fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sądownictwo

Zagraniczny trop afery GetBack

Fotorzepa, Andrzej Bogacz
Czy 7,3 mln zł, które zapłacił prezes Konrad K. spółce Piotra B., miały mu zapewnić ochronę i życie w Izraelu?

W ciągu ostatnich kilku miesięcy przed aresztowaniem Konrad K. – do niedawna prezes GetBacku – intensywnie szukał kontaktów w Izraelu. Jak ustaliła „Rzeczpospolita", śledczy uważają, że chciał pozyskać pieniądze z tamtego rynku, a potem najprawdopodobniej uciec do kraju, który nigdy nie wydaje swoich inwestorów „w kłopotach". Miał mu w tym pomóc 42-letni Piotr B., od lat roztaczający wokół siebie nimb „człowieka izraelskich służb". Do aresztu B. trafił w czerwcu, krótko po tym, gdy na lotnisku w Warszawie agenci CBA zatrzymali wracającego z Izraela Konrada K. – Ich aresztowanie w Polsce jest dowodem, że „plecy" B. w izraelskich służbach były fikcją – mówi nam człowiek znający realia działania służb specjalnych.

Pozorna umowa

Piotr B. to współpracownik byłego już prezesa. W grudniu 2017 r. Konrad K. w imieniu GetBacku zawarł ze spółką Piotra B. umowę o świadczenie usług „w zakresie bezpieczeństwa w biznesie". Firma miała przeprowadzić audyt i wdrożyć nowe rozwiązania pod kątem bezpieczeństwa – wynika z ustaleń CBA i Prokuratury Regionalnej w Warszawie. Wszystko to według śledczych było fikcją, chodziło o wyprowadzenie ostatnich milionów z GetBacku. Firma reprezentowana przez Piotra B. wystawiała faktury na kwoty od kilkudziesięciu do ponad 1 mln zł, i w ciągu czterech miesięcy (od grudnia 2017 do kwietnia 2018), mimo trudnej sytuacji finansowej GetBacku, wypłacono jej aż 7,3 mln zł. Na co poszły pieniądze – śledczy nie zdradzają. Analizując nikłe doświadczenie Piotra B. w dziedzinie bezpieczeństwa, jest wątpliwe, by umowa na tak gigantyczną sumę tego dotyczyła. – Nikt takich pieniędzy za te usługi na polskim rynku nie płaci. Dziwię się Piotrkowi, że w to wszedł, ja bym się trzymał z daleka – mówi nam znajomy Piotra B., były policyjny antyterrorysta, który półtora roku temu prowadził z nim szkolenia.

Czytaj także: Nieczysta gra wokół GetBacku. Nowy zatrzymany

Okoliczności, które poznała „Rzeczpospolita", wskazują, że środki z umowy mogły posłużyć na budowę nowego życia w Izraelu. I że ten desant miał przygotować Piotr B.

Lublin kusi Izrael

O Piotrze B. głośno już było dwa lata temu za sprawą wyjazdu lubelskich urzędników do Izraela na konferencję w Tel Awiwie, mającą „promować region". Za dwudniową promocję, zdaniem CBA, słono przepłacono. Organizator wyjazdu – lubelska fundacja, w której działał Piotr B., miała zainkasować 1,5 mln zł. Śledztwo w tej sprawie prowadzi lubelska prokuratura. – Badamy trzy wątki. Wątpliwości budzi m.in. kwota, którą zapłacono fundacji za wykonanie usługi – mówi nam prok. Agnieszka Kępka, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Lublinie. Fundacja, której wiceprezesem był Piotr B., dostała zlecenie na organizację imprezy od Portu Lotniczego Lublin SA w trybie z wolnej ręki dwa miesiące po tym, jak została utworzona. Na dwudniową konferencję do Tel Awiwu pojechało 96 osób. Do pomocy w organizacji imprezy na miejscu zaangażowano Andrzeja Gąsiorowskiego (od afery ArtB).

– Otrzymaliśmy opinię biegłego z zakresu księgowości, która odnosi się do ekonomicznego uzasadnienia zawartej z fundacją umowy. Trwa jej analiza, od niej zależą dalsze kroki – mówi prok. Kępka.

To wskazuje, że Piotr B. wcześniej miał kontakty z biznesmenami z Izraela, jeździł tam wielokrotnie. – To prawda. I właśnie pomysły, by robić interesy na tamtym rynku, spowodowały, że biznesowo się rozstaliśmy – mówi nam znajomy Piotra B.

Mityczne znajomości

Pochodzący z Warszawy Piotr B., mający żydowskie korzenie, skończył zaledwie liceum, a przez ostatnie kilka lat imał się różnych zajęć.

Był związany m.in. z organizacją byłych oficerów wywiadu i funkcjonariuszy jednostek specjalnych. O B. mówiono, że służył w Legii Cudzoziemskiej i jest polskim specjalsem. Ale naprawdę – jak twierdzi jeden z jego znajomych – ukończył tylko służbę zasadniczą w polskim wojsku. – Nigdy nie weryfikowałem opowieści Piotra o tym, gdzie niby na świecie służył – podkreśla jego znajomy z dawnego biznesu.

Piotr B. zanim trafił na kontrakt z GetBackiem prowadził w Warszawie „akademię" szkolącą młodzież z prewencji terrorystycznej i cyberbezpieczeństwa. W ofercie akademii są informacje o szkoleniu przez kadrę polsko-izraelską czy treningi wytrzymałościowe w Izraelu. Ile było w tym promocji, a ile faktów – wie tylko B.

Niewątpliwie izraelskie kontakty Piotra B. zainteresowały Konrada K., który nosił w klapie marynarki znaczek polsko-izraelski, tam miał starać się o azyl, ale go nie dostał. Według sugestii służb K. nawet miał kupić tam sobie mieszkanie.

Dlaczego 16 czerwca Konrad K. przyleciał do kraju? Śledczy sądzą, że chciał mieć pieczę nad niszczeniem dokumentów w Getbacku, czego miała dopuścić się Katarzyna M. (była dyrektor biura zarządu GetBacku – w czerwcu trafiła do aresztu). Kobieta według naszej wiedzy przyznała się, że porąbała laptop siekierą i spaliła go w kominku – miała działać na polecenie K.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA