fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o prawie

Tomasz Pietryga o obchodach rocznicy katastrofy smoleńskiej

Fotorzepa, Magda Starowieyska
Ostatnie obchody rocznicy katastrofy smoleńskiej, muszę przyznać, były spokojniejsze niż dotychczas. Mniej było też złych emocji, a władze państwowe podeszły do uroczystości z większym zaangażowaniem. Można powiedzieć: tak jak powinno być od samego początku.

Stara władza podchodziła do rocznicy smoleńskiej minimalistycznie, trochę na pół gwizdka, patrząc na nią przez pryzmat politycznego konfliktu i wzajemnych oskarżeń.

Było to błędne podejście. W katastrofie zginął nie tylko prezydent RP, ale także wysocy przedstawiciele władz państwowych, wojska, Kościoła i politycy wszystkich opcji politycznych. Była to tragedia narodowa, a naturalną rolą państwa jest w takiej sytuacji uczcić pamięć poległych z najwyższymi honorami.

Dając jednocześnie obywatelom wybór, czy chcą uczestniczyć w uroczystościach aktywnie, biernie czy wcale. Rolą państwa jest zapewnić taką możliwość bez względu na ostry spór polityczny.

Nikt przecież nie ma problemu z celebrowaniem kolejnej rocznicy wybuchu powstania warszawskiego, wydarzenia tragicznego, uczczenia pamięci tych, którzy stanęli do walki o Polskę i zapłacili za to najwyższą cenę. Ta sprawa jest poza sporem bez względu na ocenę historyczną tych wydarzeń: czy do powstania powinno dojść czy też nie.

Trudno oczywiście, pisząc o rocznicy katastrofy smoleńskiej, uciec od tej drugiej warstwy, która rodzi ogromne polityczne emocje i dzieli Polaków, czyli pytania o przyczyny ciągle niewyjaśnionej katastrofy i odpowiedzialność urzędników państwowych, którzy organizowali lot.

PiS, który zdecydowanie wygrał wybory, ma dziś wszelkie instrumenty prawne i inne potrzebne, aby sprawę na krajowym podwórku wyjaśnić bez przeszkód. Po wyborach wszystkie ważne szuflady państwa stoją otworem.

Bardziej skomplikowana wydaje się sprawa ruszenia śledztwa w Rosji. Tutaj sytuacja ze względu na kryzys ukraiński i coraz bardziej agresywną postawę Kremla jeszcze bardziej się skomplikowała. Bez zmian pozostają natomiast rosyjski „formalizm" i niezmienne trwanie przy własnych ustaleniach, czyli zasady gry, na jakie zgodziły się bezrefleksyjnie władze w Warszawie zaraz po katastrofie.

Na tym odcinku mimo najszczerszych chęci nowej władzy zmieni się niewiele.

Zapraszam do lektury najnowszej „Rzeczy o Prawie".

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA