Nadanie przez Wołodymyra Zełenskiego jednej z jednostek wojskowych imienia „Bohaterów UPA” oraz reakcja prezydenta Karola Nawrockiego w postaci zapowiedzi odebrania prezydentowi Ukrainy Orderu Orła Białego wpisują się w logikę znanej z teorii gier „gry w tchórza” (chicken game).

Dwaj kierowcy pędzą na siebie i tylko jeden z nich w ostatniej chwili zjeżdża mu z drogi. W tym sensie polityczny pojedynek z Zełenskim Nawrocki przegrał: prezydent Ukrainy nie zmienił nazwy jednostki, a zapowiadany dekret o odebraniu orderu nie został podpisany. Polska mrugnęła pierwsza.

Tym niemniej lepiej było wycofać się z tej groźby, niż doprowadzić do otwartego zderzenia, którego Polska nie mogłaby politycznie wygrać. To jednak nie zmienia istoty sprawy: skoro padła zapowiedź tak demonstracyjnego kroku, a nie została wykonana, rachunek polityczny jest dla Warszawy druzgocący.

Czytaj więcej

Andrzej Gwiazda: Karol Nawrocki powinien odebrać Orła Białego prezydentowi Ukrainy

Największy błąd polegał jednak na tym, że w ogóle wybrano instrument demonstracyjny zamiast dyplomatycznego. Wezwanie ambasadora, nota protestacyjna czy twardy komunikat państwowy miałyby mniejszy ciężar symboliczny, ale nie obnażyłyby tak brutalnie, że Polska grozi mocniej, niż może wyegzekwować.

Sami wykluczamy się z rozmów o przyszłości Ukrainy

Zełenski tymczasem brał udział w ważnym spotkaniu w Londynie, gdzie państwa przewodzące koalicji chętnych zadeklarowały dalsze wsparcie dla Ukrainy, opowiedziały się za zawieszeniem broni, rozmowami pokojowymi i rozmieszczeniem sił stabilizacyjnych po wojnie. Polski w tym gronie nie ma i trudno się dziwić, skoro sama z góry wyklucza udział w takim przedsięwzięciu.

Czytaj więcej

Rosja już wykorzystuje spór o „bohaterów UPA”. „Intensywnie eksploatowany temat”

W Warszawie zrozumiano też coś jeszcze: możliwości wykorzystania tranzytu czy politycznych gestów jako realnego narzędzia nacisku na Ukrainę są ograniczone. Wybierając inną trasę podróży, Zełenski dał czytelny sygnał, że Polska nie jest dziś partnerem, bez którego nie da się prowadzić skutecznej dyplomacji. To z Kiszyniowa, a nie z Rzeszowa, prowadził ważne rozmowy o zakończeniu wojny z Rosją z wysłannikami USA Steve’em Witkoffem i Jaredem Kushnerem.

Polska zademonstrowała własne ograniczenia

Straty wizerunkowe będą trudne do odrobienia. Jeśli na Konferencji Odbudowy Ukrainy w Gdańsku zabraknie prezydenta Zełenskiego, wydarzenie przygotowywane jako dowód znaczenia Polski może stać się dowodem jej malejącej siły oddziaływania.

Czytaj więcej

Jacek Nizinkiewicz: Nie bronić Zełenskiego, wspierać Ukrainę, nie dać satysfakcji Putinowi. Trudny wybór Karola Nawrockiego

Ukraina dzięki sile swojego wojska i odporności społeczeństwa staje się ważnym geopolitycznym sworzniem. Udowodniła, że jest w stanie obronić swoją suwerenność, redefiniuje współczesną sztukę wojenną i coraz mocniej współtworzy europejską architekturę bezpieczeństwa. Na tym tle polski gest wobec Zełenskiego okazał się nie demonstracją siły, lecz demonstracją własnych ograniczeń. W tej rozgrywce nie cofnęła się Ukraina – cofnęła się Polska.

Jacek Czaputowicz

Jest profesorem na Uniwersytecie Warszawskim, byłym ministrem spraw zagranicznych (2018–2020)