fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Radcowie

Radcy bez prawa do głosu - Nadzwyczajny Krajowy Zjazd Radców Prawnych zamknięty niedługo po otwarciu

123RF
Nadzwyczajny Krajowy Zjazd Radców Prawnych przejdzie do historii jako wiec, na którym nikt nie debatował o zmianach w samorządzie zawodowym.

Osiem radcowskich izb z: Białegostoku, Bydgoszczy, Gdańska, Kielc, Krakowa, Lublina, Szczecina oraz Wałbrzycha, zadecydowało o tym, by na półmetku aktualnej kadencji radcowskich władz – po raz trzeci w historii samorządu – zwołać nadzwyczajny krajowy zjazd.

Na sztandarach niesiono hasła konieczności odchudzenia Krajowej Rady Radców Prawnych, zmiany zasad wyznaczania delegatów na kolejne krajowe zjazdy. Chciano też wprowadzić zakaz łączenia funkcji na szczeblu krajowym z byciem działaczem na poziomie izby.

Za naszą i waszą wolność

W minioną sobotę okazało się, że radcowie, którzy przyjechali z całego kraju do Warszawy, nie są zainteresowani zmianami zasad funkcjonowania samorządu. Po ukonstytuowaniu się komisji mandatowej porządek obrad przepadł w głosowaniu i zjazd zamknięto.

Wcześniej jedynie zdążono – przez aklamację – przyjąć okolicznościową uchwałę związaną z obchodami Święta Niepodległości. Delegaci wyrazili w niej m.in. uznanie dla wszystkich, którzy „w przeszłości i dziś" bronią wolności i o nią walczą.

Maciej Bobrowicz, prezes Krajowej Izby Radców Prawnych, komentując dla „Rzeczpospolitej" taki rozwój wypadków, wcale się mu nie dziwi.

– Delegaci przychylili się do powszechnej w środowisku opinii, że zwołanie nadzwyczajnego zjazdu było pochopne i niepotrzebne. Świadczy o tym wynik głosowania, w którym za zakończeniem zjazdu opowiedziała się zdecydowana większość delegatów i to nie tylko z dużych, ale nade wszystko także z małych izb. Wynik głosowania to 177 do 105. Tak w istocie wygląda demokracja – mówi prezes Bobrowicz.

Zaznacza jednak, że w żadnym wypadku nie oznacza to, iż debata nad problemami podnoszonymi przez zwolenników zwołania zjazdu będzie w samorządzie zablokowana.

Krzyk w obronie demokracji

– Prezydium KRRP 8 listopada 2018 r. podjęło bowiem uchwałę, w której zobowiązuje się do przeprowadzenia szerokiej dyskusji o tych propozycjach i przedstawienia jej wyników na zjedzie w 2020 roku. Są to zbyt poważne problemy, by o ich kształcie decydować bez uprzedniego przeanalizowania skutków ich wprowadzenia – akcentuje prezes Bobrowicz.

Rozgoryczenia obrotem spraw nie kryje natomiast krakowski dziekan.

– Kraków był jedną z izb, które optowały za zwołaniem nadzwyczajnego zjazdu. To, co się stało w sobotę, pokazuje, że był on konieczny. Był to ostatni krzyk w obronie demokracji i walki z dyktatem większości. To, że nie dopuszczono nikogo do zabrania głosu, że nie odbyły się głosowania nad projektami uchwał, utwierdza nas w przekonaniu, iż samorząd nie szanuje prawa mniejszości do zabrania głosu – mówił dr Marcin Sala-Szczypiński, dziekan OIRP w Krakowie.

– Jest mi wstyd, że zjazd zakończył się, zanim się zaczął i zdeptano na nim mniejszość, zjazd został wykastrowany – dodaje dziekan krakowskiej izby. Jego zdaniem 68-osobowa KRRP jest organem zbyt licznym, a przez to bezwładnym. Mniejsza rada byłaby bardziej efektywna i szybciej reagująca.

– Zjazd pokazał arogancję naszych władz. To niewiarygodne. Na jego początku podjęto rezolucję podkreślającą wartość wolności, a chwilę później odebrano delegatom z ośmiu izb wolność wypowiedzi. Ironią jest również to, że prezesem samorządu radców prawnych jest osoba, która jest mediatorem. To, że doszło do zjazdu, który tak się zakończył, jest osobistą porażką Macieja Bobrowicza. Nie potrafił bowiem doprowadzić do porozumienia między posiadającymi odmienne stanowiska grupami radców prawnych – podkreśla dziekan krakowskich radców prawnych.

– Zjazd zakończył się bez merytorycznej dyskusji. Ciężko to komentować. To przykre, że we własnym gronie nie potrafimy dyskutować o problemach, które nurtują samorząd – wtóruje prof. Arkadiusz Bereza, dziekan OIRP w Lublinie.

Gdyby zjazd przychylił się do propozycji wynikających ze złożonych uchwał (by każda z izb mogła wysunąć maksymalnie 40 delegatów na zjazd), swą dotychczasową mocną pozycję w samorządzie straciłaby największa izba – warszawska. Liczba delegatów wpływać miała bowiem także na liczbę miejsc we władzach krajowych. Nie dziwi więc postawa szefa stołecznych radców.

– Zjazd zadecydował, że nie będzie dyskutował nad niedemokratycznymi propozycjami, które zostały zgłoszone w przyspieszonym trybie, bez przeprowadzania wewnątrzśrodowiskowej dyskusji. Myślę, że delegaci podjęli właściwą decyzję i uchronili samorząd przed wejściem na niebezpieczny grunt populistycznych rozwiązań – mówi Włodzimierz Chróścik, dziekan OIRP w Warszawie.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA