fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o prawie

Chróścik: Poprawność może być groźna

Włodzimierz Chróścik
Kolonia, Hamburg, Strasburg, Helsinki. To nazwy niektórych miast, w których w sylwestrową noc doszło do oburzających i nienotowanych wcześniej na taką skalę aktów barbarzyństwa.

Wiele kobiet padło ofiarą ataków o podłożu seksualnym, których sprawcami, według pierwszych, zamkniętych w karbach politycznej poprawności doniesień, były „osoby o wyglądzie wskazującym na pochodzenie z krajów arabskich i Afryki Północnej". Ten zwrot, w kontekście późniejszych relacji, urasta do symbolu nowego eufemizmu dla słów „emigrant" lub „imigrant".

Powstało już wiele publikacji o tych wydarzeniach. Część jest bez wątpienia ksenofobiczna. Oburzenie zawsze podsyca emocje. Tym bardziej gdy mamy do czynienia z tak bulwersującymi zachowaniami.

Tym, co mnie, jako prawnika, wprawia w konsternację, jest próba przemilczenia sylwestrowych zajść oraz niektóre postawy i wypowiedzi orędowników szerokiego otwarcia granic.

Blokada informacyjna została ostatecznie skrytykowana. Można mieć nadzieję, że ani państwa Unii, ani ich rządy i służby publiczne nie pokuszą się więcej o próby ukrywania tego rodzaju problemów. Bo to nie służy nikomu: ukrywanie natury i skali przestępstw jeszcze bardziej je uwypukliło po krótkotrwałej blokadzie informacyjnej. Podważyło też autorytet i zaufanie do instytucji i osób odpowiedzialnych za zapewnienie porządku i bezpieczeństwa.

Równocześnie trwa dyskusja o sprawcach sylwestrowych wydarzeń i ich działaniach. Nie zaskakują głosy przeciwników imigracji, imigrantów czy jakichkolwiek odmienności etnicznych lub religijnych. Powtarzają wszystkie swoje, znane opinii publicznej, poglądy i postulaty. Sporym zaskoczeniem są jednak dla mnie opinie ich przeciwników, opisywanych jako zwolennicy otwarcia granic dla obecnej fali migracyjnej. Próbują relatywizować ostatnie wydarzenia i usprawiedliwiać ich sprawców. Poszukuje się przyczyn ich zachowań w niedoskonałości procesu imigracyjnego, zbyt małym zrozumieniu tzw. różnic kulturowych, niedostatecznej dbałości o stworzenie warunków zapobiegających poczuciu frustracji i niedostosowania do nowych warunków życia osób migrujących.

Trzeba powiedzieć jasno i wyraźnie: nie ma żadnego usprawiedliwienia dla agresji i przemocy wobec kobiet lub innych osób. Żadne doświadczenia jednostek lub grup dokonujących napaści w noc sylwestrową nie mogą zmienić oceny ich czynów. Jeżeli źródłem zachowań sprawców miałyby być uwarunkowania kulturowe, religijne czy społeczne, wyniesione z ich środowisk, to dla takich doktryn społecznych czy religijnych i dla takiej kultury nie może być miejsca we współczesnej Europie.

Czy mamy prawo oczekiwać, że nowo przybyli mieszkańcy Unii dostosują się do europejskiego systemu wartości w podstawowych obszarach aksjologicznych, obejmujących wolność jednostki, prawa kobiet czy tolerancję dla mniejszości?

Prawo jest pochodną kultury reprezentowanej przez większość. Dziś kultura europejskiej większości respektuje prawo mniejszości do życia w ich kulturze. Ale nie każda kultura, z której wywodzą się obecni migranci, podziela takie założenie. Obawiam się, że postawa poprawności politycznej bezkrytycznie akceptująca wszelkie „różnice kulturowe" może w dającym się przewidzieć czasie zagrażać kulturze, w której funkcjonujemy. A taka zmiana kulturowa doprowadzi do zmiany prawa przez większość, która wykreśli te założenia, na których opierają się dzisiejsze gwarancje dla mniejszości. Wówczas ja znajdę się w mniejszości, a liberalna demokracja stanie się wspomnieniem z przeszłości.

Wydarzenia ostatnich dni dają kolejny asumpt do zadania fundamentalnych pytań o przyszłość europejskiej wspólnoty politycznej i cywilizacyjnej.

Uważam, że forsowana przez niektórych polityka migracyjna nie uwzględnia konsekwencji w postaci wzrostu poparcia dla partii otwarcie kwestionujących podstawy funkcjonowania Unii. Kontynuowanie tej polityki może prowadzić do przejmowania władzy w kolejnych europejskich krajach przez ugrupowania gotowe rewidować założenia traktatów wspólnotowych. Mamy już tego pierwsze sygnały, a ich nasilenie będzie oznaczać koniec tego porządku Europy, którego wciąż potrzebujemy jako kraj i społeczeństwo. Bez niego nie będziemy kontynuować skoku cywilizacyjnego, którego doświadczamy od ćwierćwiecza.

Dlatego nie tylko mamy prawo domagać się poszanowania podstawowych wartości demokratycznej Europy. Obowiązkiem władz i instytucji jest zapewnienie, aby aktualne procesy społeczne nie przerodziły się z „problemów do rozwiązania" w „zagrożenia", które podważą fundamenty Unii Europejskiej.

Autor jest dziekanem Okręgowej Izby Radców Prawnych w Warszawie

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA