Reklama

Gen. Roman Polko dla „Rz”: Jeżeli prezydent uważa, że program SAFE jest zły, niech ma odwagę to powiedzieć

Dziwi mnie to, że marnujemy kolejne dni oczekując na jakąkolwiek decyzję - mówi w rozmowie z „Rzeczpospolitą” gen. Roman Polko.
Gen. Roman Polko, prezydent Karol Nawrocki

Gen. Roman Polko, prezydent Karol Nawrocki

Foto: PAP/Albert Zawada, Leszek Szymański

„Rzeczpospolita”: Program SAFE budzi ostatnio coraz więcej emocji. A to przecież historyczna szansa na dozbrojenie polskiego wojska. 

Gen. Roman Polko: Te emocje są podkręcane, a to „nie po wojskowemu”. W wojsku, jeżeli coś się dzieje, analizujemy i podejmujemy decyzję, a nie przeciągamy ją w czasie. Odwlekanie decyzji to oczywiście też jest jakaś decyzja, ale zazwyczaj jej skutki nie są najlepsze. 

Nawet jeśli program SAFE nie spełniałby oczekiwań, to trzeba przedstawić dla niego jakąś konkretną alternatywę. A im dłużej słuchałem prezesa Narodowego Banku Polskiego Adama Glapińskiego, tym mniej rozumiałem. Zresztą nie tylko ja, bo konsultowałem to z ludźmi, którzy są ekonomistami, specjalistami, ekspertami w tej dziedzinie. Wyraźnie podkreślają, że to jest jakieś lawirowanie. Program SAFE to jest konieczność, a nie tylko szansa, żeby wyposażyć polskie służby mundurowe, bo przecież nie tylko wojsko.

Czytaj więcej

Polska chce się „pilnie dozbroić” dzięki SAFE. W pierwszej kolejności stawiamy na samodzielne zakupy

To jest atrakcyjny program, oprocentowany w pierwszym roku na 3,17 proc. Takiej pożyczki jeszcze nie było. Ani Korea Południowa, ani Amerykanie nie dawali nam takich atrakcyjnych ofert. Z drugiej strony przyszłościowo, strategicznie, oznacza rozwój polskiego przemysłu zbrojeniowego. Jeżeli zbudujemy i zainwestujemy chociażby w program antydronowy SAN czy w to, co już nam wychodzi – w Pioruny, Borsuki, Kraby, Raki, Rosomaki – to już nie tylko nie będziemy musieli kupować armatohaubic chociażby w Korei, aby zaspokoić własne potrzeby, ale będziemy mogli sprzedawać je na zewnątrz i, jak sądzę, ta długofalowa pożyczka po prostu się zwróci. No i ostatni element, na który też zwraca się uwagę, to jest też szansa dla lokalnych społeczności. Zazwyczaj są to niewielkie miejscowości, gdzie przemysł zbrojeniowy jest jednym z silnych pracodawców. Rozwinięcie tego przemysłu jest z pewnością szansą na przyspieszony rozwój i pozyskanie nowoczesnych technologii.

Zatrudnienie w przemyśle obronnym Polski

Zatrudnienie w przemyśle obronnym Polski

Foto: Infografika PAP

Reklama
Reklama

Mamy te F-35, których nie będziemy na razie produkować, bo nie mamy takiej możliwości, mamy śmigłowce Apache, ale pewna dywersyfikacja i własne zdolności w ramach programu SAFE mogłyby ulec wzmocnieniu. Dziwi mnie to, że marnujemy kolejne dni oczekując na jakąkolwiek decyzję.

Czytaj więcej

Gen. Roman Polko o sporze wokół SAFE. „Żenujący spektakl, niestety z udziałem prezydenta”

A jednak programowi SAFE grozi prezydenckie weto. Ze strony ośrodka prezydenckiego pojawiła się kontrpropozycja „polskiego SAFE 0 proc.”, sformułowana przez Karola Nawrockiego razem z szefem NBP Adamem Glapińskim. Jak to się odbije na szybkości zakupów?

To jest konkretna propozycja? Jakbym zapytał, to mi pan jej nie wyjaśnił. To tylko odwlekanie w czasie.

Czytaj więcej

„Polski SAFE 0 proc.” Glapiński i Nawrocki mają plan na miliardy dla armii. Spotkanie z Tuskiem

Nie podejmuję się, jestem tylko skromnym dziennikarzem. 

Im dłużej się tego słuchało, tym mniej to było zrozumiałe. Ale ekonomiści wypowiadali się na ten temat jednoznacznie – mówili, że to nie jest żadna alternatywa. Zresztą Narodowy Bank Polski i tak odprowadza pieniądze do budżetu.

Jeżeli pan prezydent uważa, że program SAFE jest zły, to niech ma odwagę to powiedzieć, a nie przeciągać to w czasie, sprawdzając w międzyczasie słupki sondaży, co mu się bardziej opłaca.

Gen. Roman Polko

Reklama
Reklama

Jeżeli się deklaruje, że w kwestiach bezpieczeństwa mówimy jednym głosem, to należy się zamknąć w zaciszu gabinetów, podjąć decyzje i, ogłaszając je, rzeczywiście mówić jednym głosem. Jeżeli pan prezydent uważa, że program SAFE jest zły, to niech ma odwagę to powiedzieć, a nie przeciągać to w czasie, sprawdzając w międzyczasie słupki sondaży, co mu się bardziej opłaca. Należy słuchać ekspertów, specjalistów w tej dziedzinie. A wypowiedzieli się na ten temat wszyscy wojskowi. Znam generałów z różnych nominacji – również prezydenta (Andrzeja) Dudy – i żaden z nich nie skrytykował programu SAFE. Jeżeli wszyscy generałowie – i to również ci, którzy mają wykształcenie ekonomiczne – mówią jednym głosem, że to dobry program, to należy go realizować. Sam nie mam takiego wykształcenia, ale kończyłem wyższy kurs zarządzania zasobami obronnymi. Uczono nas, jak planować, programować rozwój sił zbrojnych, czym jest budżet, na co można przeznaczyć ile pieniędzy. To nie jest tak, że wojskowi są tylko od strzelania na polu walki, nas też naprawdę uczą kwestii odpowiedzialności budżetowej i tego, jak funkcjonują mechanizmy finansowe. W europejskim programie SAFE mamy wszystkie konkrety na stole, gotowe praktycznie do realizacji. No i mamy jakiś otoczony mgłą „SAFE 0 złotych” – jak go się czasem określa. Program, który może się ziści, a może nie, a który przypomina te Niderlandy, które obiecywał Zagłoba.

Czytaj więcej

Dalekosiężne kraby zajmują pozycję

A może na przykład dałoby się zastosować obie formy finansowania?

Intuicja rzadko mnie nie myli. Tym razem wskazuje, że im dłużej i bardziej zawile ktoś coś tłumaczy, tym mniejszą ma to szansę na praktyczną realizację. Pan jest „tylko dziennikarzem”, ja jestem „tylko żołnierzem” i oczekuję tego, że polski przemysł zbrojeniowy w sytuacji zagrożenia z zewnątrz bez zbędnej zwłoki będzie się rozwijał, a środki na te inwestycje mają wskazać politycy – i to tu i teraz. To jest tak naprawdę „na wczoraj”, nie ma czasu na prowadzenie gierek. Jeżeli pan prezydent się nie zgadza, uważa inaczej, to niech powie „nie”, ale niech bierze za to odpowiedzialność, a rząd niech po prostu robi swoją robotę.

Czytaj więcej

Zuzanna Dąbrowska: Dlaczego program SAFE to idealne pole do politycznej bitwy?

To, co się dzieje wokół programu SAFE niszczy też morale polskiego obywatela, kiedy w kwestiach bezpieczeństwa nagle słyszymy jakieś absurdalne wypowiedzi. Najbardziej absurdalne są te, po których można odnieść wrażenie, że zagrożeniem właściwie nie jest Rosja, tylko Niemcy. No bo Niemcy na tym zarobią. A dlaczego mieliby tracić? Przecież dzisiaj nasze bezpieczeństwo wyznacza przede wszystkim nasza mocna integracja w ramach Unii Europejskiej i NATO. Tego też oczekuje prezydent Donald Trump, żeby europejscy członkowie NATO wzięli odpowiedzialność za własne bezpieczeństwo. I tak na to trzeba patrzeć, a nie ze złudną wiarą, że tylko sojusz ze Stanami Zjednoczonymi z pominięciem sojuszy, do których należymy, zagwarantuje nam bezpieczeństwo.

Czy lepsze dla Polski w pana przekonaniu jest uzbrojenie ze Stanów Zjednoczonych czy z polskich firm? Bo i takie argumenty padały w dyspucie o SAFE. 

Nam jest potrzebne i to, i to. Nam są potrzebne świetne relacje ze Stanami Zjednoczonymi, należy o nie dbać, pielęgnować je. Rzeczywiście, mamy wiele amerykańskiego uzbrojenia, ale nie może być tak, że całkowicie polegamy tylko na Stanach Zjednoczonych. Dobrym przykładem jest Korea Południowa. Przecież Korea ma mnóstwo sprzętu amerykańskiego, ale zbudowała swoje markowe produkty, które są kompatybilne, które mogą synergicznie współdziałać z tymi amerykańskimi. My też mamy amerykańskie produkty, z Korei Południowej kupiliśmy takie, które są kompatybilne z tym sprzętem. Dołóżmy teraz do tego własną cegiełkę. 

Reklama
Reklama

Czytaj więcej

Rok przełomu w zbrojeniówce?

Tym bardziej, że mamy już elementy artyleryjskie, mamy na przykład program SAN, którym mogliby się zainteresować Amerykanie. Teraz widać, że w Iranie bardzo by im się taki antydronowy program przydał. Krótko mówiąc, jesteśmy blisko linii frontu – cieszyć się z tego nikt nie cieszy – ale to można też potraktować jako szansę, że doświadczenia bojowe Ukraińców poprzez stały kontakt będą się przekładały na sensowną polską produkcję zbrojeniową, która będzie wzmacniała nie tylko Rzeczypospolitą, ale też NATO. A w ramach NATO doświadczenia oczywiście będziemy przekazywać Amerykanom.

W kontekście amerykańskiej broni pojawił się pewien dyplomatyczny zgrzyt. Amerykańska ambasada uznała za stosowne stwierdzić w komunikacie, że w żaden sposób nie była zaangażowana w koncepcję „polskiego SAFE 0 proc.”. Czy to nie jest za delikatny temat, by ryzykować kontakty transatlantyckie dla wewnętrznych rozgrywek politycznych?

Ja tu nie widzę zgrzytu. Amerykanie wyraźnie mówią, że to jest polska decyzja, a oni w tym nie biorą udziału. I dobrze zrobili, że zaprzeczyli, bo w tym kierunku niektórzy zaczynają już prowadzić „friendly fire”, taki bratobójczy ogień. Otóż w niczym to nie przeszkadza. Szacunek i dla Amerykanów i dla amerykańskiego przemysłu zbrojeniowego. Działamy razem, synergicznie, a nie na zasadzie, że jedno wyklucza drugie. W dalszym ciągu zależy nam na uzbrojeniu amerykańskim. Jest świetne, jest rewelacyjne, jest z najwyższej półki, oparte o amerykańskie technologie. Ale to nie przeszkadza chyba, żeby rozwijać własne technologie. Jak tylko coś fajnego nam się uda osiągnąć, to z chęcią będziemy się tym dzielić z partnerami amerykańskimi. Na tym polega budowanie wspólnej odporności. Taka jest de facto istota Sojuszu Północnoatlantyckiego. Rozgrywanie wewnątrz NATO poszczególnych krajów przeciwko sobie jest kompletnie chore bez względu na to, kogo dotyczy. Niemcy nie są naszym wrogiem, to oni oferowali nam Patrioty po tym, jak rosyjskie drony wleciały w naszą przestrzeń powietrzną. To samo dotyczy naszych amerykańskich partnerów. Wbijanie klina między Stany Zjednoczone i Europę czy pomiędzy poszczególnych członków sojuszu NATO, to naprawdę jest melodia pod dyktando Putina. 

Czytaj więcej

Dr Jakub Benedyczak: To nie jest straszenie, Rosja już przystąpiła do ataku na Europę

Z drugiej strony warto zauważyć, że firmy amerykańskie potrafią rywalizować na rynku uzbrojenia. Wszystkie amerykańskie firmy zbrojeniowe są kontrolowane przez państwo, ale są w prywatnych rękach. One też rywalizują ekonomicznie. To wyraźnie pokazuje, że na szefów czy Polskiej Grupy Zbrojeniowej, czy innych polskich firm nie można wyznaczać ludzi z klucza partyjnego, tylko jednak z takich, którzy potrafią się poruszać i ugrywać swoje w tym międzynarodowym biznesie.

Reklama
Reklama

Rozgrywanie wewnątrz NATO poszczególnych krajów przeciwko sobie jest kompletnie chore bez względu na to, kogo dotyczy.

Gen. Roman Polko

Odłóżmy na chwilkę te przepychanki polityczne. Jakie uzbrojenie w pana ocenie przydałoby się polskiemu wojsku?

Szczerze mówiąc nie lubię tego typu pytań, bo musiałbym wymienić właściwie całą listę. Tak więc mam problem z odpowiedzią na to pytanie. Musiałbym wskazać – właściwie od tego powinienem rozpocząć – na dotychczasowe zaniedbania zarówno małego jak i dużego pałacu. No bo jak to jest, że do dziś nie ma strategii bezpieczeństwa narodowego, która mówiłaby o tym, jak będziemy kształtować kwestie bezpieczeństwa Rzeczypospolitej. Ostatnia strategia pochodzi jeszcze sprzed rosyjskiej pełnoskalowej agresji na Ukrainę. Nie ma wielu definicji, choćby dotyczących pojęcia wojny hybrydowej, z którą obecnie mamy do czynienia. Nie ma strategii, nie ma też polityczno-strategicznej dyrektywy obronnej dla dowódców, którzy powinni na tej podstawie budować plany operacyjne. Bo jakie mamy budować plany operacyjne, jeśli nie mamy wytycznych, które powinny zostać przekazane wojsku właśnie w tej polityczno-strategicznej dyrektywie obrony przez prezydenta, premiera, ministra obrony narodowej? Dochodzimy do trzeciego etapu na kursie, który kończyłem w Naval Postgraduate School, gdzie dopiero na bazie wszystkich niezbędnych dokumentów budowaliśmy plany konkretnych zakupów i programów.

Czytaj więcej

Marek Kutarba: A jednak dzięki pieniądzom z SAFE Polska zrobi zakupy w USA

Przecież można przyjmować różne koncepcje, ale my zaczynamy tak naprawdę od końca. Wymienianie – „a może to, a może tamto” jest trochę „na czuja”. Teraz powiedziałbym – i nikt by się nie obruszył – że w pierwszej kolejności potrzebne są oczywiście systemy antydronowe. Ale od prawdziwych liderów, dowódców, generałów oczekuje się, żeby widzieli to, co jest za horyzontem. 

Wspomniał pan o działaniach hybrydowych. Czy wydatki na to obecnie jedyne potrzeby w zakresie bezpieczeństwa? Rano minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski poinformował o ataku hakerskim na Narodowe Centrum Badań Jądrowych. Może to jest też aspekt bezpieczeństwa, na który warto byłoby zwrócić uwagę i przeznaczyć część środków na cyberobronę?

- Tak, bezpieczeństwo to nie jest tylko zakup broni i sprzętu. Wojsko wcale nie jest zainteresowane tylko tym, żeby dostać wyposażenie, a reszta niech się sama martwi. Wręcz przeciwnie, należy zadbać o to, by Policja czy Straż Graniczna realizowała swoje zadania własnymi siłami i środkami. W przeciwnym razie to wojsko angażowane jest do zadań, które nie są w obszarze odpowiedzialności wojska, bo zgodnie z ustawą za obronę granicy lądowej w czasie pokoju, na przykład przed migrantami, odpowiada Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji. Wojsko nie jest formacją, która powinna być wykorzystywana w ramach zarządzania kryzysowego – sprzątania błota popowodziowego, odśnieżania czy chodzenia po torach. Tu również potrzebne byłyby pieniądze, które pozwoliłyby sprawdzać infrastrukturę, monitorować ją za pomocą systemów elektronicznych. Podobne rozwiązania funkcjonują na świecie, zwłaszcza tam, gdzie są koleje dużych  prędkości.

Reklama
Reklama

Tak, to są naczynia połączone. Dlatego o zaangażowaniu wojska do takich zadań mówię z pewnym dystansem, bo to jeden system bezpieczeństwa. Na tym powinien się skupić w tej chwili cały wysiłek polityków, a nie na przepychaniu się o program SAFE. Ten powinien być „klepnięty” i realizowany, a jego elementami powinny być poszczególne podsystemy związane z zaopatrzeniem wojska, z budowaniem polskiego przemysłu obronnego, z funkcjonowaniem w cyberprzestrzeni. To powinno być zintegrowane, by te wysiłki, które podejmujemy, prowadziły do budowania pełnego bezpieczeństwa, nie tylko w jakimś konkretnym sektorze.

Program SAFE

Program SAFE

Foto: Infografika PAP

Gen. Roman Polko

Roman Polko, generał dywizji Wojska Polskiego, oficer wojsk powietrznodesantowych i sił specjalnych, doktor nauk wojskowych, były dowódca jednostki GROM. Brał udział w misji wojskowej na terenie byłej Jugosławii na pograniczu kosowsko-macedońskim, w Afganistanie, Zatoce Perskiej oraz misji stabilizacyjnej w Iraku. Pochodzi z Tychów.

:


Policja
Nietykalna sierżant „Doris”. Drugie życie tajnej policjantki
Materiał Promocyjny
PR&Media Days 2026
Materiał Promocyjny
OTOMOTO rewolucjonizuje dodawanie ogłoszeń
Wojsko
Gen. Roman Polko o sporze wokół SAFE. „Żenujący spektakl, niestety z udziałem prezydenta”
Wojsko
Gen. Mirosław Różański: „Polski SAFE 0 proc.” to zabieg czysto socjotechniczny
Wojsko
Incydent w Radomiu. Władysław Kosiniak-Kamysz ostro skomentował słowa Marka Suskiego
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama