fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wojna w Syrii

Rosja, Turcja i Iran: W Syrii mamy przewagę na ziemi

Ministrowie spraw zagranicznych (od lewej): Iranu (Mohammad Dżawad Zarif), Rosji (Siergiej Ławrow) i Turcji (Mevlut Cavusoglu).
AFP, Natalia Kolesnikova
Rosja, Turcja i Iran gotowe są gwarantować wypełnianie porozumień syryjskiego prezydenta z opozycją. Porozumień, które same napiszą.

– Wszystkie poprzednie próby dogadania się w sprawie wspólnych działań, podejmowane przez USA lub ich partnerów, były skazane na porażkę. Nikt z nich bowiem nie dysponował realnym wpływem na sytuację na ziemi – reklamował spotkanie sojuszników Asada rosyjski minister obrony Siergiej Szojgu.

Do Moskwy przyjechali ministrowie spraw zagranicznych i obrony Turcji i Iranu. Wraz z Rosją tworzą silną grupę wspierającą syryjskiego prezydenta od początku trwającej już pięć lat wojny domowej. Dwa z tych krajów (Rosja i Iran) mają w Syrii „realny wpływ na ziemi", gdyż dysponują tam silnymi jednostkami wojskowymi.

Oddziały irańskich Strażników Rewolucji co najmniej od dwóch lat walczą po stronie Asada. Rosja formalnie posiada w Syrii dwie bazy wojskowe – lotniczą oraz morską. Jej samoloty wspierają oddziały rządowe. Ale na ziemi walczą rosyjskie oddziały specjalne podporządkowane wywiadowi wojskowemu GRU. Nie wiadomo, ilu jest tych żołnierzy. Znacznie większa grupę stanowią rosyjscy najemnicy przysłani do Syrii przez formalnie prywatną firmę CzWK Wagner. Według szacunkowych danych jest ich nie mniej niż 2 tysiące żołnierzy (również przeszkolonych przez GRU). Turcja natomiast skoncentrowała na granicy z Syrią znaczne oddziały wojskowe wsparte lotnictwem.

Dzięki utrzymywaniu takich oddziałów wszystkie trzy państwa mogą dyktować warunki opozycyjnej koalicji, wspieranej przez Zachód i niektóre państwa arabskie.

Na początek minister Siergiej Ławrow zapowiedział, że ewakuacja wschodniej części Aleppo skończy się w ciągu jednego, dwóch dni. Z miasta wyjdą zarówno mieszkańcy, jak i „zorganizowane grupy uzbrojonej opozycji". Zebrani w Moskwie ministrowie mają jednak problem, jak „dostarczyć pomoc humanitarną bez jednoczesnych ustępstw wobec terrorystów". Nie jest jednak jasne, gdzie chcieliby odpuścić tę pomoc – czy do zniszczonego Aleppo, czy też do innych miejsc, w których toczą się walki.

Ministrowie mieli też rozmawiać o „zapewnieniu rozejmu na całym terytorium Syrii", ale nie wiadomo, z jakim skutkiem.

Głównym efektem spotkania była jednak polityczna „Moskiewska deklaracja" dotycząca „politycznego uregulowania konfliktu". Wiadomo jedynie, że zarówno moskiewscy goście, jak i gospodarze „wzywają do szanowania suwerenności, terytorialnej integralności i jedności Syrii".

O „syryjskiej suwerenności" wielokrotnie wcześniej mówił Kreml, domagając się, by „tylko Syryjczycy decydowali o swoim losie". Ponieważ w czasie wojny domowej odbywały się w Syrii wybory parlamentarne które – rzecz jasna – wygrała partia Asada, Rosja uznaje, że w ten sposób Syryjczycy sami zadecydowali o swoim losie.

„Terytorialna integralność i jedność" zaś wyklucza jakiekolwiek ustępstwa na rzecz Kurdów, domagających się autonomii i stanowiących znaczną siłę militarną wśród oddziałów antyasadowskiej opozycji. Mimo że Kreml wcześniej zgłaszał taki postulat, obecnie jest to gest wobec Ankary, która kategorycznie odrzuca możliwość stworzenia kurdyjskiej autonomii u swoich granic. To sprawia, że Turcja odnosi się z nieufnością do USA, które wspierają z kolei kurdyjskich peszmergów zarówno w Iraku, jak i w Syrii. Życzliwości wobec Turcji nie zmniejszyło nawet zamordowanie rosyjskiego ambasadora w Ankarze. Jego portret Rosjanie ustawili przed wejściem na salę wtorkowych obrad – goście, wchodząc, składali przed nim kwiaty. Zarówno rosyjski, jak i turecki minister podkreślali, że nie wierzą, by zastrzelony przez turecka policję zamachowiec działał sam. Obaj wskazywali na siły, „którym zależy na skłóceniu Rosji i Turcji". – Musimy odkryć, kto stoi za tym aktem terroryzmu – mówił Mevlut Cavusoglu.

Eksperci są zgodni, że zamach na ambasadora nie wpłynie na stosunki rosyjsko-tureckie. Oba państwa łączy udział w syryjskiej wojnie. – Ale wszystko, co robi Turcja, ma przede wszystkim na celu zwrócenie na siebie uwagi UE i NATO. To oni są dla Ankary punktem odniesienia. Dlatego ten sojusz nie będzie trwały – sądzi jeden z ekspertów.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA