Sądy 24-godzinne skazują dziś głównie pijanych kierowców i rowerzystów. Dla chuliganów, których miały pozbawić wstępu na stadiony, tryb przyspieszony okazał się zbyt szybki. Ekspresowe sądy okazały się wielką i kosztowną klapą – to opinia karnistów, sędziów, prokuratorów i policjantów. Właśnie zaczęła dyskusja, jak je zmienić.

Bardzo często chuligani złapani w trakcie zamieszek po meczu nie odpowiadają przed sądami 24-godzinnymi. Policja w ciągu 48 godzin nie zdoła zebrać materiału dowodowego w ich sprawie. A przekroczenie tego terminu dyskwalifikuje ekspresowy wyrok. Nie doczekawszy się szybkich wniosków o ukaranie, chuligani odpowiadają w zwykłym trybie. Powód? Do zamknięcia sprawy niezbędna jest drobiazgowa analiza materiałów ze stadionowego monitoringu. Na to wszystko trzeba czasu.

Coraz częściej przed oblicze ekspresowej Temidy nie trafiają także pijani kierowcy. Pokazał to ostatni świąteczny weekend. Policjanci zatrzymali ponad tysiąc kierowców po alkoholu i nie zdążyli wypisać wniosków o ukaranie. Ich sprawy potoczą się w zwykłym trybie.

Sądy, które, chcąc nie chcąc, muszą dyżurować, starają się zagospodarować marnowany czas. Tak np. w Lublinie i w kilku innych miastach w trakcie dyżurów odbywają się normalne posiedzenia. – U nas obowiązują dyżury tygodniowe – tłumaczy „Rz” sędzia Barbara de Chateau, rzeczniczka Sądu Okręgowego w Lublinie. I dodaje, że na początku spodziewano się zalewu spraw kierowanych do sądów 24-godzinnych. Dziś zdarza się, że sędziowie przez kilka dyżurnych dni tracą czas. Normalnie mieliby dwa – trzy posiedzenia. Wyznaczają więc swoje sprawy w trakcie dyżurów. Jest ich na wokandzie mniej niż normalnie, ale się toczą, a wiele udaje się skończyć.

Eksperci od dawna krytykowali tryb przyspieszony. Prof. Andrzej Zoll uważa, że się nie sprawdził właśnie dlatego, iż jest zbyt szybki i wyklucza możliwość przeprowadzenia niektórych czynności. Już od kilku miesięcy prawnicy mówią o koniecznych zmianach w funkcjonowaniu sądów 24-godzinnych. Poseł Cezary Grabarczyk uważa, że powinny się one przestać zajmować pijanymi kierowcami, rowerzystami i woźnicami. W ich gestii miałyby pozostać sprawy stadionowych chuliganów, sprawców kradzieży zuchwałych i zniszczeń mienia. Przed tymi sądami powinno się też zrezygnować z obligatoryjnej obrony. Dzięki temu mają być tańsze.

O rezygnacji z obrońców z urzędu mówi także „Rz” prof. Zbigniew Ćwiąkalski z Uniwersytetu Jagiellońskiego. Za korzystne uznaje on także rezygnację z tymczasowego aresztowania i być może wydłużenie postępowania przed sądem do 48 godzin (dziś 24). Trybowi przyspieszonemu pomogłoby także dopuszczenie zawarcia w nim ugody z prokuratorem na etapie postępowania przygotowawczego. – Taki tryb po zmianach mógłby funkcjonować w naszym prawie, ale nie należy wiązać z nim nadmiernych oczekiwań – dodaje prof. Ćwiąkalski.

Już pierwsze statystyki nie były optymistyczne. Najnowsze są jeszcze gorsze. Z wstępnych szacunków wynikało, że z szybkimi wyrokami w Polsce powinno się liczyć nawet 12 tys. sprawców miesięcznie. Tymczasem po 4,5 miesiącu do ekspresowych sądów trafiło zaledwie 24,5 tys. spraw.

Najwięcej, bo ponad 19 tys., dotyczyło pijanych kierowców i rowerzystów. Pojedyncze procesy dotyczyły: wyrębu drewna, niepowiadomienia przez pracodawcę o wypadku, nieudzielenia pomocy i znieważenia osoby.

Nie tego się spodziewano. Szybka Temida miała być wymierzona w chuliganów. Dziś walczy przede wszystkim z pijanymi kierowcami.

Autopromocja
RADAR.RP.PL

Przemysł obronny, kontrakty, przetargi, analizy, komentarze

CZYTAJ WIĘCEJ

wyślij e-mail do autora: a.lukaszewicz@rp.pl