fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Prawo prasowe

Tomasz Pietryga: Twój ból nie jest mniejszy niż mój

Adobe Stock
Oskarżenia Sylwestra Latkowskiego są mocne, jednak muszą mieć pokrycie w faktach. Inaczej nie tylko pogrąży siebie, ale też sprowadzi problem pedofilii do medialnej sensacji.

Od czasów wojny nic gorszego w Sopocie nie zdarzyło się niż działalność tych ludzi" – powiedział prezydent Sopotu Jacek Karnowski o działalności klubu Zatoka Sztuki. Wypowiedź wieloletniego włodarza miasta brzmi przekonująco.

Film „Nic się nie stało" Sylwestra Latkowskiego odświeża m.in. kulisy działania Krystiana W., ps. Krystek, „łowcy nastolatek" skazanego za gwałty i oskarżanego o molestowanie dziewcząt poniżej 15. roku życia. Latkowski przywołuje zeznania nastolatek oraz historię samobójstwa jednej z nich. Większość faktów przedstawionych w filmie była już znana opinii publicznej. Dziennikarz narzuca jednak na całą historię wątek celebrycki. Znani aktorzy i artyści mieli być bywalcami niesławnego klubu oraz dawać swoistą rękojmię miejscu, które prezydent Sopotu nazwał kiedyś „kurwidołkiem".

Film był jednak tylko wstępem do monologu Latkowskiego tuż po emisji. Dziennikarz rzuca w nim nazwiskami celebrytów i aktorów. Nie zarzuca im wprost pedofilii. „Opowiedz, co się działo", „Mówiłeś, że byłeś pijany, że ćpałeś, że mało pamiętasz" – zwraca się do nich.

Wypowiedzi dziennikarza są najmocniejszym, a zarazem najsłabszym elementem filmu. Zarzuty stawiane w filmie braci Sekielskich o pedofilii w Kościele są dobrze udokumentowane. U Latkowskiego brakuje dowodów potwierdzających stawiane tezy, sprowadzające się do oskarżenia celebryckiego świata o pedofilię. Dziennikarz pewnie świadomie unika bezpośrednich oskarżeń, mocno jednak osadza celebrytów w pedofilskim kontekście. A to wystarczy, żeby przegrał proces o naruszenie dóbr osobistych i zapłacił wysokie zadośćuczynienie, jeżeli przed sądem nie przedstawi dowodów. Celebryci zresztą już grożą pozwami.

Czy Latkowski ma w zanadrzu informacje, którymi nie chciał podzielić się z widzami? Wyjaśnia, że ofiary i świadkowie będą mówić, jeśli prokuratura ruszy „cztery litery", a on teraz, nie przedstawiając dowodów, chroni ich przed niebezpieczeństwem. Czy to blef dziennikarza, który nie udźwignął tematu, więc teraz liczy, że prokuratura doprowadzi do nowych odkryć?

Na film błyskawicznie zareagował Zbigniew Ziobro. Zapowiedział powołanie specjalnego zespołu do zbadania sprawy. Bardzo dobrze, że śledczy nie ignorują tej historii. Nie da się jednak uciec od politycznego posmaku całej sprawy, zwłaszcza że śledczy, kierowani przez prokuratora generalnego, przez ostatnie lata niczego nowego w tej sprawie nie odkryli. A sprawą pedofilii bardziej dziś zajmują się dziennikarze niż prokuratorzy. Porażkę można zawsze jednak przekuć w sukces. Szkoda, że z taką gorliwością nie zareagowano na film braci Sekielskich, bo od ponad roku nie może zostać powołana komisja ds. pedofilii.

Bo pedofilia jest takim samym przestępstwem, bez względu na to czy dotyczy duchownych czy celebrytów: nikczemnym, cichym, wyniszczającym ofiarę. Nieszczęściem w Polsce jest to, że podejście do niej przybrało polityczne barwy. Na jednym biegunie jest film braci Sekielskich, na drugim Latkowskiego. To fałszywy podział, bo ból ofiar jest taki sam, a państwo powinno ścigać i karać wszystkich drapieżców seksualnych.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA