fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Co zostało po Chávezie

Kolejka przed jednym z lokali wyborczych w Caracas. Po raz pierwszy od 17 lat opozycja ma szansę wygrać wybory do 167 osobowego parlamentu
AFP, FEDERICO PARRA
Wenezuela. Kolejna rewolucja czy odwrót? Wybory w zbankrutowanym kraju.

Dla prezydenta Nicolása Maduro jego przeciwnicy polityczni to „śmieci", „pasożyty", a nawet „diabły". W takiej atmosferze stają się oni celem ataków. Jeden z kandydatów opozycji, socjaldemokrata, został rozstrzelany na scenie w czasie wiecu wyborczego.

Nawet w takiej atmosferze obecna władza ma powody, aby obawiać się porażki w wyborach parlamentarnych.

W nocy z niedzieli na poniedziałek będzie już wiadomo, czy mieszkańcy Wenezueli nie mają już dość rewolucji trwającej nieustannie od 17 lat. Do tej pory sprawujący władzę od 1998 roku zwolennicy zmarłego prezydenta Hugona Cháveza wygrali wszystkie wybory parlamentarne.

Teraz może być inaczej. Z ostatnich sondaży wynikało, że kandydaci opozycji z Demokratycznego Zjednoczenia Okrągłego Stołu (MUD), będącego konglomeratem wielu grup opozycyjnych, mieli jeszcze kilka dni temu 28–30-proc. przewagę nad PSUV, czyli Zjednoczoną Partią Socjalistyczną Wenezueli. Niedługo okaże się, czy intensywna kampania rządu, która głosi, że opozycja zamierza znieść wszelkie przywileje dla biednych w sferze szkolnictwa, mieszkaniowej czy służbie zdrowia, nie zredukuje przewagi opozycji do zera.

Władze przygotowały się do niedzielnych wyborów szczególnie starannie. Odpowiednio wykrojono więc okręgi wyborcze, a siedmiu najbardziej znanych polityków opozycji nie może w wyborach uczestniczyć, jak np. Leopoldo López, szef ugrupowania Voluntad Popular (Wola Ludu). We wrześniu został skazany na 14 lat więzienia za wzywanie w ubiegłym roku w czasie ulicznej demonstracji do obalenia rządu.

Zwycięstwo opozycji nie oznacza, że prezydent Maduro zmuszony będzie oddać władzę, gdyż wybory prezydenckie odbyć się muszą dopiero w 2019 roku. Jednak opanowanie rządu przez opozycję uniemożliwi prezydentowi kontynuowanie dzieła swego mentora, zmarłego dwa lata temu Hugona Cháveza. Spadkobiercy Lenina, Marksa i Che Guevary, który walcząc z amerykańskim imperializmem, pragnął uczynić z Wenezueli drugą Kubę.

Socjalizm XXI wieku – to było jego hasło. Za pomocą miliardów z eksportu ropy wydawanych na liczne programy społeczne zyskał status niekwestionowanego przywódcy ogromnej większości narodu. To już przeszłość.

Jak wynika z analiz Uniwersytetu w Caracas, niemal trzy czwarte społeczeństwa żyje poniżej progu ubóstwa. Trzy razy więcej niż kilka lat temu.

Wenezuela ma najwyższą inflację na świecie ocenianą w tym roku przez międzynarodowe instytucje na 160 proc. Rząd twierdzi, że jest o połowę mniejsza. W przyszłym roku może przekroczyć 200 proc.

Oficjalnie za jednego dolara trzeba zapłacić 6,3 boliwara, na czarnym rynku 800. Minimalna płaca to 9649. To cena obiadu w niezłej restauracji w stolicy kraju.

Jak twierdzi prezydent Maduro, kraj jest w stanie wojny ekonomicznej wypowiedzianej rządowi przez opozycję, grupę spiskowców z Miami, Bogoty i Madrytu oraz koncerny zagraniczne, którym zależy, aby obalić jego rząd.

Wenezuela żyje niemal wyłącznie z ropy. Z jej wywozu pochodzi 95 proc. wpływów eksportowych. O ile w czerwcu 2014 roku baryłka kosztowała 115 dol., o tyle obecnie w granicach 50 proc. Dla Wenezueli to katastrofa.

Jak przewiduje Międzynarodowy Fundusz Walutowy, gospodarka Wenezueli skurczy się w tym roku o 10 proc., w przyszłym o 6 proc. Widać to na półkach sklepowych w całym kraju, które po drastycznym ograniczeniu importu świecą pustkami jak za czasów stanu wojennego w Polsce. Rząd ustala ceny na mleko, kawę, ryż, mąkę, oliwę i wiele innych produktów.

Kryzys ekonomiczny jest przyczyną widocznej zmiany nastrojów społecznych nie tylko w Wenezueli. W Argentynie doszło niedawno do zmiany władzy, a Brazylia pogrąża się w chaosie politycznym i gospodarczym.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA