Konfiskata samochodów pijanych kierowców zbierze żniwo: od tych najtańszych do mercedesów. Projekt jest już w Rządowym Centrum Legislacji. Ma wejść w życie dwa tygodnie po publikacji.

Cios po trasie

Jak alarmują eksperci, statystyki prowadzenia samochodu pod wpływem alkoholu na polskich drogach są wyjątkowo niepokojące. Według danych policyjnych w połowie 2021 r. zatrzymano niemal 50 tys. pijanych kierowców.

– W 2021 r. było ich 99 tys., ale w tym wypadku niepokój budzi trzy razy mniejsza liczba policyjnych kontroli, co wynikało z sytuacji pandemicznej w kraju. W związku z powyższym można zaryzykować stwierdzenie, że kierowców pod wpływem było znacznie więcej, tylko nie zostali oni złapani – komentuje Marcin Warchoł, wiceminister sprawiedliwości. I dodaje:

– Nie warto wymyślać całego systemu na nowo, możemy spojrzeć na inne kraje, które w rankingach bezpieczeństwa na drogach są znacznie wyżej od nas, i przenieść ich rozwiązania na nasz grunt. I to zarówno w kwestii zapobiegania, jak i karania – twierdzi wiceminister.

Czytaj więcej

Takie są mandaty od Nowego Roku. Pełna wersja taryfikatora 2022

Czytaj więcej

Nowy taryfikator działa. Sypią się rekordowe mandaty

Kierowcy na Słowacji po pierwszym zatrzymaniu po alkoholu za kółkiem są zobligowani do rozmowy z psychiatrą w celu wykrycia, czy zaistniała sytuacja była jedynie incydentem, czy też efektem problemu alkoholowego.

Jeśli chodzi o karanie pijanych kierowców, ciekawe rozwiązanie stosuje Finlandia, gdzie, tak jak w wielu europejskich krajach, pijanym kierowcom zabiera się samochody, które później trafiają na publiczną licytację.

Przygotowany w resorcie sprawiedliwości projekt przewiduje wyłączenie możliwości stosowania kary zamiennej, tj. orzekania grzywny lub kary ograniczenia wolności zamiast kary pozbawienia wolności za przestępstwo prowadzenia pojazdu mechanicznego w stanie nietrzeźwości lub pod wpływem środka odurzającego po raz kolejny (tzw. recydywa drogowa).

Autopromocja
Wyjątkowa okazja

Roczny dostęp do treści rp.pl za pół ceny

KUP TERAZ

Podwyższona do trzech lat pozbawienia wolności zostaje również górna granica zagrożenia karnego przewidziana za popełnienie takiego przestępstwa po raz pierwszy.

Byle nie jak leci

Profesor Andrzej Zoll jest bardzo sceptyczny wobec propozycji konfiskaty samochodu pijanego kierowcy.

– Myślę, że kary, które wprowadzono od 1 stycznia, powinny zadziałać prewencyjnie i wystarczyć – mówi „Rzeczpospolitej". I dodaje, że stawiałby na wysokie grzywny, ale niekoniecznie na konfiskatę auta.

Sędzia Barbara Piwnik z Sądu Okręgowego Warszawa-Praga nie ma wątpliwości, że kolejne zmiany w procedurach bardziej szkodzą, niż pomagają.

– Nie wyobrażam sobie wprowadzenia na dużą skalę konfiskaty samochodu. Problem ustalenia wartości auta, przebiegu itd. – to wszystko spadnie na sąd. A ten może dziś nie być gotowy.

– Różnica wartości konfiskowanych samochodów od 10 do powiedzmy 100 tys. zł jest zbyt rozległa, by zabierać kierowcom auta tak jak leci. Jeśli mamy być karani, to zgodnie z zasadą proporcjonalności. Nie można wprowadzać jakiejś jednej kary, która zadziała w każdej sytuacji. Jest przecież nawiązka, którą sąd może manewrować, biorąc pod uwagę możliwości finansowe sprawcy. Może ją orzec w górnej wysokości i dolnej. To jest sprawiedliwe traktowanie. Sprawiedliwe do osiąganych korzyści. Decyzja należy do sądu. A ten ma wgląd w sytuację finansową. W większości sytuacji bardzo drobiazgowo ją analizuje – komentuje propozycje zmian Łukasz Cieślak, adwokat z Kancelarii Radców Prawnych M. Woziński A. Kulisz.

Etap legislacyjny: w Rządowym Centrum Legislacji