fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Dokument z Lizbony ma ograniczyć możliwość używania weta

Traktat usprawniłby funkcjonowanie Unii. Powinien obowiązywać od początku 2009 roku
Do tej pory najpoważniejszą przeszkodą wydawało się referendum w Irlandii – jedynym państwie, które musi przyjąć unijny traktat w drodze głosowania powszechnego. Wszystkie pozostałe zdecydowały się na ratyfikację w parlamentach narodowych.
Traktat zwiększa o ponad 40 liczbę dziedzin, w których decyzje podejmowane będą większością głosów. Faktycznie w wielu przypadkach są to jednak mało ważne decyzje, na przykład dotyczące sposobów zbierania statystyk dla unijnego biura Eurostat. Najważniejsze zmiany dotyczą wymiaru sprawiedliwości i spraw wewnętrznych. Nie będzie już jednomyślności w decyzjach dotyczących współpracy policyjnej i sądowej w sprawach kryminalnych. Polska nigdy nie kwestionowała tej zmiany. Tylko Wielka Brytania zastrzegła sobie wyjątek: dołączy w tych dziedzinach, które sama wybierze. Generalnie w UE znaczna część decyzji już jest podejmowana większością głosów. Dotyczy to przede wszystkim gospodarki. Tylko w podatkach zachowane jest prawo weta. Z dziedziny politycznej jednomyślność jest utrzymana w sprawach zagranicznych. Z kolei sprawy moralności i obyczajowości w ogóle nie leżą w kompetencjach UE.
Zniesiona zostanie względnie korzystna dla Polski metoda obliczania głosów z traktatu nicejskiego. Nasz kraj ma obecnie 27 głosów z 345 ogółem, tyle samo co Hiszpania i tylko o dwa mniej niż największe państwa UE – Niemcy, Wielka Brytania, Francja i Włochy. W nowym traktacie będzie obowiązywała zasada podwójnej większości, która ma utrudnić blokowanie wspólnych inicjatyw. A więc decyzja w głosowaniu większościowym zapadnie, gdy opowie się za nią 55 proc. państw zamieszkanych przez 65 proc. ludności. W pełni ta zasada zacznie obowiązywać po 1 kwietnia 2017 roku. Dołączono do niej, na wniosek Polski, tzw. mechanizm z Joaniny. Pozwala on mniejszości państw wnioskować o odłożenie niekorzystnej dla nich decyzji na rozsądny czas. Unia przejęła się słynnym powiedzeniem Henry’ego Kissingera, który pytał, pod jaki numer telefonu ma dzwonić, gdy chce rozmawiać z Europą. I tworzy nowe stanowisko przewodniczącego Rady UE, nazywanego potocznie prezydentem Unii. Kompetencje nie są na razie wielkie, ale – zdaniem ekspertów – prawdziwa siła nowego przewodniczącego będzie zależała od tego, kto nim zostanie. Traktat tworzy także stanowisko ministra spraw zagranicznych UE, choć nazywa go przedstawicielem ds. polityki zagranicznej. Osoba ta będzie jednocześnie w Radzie UE, a także – na stanowisku wiceprzewodniczącego – w Komisji Europejskiej. Będzie miała do dyspozycji nowo tworzony unijny korpus dyplomatyczny. Traktat ogranicza też liczbę komisarzy. Obecnie jest ich 27 – po jednym z każdego kraju. Od 2014 roku ten przywilej przypadnie tylko 2/3 państw wybranym na zasadzie rotacyjnej.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA