fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Medycyna i zdrowie

Ultradźwięki obudzą mózg

Terapia ultradźwiękami miała swoją premierę w leczeniu pacjenta z uszkodzeniami mózgu
123RF
Terapia ultradźwiękami pomogła 25-letniemu pacjentowi pogrążonemu w śpiączce.

Młody mężczyzna wykazywał bardzo ograniczone reakcje na mowę. W najlepszym razie wykonywał minimalne gesty. Kilka dni po testach nowej terapii zaczął rozumieć, co się do niego mówi, odpowiadać „tak" i „nie", potrząsając głową. A opiekującego się nim lekarza pożegnał „żółwikiem".

Nieźle jak na efekty zabiegu trwającego dziesięć minut.

Kubek z ultradźwiękami

– To wygląda tak, jakbyśmy nagle uruchomili jego neurony. Dotąd jedynym sposobem, aby osiągnąć podobne efekty, były ryzykowne i inwazyjne procedury głębokiej stymulacji mózgu – mówi prof. Martin Monti z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Los Angeles, psycholog i neurochirurg opiekujący się pacjentami w śpiączce. – Takie procedury zakładają umieszczenie elektrod wprost na wzgórzu w mózgu. Nasz sposób również zakłada stymulację wzgórza, ale robimy to nieinwazyjnie.

Tę metodę zastosowano pierwszy raz, by pomóc pacjentowi z poważnymi uszkodzeniami mózgu.

Pomysł stymulacji ultradźwiękami opracował w 2002 roku prof. Aleksander Bystrycki, wychowanek Pierwszego Uniwersytetu Medycznego im. Akademika Pawłowa w Petersburgu. Dziś pracuje w Centrum Medycznym im. Ronalda Reagana Uniwersytetu Kalifornijskiego w Los Angeles. Idea polega na przykładaniu do głowy pacjenta urządzenia wielkości filiżanki, które emituje ultradźwięki. Można nimi precyzyjnie celować w określone struktury mózgu, pobudzając je do działania.

W tym przypadku naukowcy na celownik wzięli wzgórze – region odpowiadający ze ocenę bodźców płynących ze zmysłów i przekazywanie ich do kory mózgowej. To poszczególne elementy wzgórza odpowiadają za czucie bólu, temperatury, dotyku, a nawet wyrażanie emocji.

Urządzenie dostarczyła firma Brainsonix założona przez prof. Bystryckiego. Naukowcy uruchamiali je dziesięć razy na 30 sekund. Cały zabieg trwał dziesięć minut. Energia emitowana przez urządzenie była mniejsza niż podczas ultrasonografii dopplerowskiej. Cel wyznaczały dane z magnetycznego rezonansu magnetycznego. Fale skupiano z dokładnością centymetra.

Zamiast implantów

Lekarze są jednak ostrożni w ostatecznej ocenie rezultatów terapii. Potrzebne są testy z udziałem większej grupy chorych.

– Możliwe, że po prostu mieliśmy niesamowite szczęście, poddając stymulacji pacjenta, którego stan i tak, niezależnie od naszych zabiegów, się poprawiał – mówi prof. Monti. Wyniki prac swojego zespołu opisuje na łamach „Brain Stimulation".

Lekarze zamierzają przetestować ultradźwiękowy stymulator z udziałem jeszcze kilku pacjentów. Eksperyment odbędzie się jesienią. Najważniejszą zaletą takiego zabiegu jest to, że jest on całkowicie nieinwazyjny. Dotychczasowe metody stymulacji – w tym również stymulatory rdzenia kręgowego stosowane w Polsce – wymagają operacji chirurgicznej.

Przezczaszkowa pulsacyjna terapia ultradźwiękowa testowana jest od 2008 roku. Pionierem w tej dziedzinie jest dr William Tyler z Uniwersytetu Stanowego Arizony. Większość eksperymentów koncentruje się wokół poprawienia zdolności poznawczych pacjentów. Od kilku lat bada się również efekty stosowania ultradźwięków w łagodzeniu napadów drgawkowych w padaczce.

Nad tą technologią pracuje również niezależnie wojsko. Amerykańska agencja zaawansowanych naukowych projektów obronnych DARPA przygotowała hełm dla żołnierzy wyposażony właśnie w emiter ultradźwięków. Odpowiednio zogniskowane mogą tymczasowo wyłączyć u człowieka odczuwanie strachu, a nawet zmniejszyć wrażliwość na ból. Testy takiego urządzenia trwają.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA