fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o prawie

Paul McCartney walczy o prawa autorskie do piosenek napisanych z Johnem Lennonem

Paul McCartney
Fotorzepa, Piotr Nowak
Od pewnego czasu prasa informuje, że słynny Beatles Paul McCartney zwrócił się do U.S. Copyright Office o rejestrację wypowiedzenia („notice of termination") umów przeniesienia autorskich praw majątkowych do ponad 30 piosenek napisanych wspólnie z Johnem Lennonem. Obecnie prawa te ma jeden z gigantów branży muzycznej – Sony/ATV Music Publishing.

McCartney utracił kontrolę nad swoimi prawami na skutek zakupu przez ATV Music założonej przez Beatlesów firmy publishingowej Northern Songs. Był oczywiście bardzo niezadowolony z takiego obrotu spraw, tym bardziej że napisane wspólnie z Lennonem piosenki przynosiły ogromne zyski. Do tej pory nie miał on żadnych narzędzi, by odzyskać prawa do swojego dorobku. Niedługo jednak stanie się to możliwe.

Zgodnie z art. 203, 304(c) oraz 304(d) amerykańskiej ustawy o prawie autorskim, The Copyright Act, autor lub jego spadkobiercy mogą rozwiązać umowę przeniesienia praw autorskich lub umowę licencyjną poprzez wypowiedzenie nabywcy praw lub jego następcy prawnemu umowy oraz przekazanie kopii tego wypowiedzenia do U.S. Copyright Office w celu jego rejestracji. Wypowiedzenie badane jest tam jedynie pod względem spełnienia warunków formalnych wskazanych w ustawie. Zgodnie z tymi przepisami umowa może zostać rozwiązana dopiero po upływie 56 lat od dnia rejestracji albo pierwszej publikacji utworu i tylko jeżeli wypowiedzenie zostanie złożone nabywcy lub jego następcy prawnemu najwcześniej na dziesięć lat, a najpóźniej na dwa lata przed upływem 56-letniego terminu oraz jeżeli zostanie zarejestrowane przed tą datą przez U.S. Copyright Office.

Rozwiązanie umowy na tych zasadach nie jest możliwe, jeżeli utwór powstał na zamówienie, jak również gdy uprawnienie nabywcy wynika z testamentu lub uprawnień objętych innym – federalnym, stanowym lub obcym – prawem.

Jeżeli wypowiedzenie nie spełnia warunków wskazanych w ustawie, Copyright Office może prosić o uzupełnienie braków albo odmówić jego rejestracji. W razie odmowy umowa przeniesienia praw pozostaje w mocy, a prawa nadal przysługują nabywcy na zasadach określonych w kontrakcie.

Wypowiadając umowy na podstawie opisanych przepisów, Paul McCartney może zatem sukcesywnie odzyskiwać swoje udziały w prawach do piosenek znajdujących się w katalogu Sony/ATV i cieszyć się z przychodów z tantiem i synchronizacji, ale tylko gdy te utwory będą wykorzystywane na terytorium USA. W innych krajach nadal zarządzać nimi będzie Sony/ATV – skutek wypowiedzenia umowy ograniczony jest bowiem do terytorium Stanów Zjednoczonych.

A co by było, gdyby Paul McCarney był Polakiem? Czy także mógłby odzyskać utracone prawa?

W Polsce umowa przeniesienia praw nie może zostać rozwiązana na podstawie poddanego jedynie kontroli formalnej wypowiedzenia złożonego w odpowiednim terminie. Twórca może jednak w każdym czasie odstąpić od umowy lub ją wypowiedzieć, ale tylko jeżeli jest to uzasadnione jego istotnymi interesami twórczymi (art. 56 pr. aut.). Autor musi zatem wykazać, że dalsze trwanie umowy mogłoby naruszać te interesy. Zgodnie z przeważającym stanowiskiem doktryny interesy te powinny dotyczyć sfery uprawnień osobistych twórcy. Ochronie interesu majątkowego służy bowiem przede wszystkim roszczenie o podwyższenie wynagrodzenia w razie rażącej dysproporcji między wynagrodzeniem twórcy a korzyściami nabywcy autorskich praw majątkowych (art. 44 pr. aut.).

McCartney mógłby jednak skutecznie wskazywać, że umowa przeniesienia praw, zawarta w latach 60. ubiegłego wieku, nie obejmowała pól eksploatacji nieznanych w chwili jej zawarcia, a więc z pewnością eksploatacji piosenek Beatlesów w internecie, na płytach CD oraz za pomocą innych kanałów dystrybucji cyfrowej (art. 41 ust. 4 pr. aut.). Jak wskazuje M. Bukowski (Komentarz pod red. D. Flisaka, 2015), „Ratio legis zakazu leży w przekonaniu, że w przypadku nieznanego pola eksploatacji nie jest możliwe dokładne oszacowanie wartości przenoszonych praw (ich pełnego ekonomicznego potencjału). Zakładając, że autor jest typowo słabszą stroną umowy, ustawodawca chroni go w ten sposób przed wyzbyciem się za bezcen praw, które w przyszłości mogłyby mieć znaczną wartość ekonomiczną". Wydaje się, że przepisy te, tak jak amerykańskie prawo do wypowiedzenia umowy po 56 latach, zabezpieczają twórcę przed zbyt dotkliwymi konsekwencjami przeniesienia praw, nie naruszając jednocześnie w nadmierny sposób wartości, jaką jest bezpieczeństwo obrotu prawami autorskimi.

Twórca może także uchronić się przed trwałym przeniesieniem praw, umieszczając w umowie termin końcowy, po którym skutki przeniesienia praw autorskich ustają. Termin to zdarzenie przyszłe i pewne. Może być określony jako konkretna data albo okres (np. dziesięć lat od chwili zawarcia umowy). Wprowadzając termin końcowy, dobrze też zobowiązać nabywcę, by nie przenosił praw autorskich na inne osoby. Pozwala na to wprost polskie prawo autorskie.

Jak widać, prawo polskie, tak jak amerykańskie, nie pozostawia twórców bez narzędzi ewentualnego złagodzenia niekorzystnych skutków zawartych umów. Trzeba jednie znać te narzędzia i pamiętać o swoich interesach najlepiej już na etapie negocjowania umowy przeniesienia praw. Nie trzeba wtedy czekać, tak jak McCartney, 56 lat na odzyskanie możliwości zarabiania na eksploatacji swoich utworów.

Informacje o prawie amerykańskim zostały zaczerpnięte z „Kompendium praktyk U.S. Copyright Office" (trzecia edycja) dostępnego na stronie copyright.gov.

Autorka jest prawnikiem, dyrygentem chóralnym. Współpracuje z kancelarią Hasik i Partnerzy. Prowadzi bloga prawomuzyki.pl.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA