fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

W sądzie i urzędzie

Radcowie prawni proponują niższe opłaty sądowe

Fotolia
Stawki powinny być prostsze i niższe, zwłaszcza na początek sprawy. To lepsze dla stron, prawników i sędziów.

Przygotował je zespół kilkunastu radców pod kierownictwem mec. Dariusza Sałajewskiego na apel prezesa Macieja Bobrowicza, aby wykorzystała je Społeczna Komisja Kodyfikacyjna.

Opłaty sądowe występują niemal w każdej sprawie nieraz po kilka razy: przy pozwie, przy apelacji i zażaleniach. Bez opłaty (bądź zwolnienia z niej) sąd nie nada pismu biegu.

Ułatwienia

Obecnie są dwa główne rodzaje opłat: stosunkowa, czyli 5 proc. od żądanej kwoty, oraz opłaty stałe, w zależności od rodzaju sprawy: np. 50 zł od stwierdzenia nabycia spadku, 200 zł o ustanowienie drogi koniecznej, 600 zł w sprawie o rozwód czy 2000 zł – o rozwiązanie spółki. Radcowie proponują dwie–trzy opłaty, np. 100 zł dla spraw prostych i 250 zł dla złożonych.

Opłata stosunkowa ma być z kolei pobierana w dwóch jakby ratach. Na początku procesu opłata wstępna – 2 proc. wartości sporu, a na końcu sędzia wyznaczałby opłatę ostateczną, z tym że nie mogłaby przekraczać 5 proc. Autorzy opracowania proponują, by opłaty od apelacji były niższe niż w pierwszej instancji (teraz są takie same), bo ta wymaga mniej pracy i zwykle wystarczy jedna rozprawa. Przewiduje się też, że z opłaty wstępnej z automatu zwolnione byłyby osoby fizyczne, które mają status uprawniający do korzystania z nieodpłatnej przedsądowej pomocy prawnej, m.in. korzystający z pomocy społecznej, weterani i kobiety w ciąży.

– Ten mechanizm uwolni sąd na początku procesu od badania stanu majątkowego podsądnego i umożliwi szybsze rozpatrzenie sprawy – mówi „Rz" mec. Sałajewski. – Chodzi na o to, by dostęp do sądów był prostszy i tańszy.

Wyważenie racji

Jak na propozycje patrzą przedstawiciele innych zawodów prawniczych?

– Każdy chciałby płacić mniej za takie samo świadczenie, więc pomysł niższych opłat znajdzie wielu zwolenników. Oznaczałoby to jednak więcej pracy dla sądów, bo musiałyby wyliczyć opłatę końcową – wskazuje adwokat Andrzej Michałowski. – Niezbędne byłyby nowe rozwiązania zapewniające uproszczoną ściągalność opłat końcowych, żeby Skarb Państwa nie był „po sprawie jak panna po zabawie". Najbardziej pożądane i realne jest radykalne uproszczenie opłat stałych do dwóch, trzech. Zyski dla stron, sędziów i pełnomocników, żadnych strat finansowych dla SP.

– Dla sądów każde uproszczenie opłat oraz ich poboru jest wskazane – mówi Marcin Łochowski, sędzia cywilny z Sądu Apelacyjnego w Warszawie. – Trzeba jednak pamiętać, że opłaty mają w części pokrywać koszty sądownictwa i ograniczać tzw. pieniactwo. Praktyka pokazuje, że zwolnieni z opłat nieraz szaleją z roszczeniami. Uważam, że opłaty powinny być pobierane na początku procesu i ewentualnie można zwracać część po sprawnym jego zakończeniu.

Jeszcze ostrożniej patrzy na propozycje Łukasz Piebiak, wiceminister sprawiedliwości:

– Obok szczytnych haseł o dostępie mamy nadużywanie prawa do sądu. W połowie roku zaprezentujemy własne propozycje, które np. w sprawach drobnych urealnią opłaty. Nie ma powodu, aby państwo dofinansowywało np. firmy windykacyjne. Przerzucenie zaś na koniec procesu egzekucji opłat sądowych naraziłoby Skarb Państwa na straty.

5 proc. wartości sporu pobierane teraz na początku sprawy byłoby ?górną granicą opłaty na końcu procesu

2 proc. wartości sporu miałaby wynosić wstępna opłata według propozycji radców

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA