fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Spór o in vitro

Kiedy zaczyna się człowiek

123RF
Prawo, które chroni życie ludzkie od poczęcia, opiera się na wiedzy naukowej, a nie na religijnych przekonaniach. Żeby być człowiekiem, trzeba po prostu zaistnieć – pisze genetyk Andrzej Paszewski.

Jesteśmy dziś świadkami kolejnej fazy sporów o kształt prawa dotyczącego aborcji i in vitro – sporów określanych jako światopoglądowe. Często jednak nie towarzyszy temu świadomość, czego tak naprawdę dany spór dotyczy.

Światopogląd, najogólniej mówiąc, to sposób, w jaki postrzegamy rzeczywistość. Nie wszyscy zdają sobie jednak sprawę, że składają się nań dwa podstawowe elementy: wiedza i przekonania. Wiedza jest intersubiektywna – może być błędna, a jeśli tak, to zastąpiona wiedzą skorygowaną, o czym świadczy rozwój nauki. Przekonania natomiast mają charakter absolutny – nie podlegają kryteriom prawdy i fałszu, stąd nie można udowadniać ich prawdziwości lub fałszywości. Udział tych dwóch elementów i ich wzajemne relacje w konkretnych sporach światopoglądowych mogą się zmieniać. Nierzadko jednak wiedza i przekonania są po prostu mylone.

Tak na przykład długotrwały spór światopoglądowy wokół sformułowanej przez Karola Darwina teorii ewolucji przedstawiany był często jako spór między światopoglądami „naukowym" i „religijnym". Teoria ewolucji była szokiem zarówno dla ludzi religijnych, jak i niereligijnych, ponieważ zaprzeczała wiedzy jednych i drugich o stałości przyrody, czyli wiedzy opartej na codziennych obserwacjach otoczenia i popartej naukowymi opisami rządzących przyrodą praw. Co ich różniło, to w uproszczeniu, przekonanie pierwszych, że świat został stworzony przez Boga i miał początek, oraz drugich, że istniał wiecznie.

Pytanie o status ontyczny

W miarę postępu badań naukowych stawało się oczywiste, że wiedza o stałości świata była wiedzą błędną. Na fakt ewolucji wskazywały już nie tylko odkrycia paleontologiczne, ale także różne dziedziny biologii, przede wszystkim genetyka, która dodatkowo wyjaśniała jej mechanizmy. Teoria ewolucji była przez długi czas nie do przyjęcia przez Kościół, głównie ze względu na przedstawiane w niej pochodzenie człowieka „od małpy". Kościół przyjmował Księgę Rodzaju za opis historycznych wydarzeń, przez co, chcąc nie chcąc, włączał błędną wiedzę w obszar przekonań na równi z tym, że człowiek ma duszę i oczekuje zbawienia. Główne dzieło Karola Darwina „O pochodzeniu gatunków", wydane w 1859 roku, było na kościelnym indeksie do roku 1937! Teoria ewolucji pobudziła jednak teologów do refleksji i doszli oni do wniosku, że Objawienie mówi tylko, iż przyczyną powstania wszechświata jest Bóg, natomiast nie mówi nic o mechanizmach nim rządzących. Te lepiej lub gorzej opisuje nauka.

Boje o aborcję i in vitro wpisują się w inny ważny konflikt, również przedstawiany jako światopoglądowy, a dotyczący statusu ontycznego człowieka w okresie prenatalnym. Jest to jeden z zasadniczych sporów w ramach toczonej od kilkudziesięciu lat debaty bioetycznej. Ponieważ żyjemy w kraju, w którym zabicie człowieka jest przestępstwem kryminalnym, zgoda na aborcję (zwłaszcza tę „na życzenie") czy na tworzenie nadliczbowych embrionów, z których duża część ulega w końcu zniszczeniu, wymaga przyjęcia, że embrion czy płód ludzki nie jest człowiekiem. Stanowisko takie implikuje pytanie: kiedy zaczyna się człowiek? Odpowiedź na nie znajdujemy zaś w obszarze wiedzy.

Otóż od bardzo wielu lat dokładnie wiadomo, kiedy człowiek zaczyna swój indywidualny byt. Momentem tym jest połączenie ludzkich komórek rozrodczych, czyli gdy powstaje zygota, z której w sposób ciągły rozwija się organizm człowieka według własnego programu genetycznego, zaopatrywany przez matkę w materiały budulcowe i energetyczne poprzez pępowinę, a po urodzeniu z gruczołu mlecznego, by wreszcie później pobierać je z otoczenia. Biologia nie daje podstaw do podziału tego rozwoju na fazy przedludzką i ludzką – nie jest w stanie wskazać wydarzenia, zasady lub kryterium pozwalającego orzec, że embrion czy płód jest czymś innym niż jedną i tą samą istotą ludzką, której pojawienie się stanowi początek osobowej historii człowieka. Wszystkie biologiczne cechy ludzkie przejawiają się w czasie rozwoju, a nie są nabywane.

Propozycje niewiele warte

Tak więc, jeśli ktoś ma kłopot z odpowiedzią na pytanie, kiedy powstaje człowiek, niech uzupełni swoją wiedzę, bo o nią tu chodzi – wiedzę, która w tej sprawie ma taki sam stopień pewności jak to, że Ziemia jest okrągła. Dla ludzi wierzących przesłanki religijne mają też duże znaczenie, ale jest często spotykanym intelektualnym nadużyciem wmawianie im, że opowiadając się za statusem embrionu czy płodu jako człowieka, kierują się oni wyłącznie tymi przesłankami. Istnieje spora grupa osób niewierzących, które także przyjmują ten status – z przyczyn oczywistych.

Przyznanie człowieczeństwa embrionowi lub płodowi jest dla wielu dyskutantów bardzo niewygodne, dlatego przerzucają oni ten problem ze sfery wiedzy do sfery przekonań, posługując się przy tym opisowymi definicjami człowieka. Ponieważ nauka nie dostarcza ku temu odpowiednich kryteriów, zwolennicy takiego podejścia muszą przedstawiać określony zespół cech, oczywiście biologicznych, które trzeba posiadać, aby być człowiekiem. Dokonanie takiego wyboru musi być z konieczności arbitralne. Stąd osoby świadome tego faktu pytane o to, kiedy zaczyna się człowiek, często odpowiadają wymijająco: w tej sprawie są różne poglądy. Rzeczywiście mamy tu wiele propozycji, z których każda jest równie dobra, a więc niewiele warta, ze wszystkimi tego konsekwencjami. Dobrze ilustruje to opublikowana na łamach „Plusa Minusa" rozmowa sprzed półtora roku Roberta Mazurka z ówczesnym posłem Twojego Ruchu Andrzejem Rozenkiem. Oto jej fragment:

„R.M.: Wyszliście [podczas debaty sejmowej nad obywatelskim projektem ustawy zakazującej aborcji z powodu wad genetycznych płodu], gdy przemawiała Kaja Godek.

A.R.: Wyszliśmy, gdy mówiła o zabijaniu dzieci. Nikt nie zabija dzieci.

R.M.: Tylko zabija się płody?

A.R.: To jest aborcja.

R.M.: Ale po jej dokonaniu owo dziecko czy też płód, jak pan woli, jest żywe?

A.R.: Żeby być żywym, to trzeba się urodzić.

R.M: Słucham?! To płód jest martwy?

A.R. Jest żywy, ale do pewnego momentu stanowi część ciała matki. To naukowo stwierdzone.

R.M.: Tak, a do którego momentu to część ciała matki?

A.R.: Niech pan popyta naukowców. Powtórzę: to nie jest żadne zabijanie dzieci, ale aborcja, przerwanie ciąży".

Skoro, jak wynika z wywiadu, salę opuścił cały klub parlamentarny partii, do której należał poseł Rozenek, należy sądzić, że wszyscy jej członkowie podzielali pogląd wyrażony w powyższym bełkocie.

Jeśli zgodzimy się na opisowe definiowanie człowieka, wchodzimy na bardzo niebezpieczny grunt i nigdy nie wiadomo, czym się to może skończyć – jak wykazała nie tak dawna historia. Przecież w Niemczech hitlerowskich zabijanie człowieka nie przestało być przestępstwem, jedynie określona grupa etniczna została wyjęta spod definicji człowieka. Eksterminacja Żydów była traktowana jako coś w rodzaju deratyzacji. Żeby zaspokoić postulaty metodologiczne uczestników życia publicznego, którzy wysuwają takie same argumenty jak poseł Rozenek, przypomnę, że wszystko to miało, a jakże, uzasadnienie „naukowe".

Warto przywołać tu fragment artykułu ks. Stanisława Musiała pod znamiennym tytułem „Walka o definicję człowieka": „Dr H. Gauch w pracy »Neue Grundlagen der Rassenforschung« (»Nowe podstawy nauki o rasach«, Lipsk 1933), uznanej wtedy za podstawowe dzieło dotyczące niemieckiej kwestii rasowej, pisze: „Człowiek nienordycki zajmuje miejsce pośrednie miedzy człowiekiem a zwierzętami, wpierw małpami człekokształtnymi. Nie jest w ogóle doskonałym człowiekiem, ba – on w ogóle nie jest człowiekiem, jeśli brać człowieka jako przeciwieństwo do zwierzęcia. Jest tylko formą przejściową do zwierzęcia, stopniem pośrednim. Najlepiej i najtrafniej nazwał go Stoddard, a mianowicie jest »Untermenschem«". Jak wiemy, tego typu argumenty przekonały miliony ludzi, bądźmy więc ostrożni z próbami opisowego definiowania człowieka.

Sytuacje dramatyczne

Z powyższych uwag wynika, że prawo, które chroni życie ludzkie od poczęcia, jest prawem opartym na wiedzy, a nie na przekonaniach. Żeby być człowiekiem, trzeba po prostu zaistnieć. W raporcie wyjaśniającym do konwencji Rady Europy o prawach człowieka i biomedycynie, z której ratyfikacją mamy wciąż kłopoty, czytamy: „Konwencja stosuje wyrażenie »istota ludzka« dla stwierdzenia konieczności ochrony godności i identyczności wszystkich istot ludzkich. Uznano, że jest ogólnie przyjętą zasadą, że ludzka godność i identyczność istoty ludzkiej ma być respektowana z zapoczątkowaniem życia".

Ponieważ życie stwarza nieraz sytuacje dramatyczne, prawo stanowione w szczególnych przypadkach przewiduje możliwość niekaralności za jego naruszenie. Dotyczy to także dziedziny tu omawianej. Jak np. karać za aborcję, gdy jej zaniechanie grozi śmiercią zarówno matce, jak i dziecku? Musimy po prostu uznać, że istnieją sytuacje, w których każde wyjście jest złe. Jednakże przy poszukiwaniu rozwiązań prawnych nie można sobie ułatwiać zadania przez negowanie człowieczeństwa osoby ludzkiej w jakiejkolwiek fazie jej rozwoju.

Autor jest profesorem genetyki w Instytucie Biochemii i Biofizyki PAN oraz członkiem Komitetu Bioetyki przy Prezydium PAN

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA