„Rzeczpospolita”: Co Jerzy Giedroyc doradzałby nam w obecnej skomplikowanej sytuacji?
Krzysztof Pomian: Bardzo nie lubię mówić w imieniu zmarłych, bo mają to do siebie, że nie mogą się bronić przed interpretacjami słów, które by im nie odpowiadały. Ale w przypadku pana pytania i stanowiska, jakie Jerzy Giedroyc prezentował, nie musimy na szczęście spekulować, ponieważ zajął je w sposób całkowicie jasny i zdecydowany.
Pierwszą sprawą zasadniczą dla Polski z punktu widzenia geopolitycznego, a dzisiaj rysuje się to jeszcze ostrzej, była niepodległość Ukrainy. Z całego obszaru ULB, jak to nazwał Juliusz Mieroszewski, czyli Ukrainy, Litwy i Białorusi – ze względu na rozmiary Ukrainy i jej potencjał, sprawa Ukrainy była dla Giedroycia kwestią centralną. Po pierwsze oddziela Polskę od Rosji, a po drugie może przeciwstawić się rosyjskiej agresji, co też dokładnie się sprawdziło i w tym sensie Giedroyc okazał się prorokiem.
Jest się bowiem po stronie Ukrainy albo po stronie Rosji. Jak się nie jest po stronie Ukrainy - to jest się po stronie Rosji. Zwłaszcza wtedy, kiedy manifestuje się swój negatywny stosunek do Ukrainy. Polska jest pod tym względem rozdarta na najwyższych szczeblach władzy i to niezwykle osłabia naszą pozycję.
Dzisiejsza sytuacja ze względu na rosyjską agresję w Ukrainie jest szczególnie skomplikowana, tym bardziej chciałbym zacytować fragment „Przesłania” z wydanej w 1994 r. „Autobiografii na cztery ręce” Jerzego Giedroycia w pana opracowaniu, gdzie Redaktor również proroczo napisał: „Nie wpadając w megalomanię narodową, musimy prowadzić samodzielną politykę, a nie być klientem Stanów Zjednoczonych czy jakiegoś innego mocarstwa”. Zwłaszcza wobec wyczynów Steve’a Witkoffa, amerykańskiego negocjatora, to wyjątkowo ważne.
Oczywiście, a mogę dodać też, i nie wydaje mi się, żeby to było nadinterpretacją słów wypowiedzianych przez Giedroycia, że Polska powinna kłaść ogromny nacisk na sojusz europejski oraz stosunki z jej drugim wielkim sąsiadem obok Ukrainy, tym razem po stronie zachodniej, to znaczy z Niemcami.
Jedną z linii przewodnich polityki zagranicznej paryskiej „Kultury” było zawsze szukanie porozumienia polsko-niemieckiego. To widać konsekwentnie od samych początków, gdy „Kultura” posyła Jerzego Stępowskiego do Niemiec dla zdiagnozowania ówczesnej tamtejszej sytuacji. Przez wytężoną pracę Mieroszewskiego i wszystkich korespondentów „Kultury” w Niemczech aż po ostatnie artykuły przebija stanowisko, że Polska powinna być częścią sojuszu europejskiego i mieć dobre sąsiedzkie stosunki z Niemcami.