Głos Amerykanów nie otrzeźwił jednak polskich polityków. Niezrażony niczym rzecznik prezydenta Rafał Leśkiewicz oświadczył, że Polska i tak będzie rozwijać zdolności atomowe, a „pojedyncza wypowiedź przedstawiciela administracji amerykańskiej niczego nie dowodzi”. To jednak Colby, który reprezentował USA na niedawnym spotkaniu ministrów obrony państw NATO, uchodzi za głównego stratega administracji amerykańskiej w dziedzinie bezpieczeństwa. W książce pt. „Strategia wypierania”, wydanej także w naszym języku przez Polski Instytut Spraw Międzynarodowych, określa on główny cel amerykańskiej polityki jako powstrzymanie Chin przed uzyskaniem hegemonii w Azji Wschodniej, co oczywiście implikuje ograniczenie zaangażowania w Europie. Nie ma tam ani słowa, by Amerykanie mieli zrezygnować z polityki zdecydowanego powstrzymywania proliferacji broni jądrowej. Leśkiewicz stwierdził też, że na temat broni nuklearnej będziemy z Amerykanami rozmawiać. Mogę wyobrazić sobie, co usłyszymy: „Chłopcy, włóżcie długie spodnie i przyjdźcie z kimś dorosłym”.
Polska nie ma dziś realnych możliwości stworzenia własnej broni jądrowej
Dążenia do stworzenia autonomicznych zdolności nuklearnych mogą być odbierane albo jako utrata zaufania do odstraszania ze strony USA, co byłoby złym sygnałem wobec Amerykanów, albo mogą też stanowić próbę zerwania więzów zależności i wybicia się na samodzielność. Nie sądzę, by Amerykanie kiedykolwiek dopuścili do tego, by Polska mogła posiadać broń nuklearną. Nie chodzi tylko o prowokowanie Rosji, która ma być w przyszłości kluczowym partnerem gospodarczym USA, ale także o Niemcy i Ukrainę. Czy posiadanie broni nuklearnej nie wzmocniłoby naszych postulatów w kwestii reparacji czy ekshumacji? Stawiam dolary przeciwko orzechom, że nasi sąsiedzi poparliby nasze starania o broń nuklearną w taki sam sposób, jak my byśmy poparli ich starania.
Czy próby naszych ładunków jądrowych planujemy przeprowadzić w kopalni soli w Wieliczce?
Zgłaszamy ambicje nuklearne w sytuacji, gdy nie mamy ani wiedzy, ani cywilnej energetyki atomowej, ani złóż uranu, ani odpadów potrzebnych do ekstrakcji plutonu. Czy próby naszych ładunków jądrowych planujemy przeprowadzić w kopalni soli w Wieliczce? Obawiam się, że ta nuklearna szarża naszych władz zaszkodzi rozwojowi cywilnej energetyki jądrowej. Skoro bowiem zapowiadamy, że chcemy obchodzić postanowienia Układu o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej, który zakazuje wytwarzania i poszukiwania pomocy w produkcji broni nuklearnej, niejako zmuszamy innych, by nam w tym przeszkadzali.
Wzorem dla nas powinni być Niemcy. Minister obrony Boris Pistorius właśnie oświadczył, że to Amerykanie zapewniają Europie odstraszanie nuklearne, a większa liczba miejsc, w których będzie broń nuklearna, nie uczyni świata bardziej bezpiecznym. Niemcy będą też skrupulatnie przestrzegać Układu o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej i rozwijać zdolności do odstraszania środkami konwencjonalnymi.