Na początku chciałabym wyjaśnić jedną rzecz. Jaki jest pani status w SN? Powinnam mówić „prezes Izby Pracy” czy „pełniąca obowiązki prezesa Izby Pracy”?
Ja proszę wszystkich, aby zwracali się do mnie „pani sędzio”, ponieważ kieruję jedynie pracą izby. Nie mam statusu prezesa ani osoby pełniącej obowiązki prezesa. Moje formalne stanowisko to sędzia Sądu Najwyższego upoważniona do tymczasowego wykonywania czynności związanych z organizacją i kierowaniem pracą Izby Pracy i Ubezpieczeń Społecznych SN oraz niektórych czynności z zakresu prawa pracy.
Strasznie to skomplikowane.
Izba pracy od dłuższego czasu nie ma prezesa. Kadencja sędziego Piotra Prusinowskiego zakończyła się 15 miesięcy temu, wówczas jednak zgromadzenie, które mogłoby wybrać następcę, nie zostało przez niego zwołane. Obecnie, ze względu na brak kontrasygnaty po stronie premiera do jego przeprowadzenia, nie ma możliwości wyboru osoby na to stanowisko. Zgodnie z ustawą o Sądzie Najwyższym pierwsza prezes SN Małgorzata Manowska nie może powołać osoby pełniącej obowiązki ze wszystkimi prerogatywami. Stąd właśnie ta rozbudowana nazwa mojego stanowiska.
Czytaj więcej
- Pan sędzia Miąsik wykonuje, na podstawie mojego zarządzenia, czynności w Izbie Pracy. Jeśli nie...
Objęcie kierowania izbą po prezesie Piotrze Prusinowskim budziło kontrowersje, pojawiły się także roszczenia sędziego Dawida Miąsika. Weszła pani w samo centrum sporu, mającego polityczne tło. Nie miała pani wątpliwości?
Nie postrzegam tej sytuacji w kategoriach „walki”. Po zakończeniu kadencji sędziego Prusinowskiego pierwsza prezes powierzyła kierowanie izbą sędziemu Miąsikowi i faktycznie przez dłuższy czas tę funkcję pełnił. Z czasem jednak sam zaczął podważać podstawy prawne swojego powołania, wskazując na wątpliwości co do tego, która ustawa znajduje zastosowanie. Gdy pierwsza prezes zaproponowała mi przejęcie tych obowiązków, nie miałam szczególnych wątpliwości. Mam 27 lat doświadczenia orzeczniczego. Zdawałam sobie też oczywiście sprawę z tego, co się dzieje wokół Sądu Najwyższego, choć rzeczywiście skala napięć okazała się ponadstandardowa. Nie jest to jednak sytuacja, która by mnie przerosła.
Napięcia chyba jeszcze nie zniknęły, zważywszy na dość ostry wywiad, którego udzielił „Rzeczpospolitej” sędzia Piotr Prusinowski.
Niestety, wypowiedzi pana sędziego, jak zwykle, były niezwykle emocjonalne, właściwie pozbawione konkretów i merytoryki. Kilka twierdzeń trzeba jednak „odkodować”. Zdanie, że: „Izba Pracy nie orzekała „po linii”, była za bardzo zapatrzona w Europę i za bardzo „antyneonowa”, taka po prostu zbyt samodzielna” jest niestety prawdziwe. Rzeczywiście tzw. starsi sędziowie orzekali wbrew przepisom, czego wyrazem jest choćby uchwała z 24 września 2025 r., w której podważyli obowiązujące ustawy, uznali Izbę Kontroli za nieistniejącą, ignorując także jej wyłączną właściwość do orzekania w przedmiocie skargi nadzwyczajnej. Jeżeli więc pan sędzia ubolewa nad końcem tak pojmowanej „samodzielności” izby, to jest to dla mnie komplement. „Nowi” sędziowie orzekają na podstawie obowiązujących aktów prawnych, a nie osobistych przekonań, preferencji czy, mówiąc wprost, „widzimisię”.