Od początku rozpatrywania protestów wyborczych mówił pan, że izba zdąży je rozpatrzyć, choć nie wiadomo było, ile ich wpłynie. Skąd ten optymizm?
W pierwszej kolejności dała znać o sobie determinacja: musimy orzec i zmieścić się w terminie. Wiedziałem, że nasza izba może też liczyć na wsparcie sędziów delegowanych. Nie byli potrzebni, choć dostaliśmy wsparcie sprzętowe i pracowników innych sekretariatów. Mój optymizm wynikał też z przekonania, że skończy się na tysiącu, może 1200 sprawach. Najtrafniej na sędziowskiej giełdzie ocenił to sędzia Oktawian Nawrot. Wskazał 5 tysięcy.
Czytaj także: Sąd Najwyższy: wybór Andrzeja Dudy jest ważny
Pewnie było to trudne zadanie organizacyjne.
Z dużym wyprzedzeniem o wszystkim myślała prezes Joanna Lemańska. To ona sortowała pierwsze 3 tysiące protestów. Czuwała też nad całym procesem i dbała o rozładowywanie napięć, które zawsze pojawiają się przy takiej presji. Znacznie wcześniej zaktualizowano opracowaną na potrzeby wyborów parlamentarnych instrukcję dla konsulów, jak mają postępować w razie protestów wyborczych, aby obiektywne utrudnienia związane z odległością nie hamowały pracy sędziów. Bez tego, przy tak ogromnej mobilizacji Polaków za granicą, nie udałoby się rozpatrzyć protestów złożonych u konsulów. Wreszcie za orzeczeniami sędziów stała mrówcza i tytaniczna praca sekretariatów i asystentów.
Nie padali?
Jeszcze nie skończyli – trzeba teraz doręczyć postanowienia i wykonać mnóstwo innej sekretarskiej pracy. Obserwowałem przez te dni fantastyczny profesjonalizm, wspaniałą motywację mimo gigantycznego zmęczenia. Wszystkim należą się najwyższe wyrazy uznania.
A czy autorzy i organizatorzy protestów stanęli na wysokości zadania?
Jeśli wziąć pod uwagę, że blisko 90 proc. protestów pozostawiono bez dalszego biegu, to można mówić o niskiej ich jakości, zwłaszcza tych pisanych na wzorach z internetu.
Musimy jednak pamiętać, że protesty wyborcze to bardzo specyficzny środek zaskarżenia. Stają się często okazją do zamanifestowania emocji obywatelskich.
Dotyczy to też prawników, którzy publikowali swoje protesty w mediach społecznościowych i nie zawsze potrafili sprostać wymogom formalnym. Dlatego tylko ok. 10 proc. mogło zostać rozpoznanych merytorycznie, a niecałe 2 proc. uznanych za zasadne.
A czy podnoszenie wciąż tu i ówdzie zastrzeżeń do umocowania Izby Kontroli Nadzwyczajnej złożonej wyłącznie z nowych sędziów jakoś wpływało na jej pracę?
Umocowanie w sprawach wyborczych wynika bezpośrednio z ustawy
o SN. Niektóre z gotowych wzorów protestów zawierały wnioski o wyłączenie wszystkich sędziów izby, co oznaczało wniosek o wyłączenie sądu, a ten na gruncie prawa polskiego jest niedopuszczalny.
Sędziowie rozpatrywali te wnioski jeszcze przed wyznaczeniem składów orzekających. W praktyce – wiele hałasu o nic.