Konferencja Episkopatu Polski (KEP) 11 marca 2026 r. postanowiła powołać do życia „Komisję niezależnych ekspertów do zbadania zjawiska wykorzystania seksualnego osób małoletnich w Kościele katolickim w Polsce”. Kilkuletniemu procesowi przygotowywania tej decyzji towarzyszyło wiele emocji, kilka doniosłych wydarzeń i co najmniej jeden dramatyczny zwrot akcji, przy okazji których do opinii publicznej przedostawały się informacje pozwalające obserwować ścieranie się koncepcji, stanowisk, poglądów i dążeń w łonie polskiego episkopatu. Czy zatem jesteśmy świadkami przełomu?
Komisja niezależna, ale z ograniczeniami
Po pierwszym czytaniu przyjętych przez biskupów dokumentów odczucia mogą być co najmniej mieszane. Opierając się na ich treści, nie można oprzeć się wrażeniu, że niestety nie zdecydowano się na wykorzystanie szansy, jaką byłoby oddanie zbadania przypadków pedofilii w polskim Kościele w ręce ciała, które byłoby całkowicie niezależne, działające w sposób w pełni transparentny, mające pełną swobodę w dostępie do źródeł, mogącego weryfikować informacje także w konfrontacji z zeznaniami żyjących świadków wydarzeń, niezależnie od ich pozycji i stanowisk – także w samym Kościele. Zamiast tego działania komisji obwarowano szeregiem ograniczeń, z których wiele – mimo deklarowanej niezależności tego ciała – pozostawia KEP furtki do faktycznego wpływania na jego działalność. Pozostaje mieć nadzieję, że litera prawa nie będzie w toku działania komisji wykorzystywana w tym kierunku, lecz zgodnie z intencją Prymasa Polski, abp. Wojciecha Polaka, wyrażoną podczas konferencji prasowej podsumowującej obrady 404. plenum KEP, komisja „będzie miała całkowitą niezależność i zapewnioną wiarygodność swojego postępowania”.
Czytaj więcej
Kościelna komisja ds. pedofilii, której założenia przygotowywano dwa lata, nie powstała. Biskupi „kupili” sobie czas. Ale komisja musi powstać, bo...
Fundamentalne znaczenie przyznania komisji takiej niezależności obserwatorzy podkreślali od początku prac nad jej powołaniem. Warunkiem powodzenia tego projektu będzie zagwarantowanie powołanemu przez KEP ciału nieskrępowanych możliwości badawczych. Tylko taka komisja będzie miała szansę przeprowadzić merytorycznie poprawne i wyczerpujące badania z jednej oraz przywrócić poprzez publikację wyczerpującego i obiektywnego raportu nadszarpniętą wiarygodność Kościoła z drugiej strony. Każde ograniczenie swobody działania, dostępu do dokumentów czy pozostawienie możliwości wywierania na komisję „bieżącego” wpływu w trakcie jej prac spowoduje, że w opinii publicznej utraci ona najważniejszą swoją wartość – oparty na niezależności walor wiarygodności rezultatów jej prac. Niestety, ten najważniejszy postulat nie został w pełni uwzględniony. W uchwalonych dokumentach przewidziano szereg ograniczeń w postaci konieczności wstępnych uzgodnień i ustaleń proceduralnych i metodologicznych z samą KEP i konferencjami przełożonych zakonnych, dających pole do (również ograniczających) interpretacji niedookreślonych klauzul, jak np. „poszanowania autonomii kościelnych osób prawnych przy udostępnianiu archiwaliów kościelnych”. Faktycznie ograniczono możliwości badania przez komisję bieżących archiwaliów kościelnych poprzez obowiązek uzyskiwania na nie zgody właściwego przełożonego. Odwrócono więc o 180 stopni podstawową dla wiarygodności prac komisji zasadę, iż jej powołanie powinno skutkować powstaniem dla wszystkich „przełożonych”, których kompetencji badania komisji będą dotyczyły, bezwarunkowego obowiązku ochrony i udostępnienia do badań wszystkich zasobów archiwalnych, jakimi dysponują. Każdy cień wątpliwości, czy dany biskup, prowincjał czy inny przełożony nie ogranicza takiego dostępu, osłabi tak wagę końcowych ustaleń komisji, jak i przede wszystkim jej znaczenie jako gremium merytorycznego, całkowicie wyjętego spod wpływu podmiotu, który ma badać.
Zwyciężyła koncepcja komisji historycznej
Obok tego fundamentalnego zastrzeżenia wątpliwości budzi szereg wprowadzonych ograniczeń, na przykład ograniczenie terenu działania komisji do obszaru Rzeczpospolitej Polskiej. Prowadzone dotychczas kwerendy i upublicznione przypadki ukrywania sprawców kościelnej pedofilii – jak choćby w głośnej ostatnio sprawie diecezji tarnowskiej i działań jej byłego ordynariusza Wiktora Skworca – wskazują, że niejednokrotnie przełożeni kierowali ich do pracy za granicą. Zawarcie w statucie komisji ograniczenia terytorialnego może więc utrudnić jej – czy też być wykorzystane do ograniczania – możliwość zbierania potrzebnych materiałów za granicą, choć okazałoby się to potrzebne dla realizacji celów jej działania. Trudno natomiast dopatrzeć się pozytywnej przesłanki wprowadzenia takiego ograniczenia.