fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kraj

Szef BBN: NATO przesuwa się na wschód

materiały prasowe
Polityka Rosji w obecnym kształcie stanowi dla nas zagrożenie – mówi w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej" szef BBN Paweł Soloch.

Rzeczpospolita: W czasie wtorkowego posiedzenia Rady Bezpieczeństwa Narodowego zostanie przedstawiony raport dotyczący przygotowania do szczytu NATO w Warszawie.

Paweł Soloch, szef BBN: Prezydent będzie chciał omówić przede wszystkim przebieg wypracowywania decyzji, jakie zostaną podjęte w Warszawie. W tym kontekście dla prezydenta istotne będzie też zasięgnięcie opinii na temat wniosków z wizyty sekretarza generalnego NATO Jensa Stoltenberga w Warszawie.

Wiemy, o co zabiegamy. Celem jest stała obecność wojsk sojuszniczych w Polsce. Czy już są dopięte sprawy dotyczące wzmocnienia flanki Sojuszu?

Jeszcze nie. Rozstrzygnięcia takie będą po spotkaniu ministrów obrony członków Sojuszu, które odbędzie się w połowie czerwca. Cały czas trwają konsultacje. Trudno więc operować np. konkretnymi liczbami co do obecności wojsk sojuszniczych na Wschodzie.

Minister Antoni Macierewicz mówi już jednak o umieszczeniu na wschodniej flance czterech tzw. grup batalionowych. To około 5 tysięcy żołnierzy.

To prawda. Potwierdzał to także sekretarz Stoltenberg. To jest pokłosie decyzji politycznych, które zapadły na lutowym spotkaniu ministrów obrony w Brukseli. Mówimy o czterech bojowych grupach batalionowych, czyli batalionach z siłami wsparcia. Teraz trwają uzgodnienia co do dyslokacji poszczególnych batalionów, a także tego, które państwa będą stanowiły tzw. państwa ramowe.

One będą je organizowały i nimi dowodziły.

Dokładnie. Wzmocnione bataliony zostaną rozmieszczone w trzech krajach bałtyckich oraz w Polsce. Na razie trzy państwa nieformalnie deklarują się jako państwa ramowe: USA, Niemcy i Wielka Brytania. Trwają np. rozmowy, w którym państwie batalion będzie tworzony przez Amerykanów.

Mówi pan o trzech krajach ramowych, a krajów, w których mogą być lokowane bataliony, są cztery. Francja nie jest zbytnio zainteresowana angażowaniem się w naszej części Europy. Jaki inny kraj może być gotowy do organizacji takiej jednostki?

Francja ma nadzwyczajny stan zagrożenia terrorystycznego, jej siły wojskowe są zaangażowane w ochronę bezpieczeństwa wewnętrznego. Sygnalizuje jednak gotowość do zaangażowania wojskowego także na flance wschodniej. Rozmowy na temat kraju ramowego prowadzone są natomiast m.in. z Kanadyjczykami.

Żołnierze kanadyjscy są obecni w Polsce niemal przez cały czas od wybuchu konfliktu na Ukrainie. Można powiedzieć, że to najwierniejszy obok Amerykanów nasz sojusznik. Kilka krajów deklaruje już udział swoich żołnierzy w grupach batalionowych, np. Duńczycy. My także jesteśmy gotowi wysłać nasze wojska do krajów bałtyckich.

Tak. Realizowana jest już decyzja o trzymiesięcznym pobycie naszej kompanii zmechanizowanej, która będzie się przemieszczała pomiędzy krajami bałtyckimi. Jej pobyt w tych krajach będzie miał charakter ćwiczebny. Jesteśmy też gotowi do zaangażowania się w przyszłości w ramach wysuniętej obecności sił NATO. Szczegóły tego zaangażowania będziemy uzgadniać z sojusznikami.

Czy to miałoby być jedyne wsparcie NATO, o którym mówił sekretarz generalny Sojuszu?

Nie. Sojusz planuje znaczne inwestycje w infrastrukturę wojskową, w tym związaną z rozpoznaniem. Na terenie Polski zostaną utworzone magazyny z bronią, która może mieć charakter ćwiczebny i bojowy. Amerykanie zadeklarowali umieszczenie na wschodzie Europy brygady pancernej, część tych wojsk będzie stacjonowała w Polsce. Mowa o umieszczeniu u nas dowództwa tej jednostki. Rozmowy na ten temat trwają.

Dzisiaj osiągnęliśmy znacznie więcej niż to, co zostało ustalone na poprzednim szczycie NATO w Newport. Mamy do czynienia z nową jakością. Przypomnę, że wówczas była mowa o rozwoju sił szybkiego reagowania, o wypracowaniu przez NATO zdolności do szybkiego przerzutu wojsk, a teraz mówimy już o tym, że NATO w wymiarze sojuszniczym ma być przesunięte na Wschód. Na to nakłada się modyfikacja w zakresie planowania reagowania w sytuacji kryzysowej, np. reakcji na wypadek wojny typu hybrydowego.

Największym osiągnięciem ostatnich miesięcy jest to, że NATO wraca do swoich klasycznych ram Sojuszu, który przede wszystkim broni terytorium swoich państw. Równocześnie ważne jest też położenie mocnego akcentu na współpracę partnerską z krajami spoza Sojuszu – Finlandią i Szwecją, a także Unią Europejską.

Wzmocnienie wschodniej flanki jest dla nas bardzo ważne. Minister Macierewicz deklaruje jednak także wysłanie wojsk na Bliski Wschód. W jaki sposób może pan uzasadnić nasze zaangażowanie w tym rejonie.

Na Morze Egejskie została skierowana fregata ORP Tadeusz Kościuszko. Będzie ona uczestniczyła w misji ćwiczebnej i ratowniczej. Niebawem zapadnie decyzja o przemieszczeniu w rejon Bliskiego Wschodu czterech samolotów F-16, które będą stacjonowały w Kuwejcie bądź Jordanii. Będą one uczestniczyły w misji rozpoznawczej i patrolowej. Także w rejon Bliskiego Wschodu wyślemy zespół szkoleniowy sił specjalnych.

Dlaczego wysyłamy w ten rejon wojska? Otóż jest to zgodnie z deklaracjami NATO i – co podkreśla prezydent Andrzej Duda – uniwersalnym charakterem sojuszu reagującego na zagrożenia z każdego kierunku. Oczekując wsparcia na Wschodzie, pokazujemy solidarność z państwami, które czują się zagrożone z Południa. W ten sposób utrzymujemy jedność Sojuszu.

Pod którą flagą polscy żołnierze będą służyli na Bliskim Wschodzie?

Fregata uczestniczy w misji NATO, a udział sił powietrznych i wojsk specjalnych związany jest z naszym wsparciem dla tzw. koalicji antyterrorystycznej, stworzonej przeciwko Państwu Islamskiemu.

Czy planujemy wysłanie amunicji lub broni do krajów, które wzięły na siebie ciężar walki z Państwem Islamskim? W poprzednim roku pewna partia amunicji została przesłana do Jordanii.

Jordanii pomagamy dlatego, że jest to wyjątkowo ważny kraj dla utrzymania równowagi w tym rejonie, a jednocześnie jest to państwo partnerskie NATO. To kraj stosunkowo niezamożny, który wziął na siebie ciężar walki z Państwem Islamskim. Dodatkowo ponosi duże koszty załamania sytuacji w Syrii. W ciągu trzech lat do ośmiomilionowego kraju napłynęły prawie 2 miliony uchodźców. Nasze wsparcie dla tego kraju będzie kontynuowane i w tym roku.

Czy poza Jordanią będziemy wspierać inne kraje?

Tak. Irak.

Z naszej rozmowy wyłania się dość optymistyczny obraz polskiej armii. Zupełnie co innego mówił niedawno szef MON Antoni Macierewicz, który z mównicy sejmowej krytycznie ocenił stan naszej armii. W jakiej kondycji jest polska armia i czy jest ona w stanie zapewnić nam bezpieczeństwo?

Minister Macierewicz rzeczywiście przedstawił bardzo krytyczny obraz armii. Podzielany zresztą zarówno przez NIK, jak i takich polityków, którym jest dzisiaj dość daleko do obozu władzy, jak choćby Ludwik Dorn. I faktycznie, mieliśmy do czynienia z wieloletnimi zaniedbaniami, wykraczającymi poza obszar ośmioletnich rządów PO. Wynikały one z pewnego, jak się teraz okazuje niesłusznego założenia, że epoka bezpośrednich zagrożeń się zakończyła, a współpraca sojusznicza ma tylko wymiar zewnętrzny i ekspedycyjny. Dzisiaj musimy wzmacniać własne zdolności obronne i temu służy m.in. korekta modernizacji sił zbrojnych. Musi uwzględniać to, jaki postęp od tego czasu dokonała Rosja, która w ciągu ostatnich 7–8 lat przeprowadziła modernizację swojej armii, nadając jej charakter ofensywny.

Jak na tym tle wygląda kondycja naszej armii?

W moim przekonaniu naszą słabością była w forsowny sposób przeprowadzona profesjonalizacja. Uzawodowienie armii przeprowadzone w niespełna trzy lata jest chyba rekordem światowym. Była to tak naprawdę nie profesjonalizacja, lecz redukcja armii. Zaniedbano szkolenie rezerw. Dzisiaj jakimś remedium na to wydaje się powołanie obrony terytorialnej, bowiem mamy armię niewspółmiernie małą do potencjalnych zagrożeń.

Czy zwiększona powinna być liczebność armii?

Na chwilę obecną najczęściej wymieniana jest liczba 150 tys. żołnierzy plus rezerwy mobilizacyjne, które wymagają pilnej odbudowy. Zakładając optymistycznie, że w ciągu kilku lat będziemy mieli do czynienia z okresem pokoju, powinniśmy zrobić to co możliwe, aby jak najlepiej wykorzystać ten czas. Konieczna jest modernizacja armii i dyskusja o kierunku, w którym powinna się rozwijać. A to jest związane ze zmianą i redefinicją naszej strategii bezpieczeństwa i innych dokumentów szczegółowych, które obecnie nie są adekwatne do zagrożeń, z jakimi mamy do czynienia.

Kiedy te zagrożenia zostaną wpisane do narodowej strategii bezpieczeństwa i czy wreszcie znajdzie się w nich stwierdzenie, że Rosja stanowi zagrożenie dla bezpieczeństwa Polski?

Prace już się rozpoczęły. Ich intensyfikacja nastąpi po szczycie NATO. Chcielibyśmy, aby wstępny zarys strategii powstał do końca roku. Zgadzam się, że polityka Rosji w obecnym kształcie stanowi dla nas zagrożenie. Dlatego dzisiaj zapisałbym w części analitycznej strategii, że agresywna polityka Rosji w stosunku do Ukrainy, aneksja Krymu, stwarza zagrożenia dla bezpieczeństwa Europy i sojuszników.

Czyli pana zdaniem istnieje realna groźba konfliktu zbrojnego z Rosją?

Nie będzie odkrywcze stwierdzenie, że polityka Rosji jest zagadką. Dzisiaj państwa NATO i UE muszą demonstrować gotowość na najgorszy z wariantów, który może się pojawić. Nie bez kozery wysyłane są sygnały do Rosji nawet z możliwością odstraszania nuklearnego. Mimo zróżnicowanych interesów krajów członkowskich Sojusz zachowuje jednolite stanowisko i ocenę zagrożenia rosyjskiego. Najbliższe tygodnie pokażą to, czy państwa sojusznicze należące do UE utrzymają sankcje gospodarcze wobec Rosji. Dzisiaj Rosja prowadzi ofensywną i agresywną politykę w naszym regionie. Ale porównując potencjały militarne NATO i Rosji, różnica jest ogromna. Gdyby Rosja chciała się konfrontować z całym Sojuszem, miałaby niewielkie szanse.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA