Opinie

Trzy bariery polskie

Fotorzepa, Marta Bogacz
Społeczeństwo bez elit dryfuje. Bariera kultury i praktyki politycznej jest najpoważniejszą przeszkodą w rozwoju kraju w perspektywie najbliższych dziesięcioleci.

Przez cały okres nowoczesności (czyli poczynając od rewolucji przemysłowej) historia rozwoju Polski, a właściwie ziem polskich, wyznaczona była z jednej strony przez żmudne pokonywanie odziedziczonych barier i ograniczeń, a z drugiej przez szanse i zagrożenia, jakie stwarzało zewnętrzne otoczenie międzynarodowe. Podobnie będzie i w najbliższych dziesięcioleciach.

Polska 2050:

Nie ma możliwości rozwoju państwa bez dalekosiężnej strategii, która nie tylko tworzy wyobrażenie przyszłej prosperity, ale również buduje ścieżkę dojścia do założonego celu.


Dlatego wysoko sobie cenię prace podjęte w Ministerstwie Inwestycji i Rozwoju w zakresie przygotowania takiej strategii rozwojowej. Zostałem zaproszony do udziału w nich jako ekspert, ale wybieram inną, naturalną dla mnie ścieżkę.


Publikacja na ten temat ukazuje się w „Rzeczpospolitej”, bo jestem przekonany, że dyskusja o Polsce 2050 powinna się toczyć publicznie. Powinna się odbywać na oczach i z udziałem Polaków, a nie w zaciszu ministerialnych gabinetów. Jeśli w połowie tego stulecia chcemy się cieszyć nowoczesnym, silnym, demokratycznym, realizującym wolnościowe aspiracje Polaków państwem, prócz honorowania wartości konstytucyjnych i prawa musimy w szerokim gronie zdefiniować wizję tego państwa i coś, co nazywam jego osiami rozwojowymi - napisał w "Rzeczpospolitej" z 27 września redaktor naczelny "Rz" Bogusław Chrabota rozpoczynając cykl publikacji poświęconych strategii Polska 2050.

W całym tym okresie, pomijając tragiczne czasy wojen, bywały okresy szybszego i wolniejszego rozwoju. Tempo i kierunek zmian były w przeważającej mierze uwarunkowane zewnętrznie (np. rozwój przemysłu tekstylnego w zaborze rosyjskim czy polskich stoczni w ramach RWPG, czyli organizacji gospodarczej sowieckiego imperium). W okresie międzywojennym odrodzone państwo polskie przejęło inicjatywę modernizacji Polski, ale czasu było zbyt mało, a zewnętrzne i wewnętrzne uwarunkowania zbyt trudne, by odrobić wiekowe zapóźnienie wobec wiodących krajów Europy.

Czytaj także:

Pietryga: Strategia na czasy przełomu

Szymanek: Nie zapomnieć o ludziach

Szułdrzyński: Przetrwanie polskości

Kowalczyk: Wyjrzyjmy z kokonu

Gomułka: Przyszłość Starego Świata

Na tym historycznym tle niemal 30-letni okres po 1989 roku jawi się jako pasmo nieznanych przedtem ekonomicznych sukcesów. Aby w pełni zdać sobie z tego sprawę, warto sięgnąć do wydanej w tym roku przez Oxford University Press książki Marcina Piątkowskiego „Europe's Growth Champion" przedstawiającej szczegółowo anatomię tego sukcesu. Jego miarą jest chociażby to, że z około 30 proc. PKB „starej piętnastki" UE na mieszkańca w 1990 roku, w 2017 roku Polska osiągnęła poziom 57 proc., a skala realnej konsumpcji wyniosła 70 proc. przeciętnej w strefie euro. Jak przekonuje Piątkowski, jest to sukces unikalny w skali globu, nawet w porównaniu z „azjatyckimi tygrysami".

Źródła sukcesu

Jest wiele przyczyn ekonomicznego sukcesu polskiej transformacji. Jako szczególnie istotne warto wymienić:

- wysoki udział sektora prywatnego w tworzeniu PKB już w ostatnich latach komunizmu;

- częste wyjazdy zarobkowe Polaków na Zachód i wynikające z nich znaczne oszczędności prywatne w „twardych" walutach jako źródło kapitału początkowego;

- szybkie i radykalne opanowanie inflacji, rozsądną politykę monetarną, zdrowy system bankowy pod nadzorem państwa;

- wysokie kwalifikacje, wydajność i relatywnie niskie wynagrodzenia pracowników;

- proces prywatyzacji, który doprowadził do przewagi kapitału zagranicznego i rodzimej przedsiębiorczości nad politycznie zakorzenionymi „oligarchami";

- wysoki poziom absorpcji środków UE i ogólnie dobra koniunktura w Europie, a zwłaszcza w Niemczech;

- rządy prawa i stosunkowo niski poziom korupcji w porównaniu z innymi krajami regionu (vide Węgry czy Czechy nie mówiąc np. o Ukrainie);

- szybki wzrost poziomu edukacji.

Przede wszystkim jednak sukces zawdzięczamy pragmatycznej i proreformatorskiej polityce kolejnych rządów, które następując po sobie w wyniku demokratycznego procesu, w niemałej mierze korygowały błędy poprzedników. Oczywiście mogło być lepiej i bez trudu można wymienić istotne niekiedy niedociągnięcia w każdym z wymienionych punktów. Ale niewątpliwie ogólnie transformacja poszła nam lepiej niż w innych krajach regionu.

Przeszkody do pokonania

O ile bieżącą sytuację gospodarczą kraju można określić jako dobrą, to nietrudno zauważyć, że wymienione powyżej źródła dotychczasowych sukcesów tracą na aktualności i znaczeniu, skazane są na gaśnięcie w czasie lub nie wytrzymują konfrontacji z już osiągniętym lub aspiracyjnym poziomem rozwoju.

Trzeba więc przyjrzeć się tym barierom rozwoju, z którymi wypadnie nam się zmierzyć w najbliższych dekadach w perspektywie do roku 2050.

Pokuszę się o omówienie trzech z nich. Znamienne jest to, że mają one charakter społeczny. Można powiedzieć, że jest to „społeczna cena" za osiągnięty sukces ekonomiczny. Są to swego rodzaju bariery pierwotne – z nich wynikają bowiem twarde ograniczenia najczęściej wymieniane przez ekonomistów: demograficzne, energetyczne, kapitałowe, technologiczne i inne.

Pierwsza bariera, która może zahamować dalszy rozwój, to bariera aspiracji, a ściślej pokusa ich szybkiego i łatwego realizowania. W społeczeństwach, w których poziom i jakość życia szybko rosną, przy nieuniknionym rozwarstwieniu, sukces ekonomiczny jest dostrzegalny, i potęguje aspiracje, a niekiedy zawiść. Dodatkowo wzmaga je możliwość bezpośredniej obserwacji zamożniejszych części Europy.

Znamienne słowa na ten temat wielkiego kronikarza Jana Długosza docierają do nas już z XV wieku: „Jeśli różne narody odznaczają się rozmaitymi przymiotami jak i wadami to naród polski jest skłonny do zazdrości i potwarzy". Bywają one potężnym paliwem politycznym.

Aspiracje mogą być czynnikiem prorozwojowym, pod warunkiem że realizowane są poprzez pracę, przedsiębiorczość, zwiększoną wydajność. Jeżeli jednak politycy w poszukiwaniu poparcia decydują się szybko realizować rosnące aspiracje przez ekspansywną i kosztowną politykę socjalną (np. w postaci bezwarunkowych świadczeń pieniężnych lub przywilejów) finansowaną twardymi zobowiązaniami budżetu, wówczas nawet osiągając pozytywne efekty w krótkim okresie, w dłuższej perspektywie budują barierę rozwoju. Po pierwsze bowiem osłabiają motywację do pracy i chęć aktywnego uczestnictwa w rynku pracy, a po drugie, zwłaszcza w warunkach wysokiego zadłużenia, narażają gospodarkę na wstrząs, w przypadku pogorszenia koniunktury, zwłaszcza zewnętrznej, i konieczności finansowania „dobrobytu" nadmiernym długiem lub podatkiem inflacyjnym.

Pokusa działania w ten sposób, nazwijmy ją „pokusą grecką" (żeby nie powiedzieć „wenezuelską"), pojawia się zwłaszcza w okresach dobrej koniunktury. I to jest nasz obecny przypadek.

Nasza gospodarka jest mocno zależna od koniunktury międzynarodowej, a zwłaszcza europejskiej. Ulega ona nieuchronnym fluktuacjom, ostatnio coraz trudniejszym do przewidzenia ze względu na czynniki polityczne, takie jak brexit czy polityka handlowa administracji amerykańskiej. W ciągu najbliższych dziesięcioleci z pewnością nieraz „wahnie się" w dół. Trzeba być na to przygotowanym, gromadząc nadwyżki budżetowe i bezpieczne rezerwy.

Zasadzka braku zaufania

Druga to bariera zaufania. Badania socjologiczne niezmiennie wskazują, że od lat poziom zaufania w naszym społeczeństwie jest katastrofalnie niski – ponadczterokrotnie niższy niż w krajach skandynawskich. To zjawisko ma co najmniej dwa podstawowe wymiary: zaufanie do państwa i ogólnie do instytucji oraz zaufanie ludzi do siebie wzajemnie.

W ciągu wieków poprzedzających rozbiory państwo polskie było coraz słabsze i coraz bardziej nieudolne. Nie budziło więc zaufania obywateli. Ideałem była „złota wolność szlachecka". Odzyskanie państwowości w 1918 r. zaowocowało powstaniem silnego i dobrze zorganizowanego, a nawet represyjnego organizmu państwowego. Był on przedmiotem swoistego patriotycznego kultu. I to państwo całkowicie zawiodło w 1939 r., pozostawiając obywateli na pastwę okrutnych okupantów i skazując ich przez dziesięciolecia wyłącznie na własną i najbliższych zaradność. W rezultacie nawet ci, którzy nigdy nie słyszeli o dramacie szosy zaleszczyckiej, wiedzą od dziadków i rodziców, że na państwo liczyć nie można.

Ta postawa przetrwała w PRL, owocując ekonomiczną samoobroną społeczeństwa przez pokolenia prywaciarzy, badylarzy, straganiarzy, cinkciarzy, handlujących turystów itp. To oni wprowadzili nas w gospodarkę rynkową. Ale cwaniacka mentalność przetrwała i w wolnej Polsce. Państwo próbuje z nią walczyć, mnożąc przepisy, kontrole, zabezpieczenia, represje mniej lub bardziej skuteczne, choć nieraz uzasadnione, jak w przypadku zwalczania nadużyć podatkowych.

W rezultacie wzajemna nieufność pomiędzy państwem a biznesem, państwem a obywatelem nie maleje, a nawet okresami narasta, zwłaszcza wówczas, gdy przedmiotem gry politycznej staje się wymiar sprawiedliwości. Efektem jest nie tylko postępująca mimo licznych probiznesowych deklaracji biurokratyzacja, komplikująca i opóźniająca procesy gospodarowania, ale także ograniczanie inwestycji prywatnych i odpływ kapitału z Polski. Wyrazem nieufności państwa do rynku, do przedsiębiorczości i przedsiębiorców jest tendencja „nacjonalizacji", czyli przejmowania na własność i pod zarząd państwowy kolejnych firm, a nawet całych branż. To koncepcja archaiczna rodem z międzywojnia, która zagraża efektywności wykorzystania wartościowych zasobów poprzez bezpośredni import polityki do zarządzania. Współczesne państwa dysponują znacznie bardziej precyzyjnymi i subtelnymi mechanizmami oddziaływania na gospodarkę.

Brak zaufania pomiędzy ludźmi owocuje negatywnymi skutkami zarówno w życiu społecznym jak i w biznesie. W życiu społecznym nieufność owocuje słabością społeczeństwa obywatelskiego i organizacji pozarządowych, które ciągle bardzo niemrawo, choć ostatnio nieco silniej, przeciwstawiają się politykom, biurokracji i biznesowi walcząc o swoje grupowe interesy.

W sferze biznesu nieufność jest barierą rozwoju przeszkadza bowiem aliansom i połączeniom firm, a także przekształceniom firm rodzinnych w spółki finansujące się na giełdzie. To dlatego niewielkie są szanse na powstanie w Polsce regionalnych gigantów, nie mówiąc już o graczach w skali globalnej.

Brak ciągłości

Trzecia bariera to często omawiana i analizowana bariera polityczna. Zajadłość walki politycznej i niezdolność do osiągania ponadpartyjnych kompromisów i porozumień ma w Polsce długą tradycję sięgającą końca I Rzeczypospolitej (Sarmaci kontra oświeceniowi kosmopolici), rozbiorów (romantycy kontra pozytywiści) czy II Rzeczypospolitej (endecy vs. piłsudczycy i socjaliści). Przyczyną są głębokie i emocjonalnie przeżywane podziały światopoglądowe i ideologiczne.

Obecnie polską politykę dominuje równie głęboki i emocjonalny podział na „PiS i anty-PiS". On ma także swoje głębokie korzenie, które niestety nie są przedmiotem równie poważnej debaty, jak niegdyś między romantykami a pozytywistami, czy w Galicji między stańczykami a mesjanistami.

Efektem głębokości podziałów i zajadłości konfliktu jest brak ciągłości w polityce państwa. Każda kolejna zwycięska opcja polityczna deprecjonuje i niszczy dorobek poprzednich, no i oczywiście całkowicie wymienia kadry, nawet jeśli nie zawsze na mniej kwalifikowane, to z pewnością mniej doświadczone i niedysponujące odpowiednim kapitałem kontaktów. Odbija się to negatywnie na funkcjonowaniu państwa w otoczeniu międzynarodowym (także w wymiarze gospodarczym) i obniża jego prestiż, spychając je na dalekie peryferie świata zachodniego. Przede wszystkim jednak brak politycznej ciągłości uniemożliwia realizację obliczonej na dekady długofalowej polityki w takich kluczowych obszarach, jak: energia, środowisko, edukacja, nauka czy obrona.

Kolejne wstrząsy polityczne i czystki kadrowe zakłócają naturalne procesy tworzenia się elit biznesowych, politycznych, intelektualnych, a nawet artystycznych. Najlepszym tego procesu przykładem może być unicestwianie przez kolejne rządy instytucji służby cywilnej, potencjalnie stabilizującej administrację publiczną na szczeblu centralnym. Społeczeństwo bez elit dryfuje. Bariera kultury i praktyki politycznej jest najpoważniejszą przeszkodą w rozwoju kraju w perspektywie najbliższych dziesięcioleci.

Oczywiście jedynie wróżka byłaby w stanie odpowiedzieć na pytanie, jak w ciągu najbliższych dziesięcioleci będziemy sobie radzili z omówionymi powyżej barierami rozwojowymi. Możliwe są zarówno optymistyczne jak i pesymistyczne scenariusze. Pewne jest jedynie to, że będziemy się musieli z nimi zmierzyć i że w tej konfrontacji, jak zawsze dotąd w historii Polski, wiele będzie zależało od zewnętrznych uwarunkowań zarówno geopolitycznych jak i gospodarczych.

Prof. Andrzej K. Koźmiński jest twórcą i pierwszym rektorem Akademii Leona Koźmińskiego. Obecnie jest jej prezydentem i przewodniczącym rady powierniczej

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL