągle w wielu kręgach panuje przekonanie, że funkcja ?w samorządzie przekłada się na pozycję samego adwokata. Jeśli obecni członkowie naszych władz nie będą chcieli pracować ?bez wynagrodzenia – mogą odejść.
Takie głosy już się słyszy...
Zobaczymy więc, co się wydarzy.
To oni jednak zostali wybrani dziewięć miesięcy temu w demokratycznych wyborach przez zgromadzenie adwokatów. Co się teraz stało? Czy to inni adwokaci przyszli na zgromadzenie wyborcze, a inni na to, podczas którego przegłosowano obniżkę składek?
Ja też w drugiej turze wyborów głosowałem na kolegę Pawła Rybińskiego. ?W pierwszej – oczywiście na mec. Nogala, działaliśmy wówczas razem w  inicjatywie „Adwokatura silna, nowoczesna, solidarna". W drugiej turze oddałem głos na obecnego dziekana. Dziś wydaje mi się, że mogłem popełnić błąd.
Pana jednak koledzy nie wybrali, a kandydował pan do okręgowej rady adwokackiej. W walce o stanowisko dziekana porażkę poniósł także mec. Nogal.
To prawda. Koledzy nie zgadzali się wtedy z naszymi poglądami, propozycjami. Wówczas także proponowaliśmy cięcia diet, ale nie ich zupełną likwidację, tylko zmniejszenie o połowę. Nasz wynik był fatalny, to prawda. Moim zdaniem jednak nadal trzeba mówić głośno o tym, że funkcjonowanie rady wymaga zmian, zwłaszcza w finansowaniu. Problem w tym, ?że podczas ostatnich wyborów była bardzo duża konkurencja, z różnych powodów. Kusiły też diety. Przychody adwokatów ?z roku na rok spadają, było powszechnie wiadomo, że z funkcjami w samorządzie wiążą się duże uposażenia.
Większość kandydowała z tego powodu?
Sądzę, że ok. 60–80 proc.
Chyba narazi się pan kolegom, mówiąc takie rzeczy...
Już dziś wiele osób jest na mnie ,,śmiertelnie" obrażonych. Niektórzy nie podają mi nawet ręki. Niektórzy przed wrześniowymi wyborami porównywali nas nawet do Samoobrony.
Tak o panach mówią?
Dziś już chyba nie. Ale pojawiają się różne inne porównania. Nie tylko negatywne. Na Facebooku pojawiło się hasło – jastrzębie z KAS przeciwko gołębiom z ORA. KAS to Koło Adwokatów Sądowych, z którego wywodzi się nasza inicjatywa. Wiem, że wielu osobom nie podobają się nasze pomysły. Dziekan straszył nawet postępowaniami dyscyplinarnymi.
I cały ten bój o obniżenie składki adwokackiej ?o 100 zł. Czy adwokatów rzeczywiście już dziś nie stać na płacenie ok. 200 zł miesięcznie?
Myślę, że stać. Ale chodzi o to, że to nie jest konieczne do prawidłowego funkcjonowania samorządu. Co roku do kasy izby wpływa około 12 mln zł. Nie widać jednak, żeby za te pieniądze dużo robiono. W wielu kwestiach jesteśmy daleko za samorządem radców prawnych, np. jeśli chodzi o informatyzację, nowe technologie, system szkolenia. A w tym samorządzie składka wynosi przecież 100 zł. W całym kraju – już z ubezpieczeniem odpowiedzialności cywilnej.
Straszy pan, że jeśli w adwokaturze nic się nie zmieni, to za rok, gdy radcy prawni będą mieli uprawnienia do występowania w roli obrońców w sprawach karnych, wiele osób ucieknie do tego samorządu. Rzeczywiście, widzi pan takie realne zagrożenie?
Teraz, gdy obniżyliśmy składkę, może już nie. Ale wcześniej ja sam się zastanawiałem, czy nie wpisać się na listę radców prawnych. Dodatkowe obciążenia wysoką składką nie są bez znaczenia, gdy na rynku jest coraz trudniej. Gdy ja zaczynałem, na aplikacji było 35 osób. Dziś to totalna masówka. Co roku przybywa kilka tysięcy adwokatów.
Chciałby pan ograniczenia napływu młodych?
Na aplikację powinni dostawać się ci, którzy reprezentują pewien poziom wiedzy. Dziś egzamin wstępny jest często bardzo łatwy, co może nie gwarantować odpowiedniego poziomu przyszłych adwokatów. Oczywiście to utrudnienie wpływałoby na pewne ograniczenie liczby przyjętych. Nie jestem jednak za wprowadzaniem limitów, tylko za podniesieniem progu wymaganej wiedzy.
Czy tu sam samorząd nie może po prostu zadbać o odpowiednie wykształcenie przyszłych adwokatów?
Oczywiście, jest tu też sporo do zrobienia. Docierają do nas głosy, że wielu aplikantów nie jest zadowolonych z poziomu szkolenia. Płacą za aplikację niemałe kwoty. Wykładowcy otrzymują 500 zł za godzinę. ?To nie są małe pieniądze i można im stawiać naprawdę duże wymagania.
Czy oprócz obniżenia składki ma pan jakieś inne pomysły na poprawę losu adwokatów?
Rynek jest coraz trudniejszy i nie widzę cudownej recepty. Każdy musi ciężką pracą walczyć o pozycję. Oczywiście są drobne rzeczy, w których samorząd mógłby ulżyć ?– zwłaszcza młodym adwokatom. Ja na początku drogi zawodowej korzystałem bardzo często z adwokackiej biblioteki. Monografie, komentarze są bowiem bardzo drogie. Została jednak spakowana do pudeł. Nie wiadomo dziś, co się z nią dzieje. Są także pomysły, by wspólnie wynegocjować korzystne ceny za dostęp do internetowych serwisów prawnych. Można by też, wzorem warszawskich radców prawnych, udostępnić młodym adwokatom pomieszczenia, w których mogliby np. spotykać się z klientami.
Czy spodziewa się pan, że w innych miastach też może dojść do takich oddolnych akcji obniżania składek?
W niektórych izbach proponują to same rady. Nie zawsze są to zmiany kosmetyczne. W Poznaniu np. obniżono składkę z 226 zł ?do 165 zł. Przy o wiele mniejszej liczbie adwokatów niż w Warszawie to poważna zmiana. Niewykluczone, że sami członkowie samorządu będą proponowali poważne obniżki. Coraz więcej młodych adwokatów jest sfrustrowanych sytuacją. Mają konkretne oczekiwania wobec władz palestry.
A co z wynagrodzeniami w Naczelnej Radzie Adwokackiej? Czy też powinny zostać zlikwidowane?
Uważam, że nie. Prezes Naczelnej Rady Adwokackiej to jednak znacznie poważniejsza funkcja niż dziekan ORA. Reprezentuje adwokaturę podczas prac legislacyjnych, rozmów z ministerstwem, władzami sądowniczymi. Powinien dostawać wynagrodzenie. Tym bardziej że np. obecny prezes musi przyjeżdżać do Warszawy z Gdańska. Otrzymuje 9600 zł. To adekwatna kwota. Przypominam, że nasz dziekan do niedawna pobierał ok. 15 tys. zł.
Czy jeśli dojdzie do wcześniejszych wyborów ?w warszawskiej ORA, co chyba ciągle jeszcze nie jest wykluczone, będzie pan kandydował?
Chyba nie miałbym wyjścia, skoro deklaruję, że mogę pracować dla samorządu bez dodatkowych profitów pieniężnych.
Na stanowisko dziekana?
Jeśli mój projekt uchwały budżetowej uzyskał akceptację, to może mógłbym ubiegać się o funkcję skarbnika.
Czyli wyklucza pan start na stanowisko dziekana?
Nie. Najpierw musiałbym się zorientować, czy mam realne poparcie. W ostatnich wyborach nasza grupa poniosła porażkę, ?nie chciałbym tego powtarzać. To, że było poparcie dla mojego projektu uchwały finansowej, nie znaczy od razu, że ja miałbym szanse w takich wyborach.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA