Współczesnego odbiorcy, mającego w pamięci zarówno „Listę Schindlera”, jak i „Pianistę”, nie zaskoczy zapewne wątek nazisty ratującego życie Żydówce. W tekście Taboriego najbardziej szokuje co innego: rozdźwięk między fabułą niebezpiecznie balansującą na granicy psychologicznego absurdu a sugestią autora, że przedstawione wydarzenia mają swój rodowód w rzeczywistości.

Tabori zresztą nieraz dawał dowody skłonności do artystycznych prowokacji, czarnego humoru oraz igrania z poczuciem smaku widza. W „Courage mojej matki” drażni, irytuje i... intryguje. W inscenizacji Łazarkiewicz cyniczne błazeństwo sąsiaduje na równych prawach z przejmującymi opisami ludzkich tragedii.

Są w tym spektaklu wspaniałe role Jana Peszka, a zwłaszcza Danuty Szaflarskiej, która przyznała: – Pierwszy raz pracowałam z Magdą Łazarkiewicz i zauważyłam, że ma absolutny słuch, błyskawicznie potrafi wyłowić najmniejszy fałsz.

Podczas pierwszej próby zwróciła mi uwagę, że to, co mówię, brzmi zbyt teatralnie. Zrobiliśmy drugą próbę i za trzecim razem udało się oczyścić tę rolę z wszelkiej teatralności. Praca była szczególnie trudna, ponieważ jako odtwórcy głównych postaci pracowaliśmy z Janem Peszkiem przez trzy dni po 12 godzin niemal bez przerwy. Wspominać ją będę jednak z wielką satysfakcją, bo jeśli jest świetny reżyser, twórczy koledzy i tekst, z którego coś wynika, o czym więcej marzyć.

[ramka]Specjalnie dla „Rz”:

[b]Magdalena Łazarkiewicz, reżyser[/b]

„Courage mojej matki” to kolejny spektakl telewizyjny, który był ważnym etapem mojej drogi artystycznej. Tę przygodę rozpoczęłam pod koniec lat 80. „Domem kobiet” Zofii Nałkowskiej z Krystyną Jandą w roli jednej z bohaterek. Realizacjom telewizyjnym towarzyszy zawsze atmosfera szczególnego skupienia i pełne oddanie ze strony aktorów. Potem, kiedy spektakle powstawały już za pieniądze producentów zewnętrznych, można było stworzyć zespół osób, z którymi ma się wspaniałe porozumienie twórcze. Rodziły się dzieła najwyższej jakości artystycznej, które mimo, że nie schlebiały gustom publiczności, cieszyły się jej wielkim uznaniem. Rozmowy z widzami uświadomiły mi, że dla wielu były prawdziwym pokarmem duszy. Nie mogę pogodzić się z tym, że coś tak cennego zostało im zabrane w bezczelny i barbarzyński sposób. [/ramka]