Rozpoczynając panel „Sektor finansowy a rozwój gospodarki – czy wystarczy robić to, co zawsze?”, Zbigniew Jagiełło, prezes PKO Banku Polskiego w latach 2009–2021, przypomniał, że polska gospodarka od 37 lat w zasadzie tylko rośnie, pomijając pandemiczny rok 2020.
– Mamy najlepszy okres gospodarczy w historii, zwany złotym wiekiem – mówił, nawiązując do zaplanowanego na kongresie spotkania z Markiem Belką wokół jego książki o czarnych łabędziach. Pytanie, czy te czarne łabędzie rzeczywiście krążą dziś wokół polskiej i światowej gospodarki, posłużyło za punkt wyjścia do debaty.
Elżbieta Czetwertyńska, prezes Citi Handlowego, rozwiała wątpliwości, czy globalny kapitał wciąż widzi Polskę jako miejsce do inwestowania. – Jak najbardziej. Polska jest krajem priorytetowym nie tylko z punktu widzenia Citi, ale też wielu naszych klientów globalnych – mówiła. Czarne łabędzie określiła mianem nowej normalności, do której trzeba się dostosować. Dodała, że ponad 50 proc. pracowników Citi w Europie to osoby pracujące w Polsce, a wycofywanie się z bankowości detalicznej to element globalnej strategii Citi. Uwolniony wraz ze sprzedażą biznesu detalicznego kapitał ma zasilić i rozpędzić bankowość instytucjonalną Citi Handlowego.
Gdzie podziały się miliony z polis
Gdy rozmowa zeszła na to, co w polskim systemie szwankuje, na pierwszy plan wysunął się rynek ubezpieczeń na życie, jako ten, który generuje kapitał o najdłuższym horyzoncie. Adam Uszpolewicz, prezes Polskiej Izby Ubezpieczeń (PIU), wskazał, że model, w którym ubezpieczyciele są kręgosłupem rynku kapitałowego, działa przede wszystkim we Francji i w krajach skandynawskich. – We Francji narodził się pomysł nazywany planem Philippa Tibiego: żeby 0,5 proc. rezerw ubezpieczeniowych było inwestowanych w start-upy. To się przekłada na ok. 15 mld euro i tam się udało – mówił. W Polsce analogicznie byłby to miliard złotych.
Problemem jest jednak nie tylko skala, ale i struktura. – Długoterminowe finansowanie dostarcza rynek ubezpieczeń na życie, a w Polsce to niecała jedna trzecia rynku. To jest największa bolączka – wskazywał Uszpolewicz. W krajach, które wymienił, oszczędzanie w formie polisy wspierają zachęty podatkowe. W Polsce ich nie ma. Zapowiedział, że PIU, której od niedawna szefuje, przedstawi propozycje zmian dotyczące tej luki oraz wciąż niewielkiego rynku ubezpieczeń zdrowotnych.
Skalę zjawiska doprecyzował z sali Cezary Stypułkowski, prezes Banku Pekao. – Ubezpieczenia życiowe są problemem fundamentalnym. W Polsce to mniej więcej 0,8 proc. PKB, podczas gdy majątkowe – pewnie ok. 2 proc. Na rozwiniętych rynkach to 4–5 proc., a we Francji może 7 proc. – wyliczał. Zwrócił uwagę, że w tych 0,8 proc. mieszczą się jeszcze ubezpieczenia grupowe, będące polską specyfiką i zdominowane przez PZU. – To, co rzeczywiście mogłoby finansować to, o czym mówimy, to genuine life insurance (ubezpieczenia na życie w klasycznej formie – red.), a tego w Polsce nie ma. Dlaczego tak się stało? – pytał retorycznie.
Adam Uszpolewicz wskazywał na decyzje legislacyjne. Przypomniał, że kiedyś ubezpieczenia z funduszami kapitałowymi były zwolnione z tzw. podatku Belki, ale później zdecydowano, że wszystkie produkty powinny konkurować na równych zasadach. – Nie dostrzegamy jednak jednego problemu. Ani TFI, ani banki nie będą miały tak długiego finansowania jak ubezpieczyciele. Te zobowiązania życiowe mają okres 20, 30, 40 lat – argumentował, dodając, że to dlatego tylko ubezpieczyciele są w stanie finansować projekty infrastrukturalne, energetyczne czy mieszkaniowe. – Z perspektywy czasu tę zmianę należy ocenić jako negatywną dla długoterminowego rozwoju polskiej gospodarki – podsumował.
Maciej Fedyna, odpowiadający w PZU za finanse i ryzyko, poparł postulat, ale dorzucił niewygodny szczegół. – Produkty emerytalne – IKE, IKZE, PPE – również płacą podatek bankowy, mimo że są ubezpieczeniowe i emerytalne w założeniu – zauważył.
Innowacje uciekają za granicę
Drugą luką jest finansowanie firm o innowacyjnym potencjale. Paweł Borys, partner zarządzający MCI Capital, wcześniej twórca i prezes PFR, przyznał, że potrzeby przedsiębiorców wciąż nie są w pełni zaspokojone. – Dziesięć lat temu całe finansowanie projektów we wczesnej fazie rozwoju w Polsce zamykało się kwotą 250 mln zł. To był wtedy cały rynek venture capital – wspominał. Po stworzeniu PFR Ventures rynek urósł do 3,5 mld zł, a potem ustabilizował się na poziomie ok. 3 mld zł. – To jest 0,1 proc., a powinno być cztery, pięć razy więcej – oceniał.
– Pieniędzy na wczesnym etapie jest już dość dużo, bo jest sporo programów finansowanych przez Unię Europejską. Brakuje nam za to większych funduszy venture capital i private equity, zdolnych do finansowania transakcji od kilkudziesięciu do kilkuset milionów złotych – mówił. W efekcie ciekawe firmy są wykupywane przez inwestorów zagranicznych albo trafiają do funduszy międzynarodowych. Sektor średnich i większych funduszy jest słabo rozwinięty głównie dlatego, że baza inwestorów instytucjonalnych – ubezpieczycieli i funduszy emerytalnych – nie jest jeszcze aktywna, choć pojawiają się pierwsze jaskółki.
Jedną z nich jest inicjatywa Innovate Poland, w której PZU jest jednym z wiodących inwestorów. – Wierzymy, że rozwój innowacyjnych przedsiębiorstw posłuży nie tylko gospodarce, ale również nam jako inwestorowi poprzez wyższą stopę zwrotu – mówił Maciej Fedyna. Zarazem nie ukrywał, że poza dwiema strategicznymi inwestycjami w banki PZU ma w polskich akcjach skromne udziały. – Nasze zaangażowanie jest na tyle niewielkie, że nawet gdyby miało to być 200 proc. więcej, to pewnie byśmy tego nie zauważyli – przyznał.
Banki wolą obligacje, ale winny jest popyt
Zbigniew Jagiełło przypomniał, że na koniec minionego roku w bilansach banków było więcej obligacji skarbowych niż kredytów dla firm, i zapytał Marcina Kościńskiego, wiceprezesa ING Banku Śląskiego odpowiadającego za pion klientów biznesowych, jak należałoby zmienić tę sytuację. Kościński przyznał, że na średniej czy dużej korporacji rentowność samego kredytu bywa niższa niż obligacji, jeśli nie towarzyszy mu dodatkowy biznes. Wskazał na strukturę podatku bankowego i wycenę obligacji, ale także zaproponował inne spojrzenie na problem.
– Popyt na kredyt jest dramatycznie niski. Chciałbym pójść w kierunku tego, dlaczego tak się dzieje – mówił. Polska gospodarka, której siłą jest dywersyfikacja produkcyjna i powiązania z silnymi gospodarkami europejskimi, wolniej zwiększa zdolności produkcyjne. – Procesy inwestycyjne, które kilkanaście lat temu dla podobnych aktywów trwały sześć miesięcy, dziś, do uzyskania pozwoleń, trwają przynajmniej trzy, cztery lata – wyliczał. Bez ingerencji w przyczyny trudno, jego zdaniem, liczyć na wzrost popytu, apelował więc o silny impuls deregulacyjny, zwłaszcza dla małych i średnich firm.
Pytany, ilu innowacyjnych przedsiębiorców odchodzi od banku z odmową, bo nie mają historii kredytowej czy zabezpieczeń, Kościński przyznał, że bank nie może przekroczyć granicy między finansowaniem dłużnym a kapitałowym. – Podlegamy prawu bankowemu, a zdolność kredytowa musi być udowodniona – tłumaczył. Jagiełło przywołał przy tym opinię Andreasa Treichla z Erste Banku, że banki europejskie nie potrafią wyceniać ryzyka firm z aktywami niematerialnymi, a Amerykanie potrafią – i stąd mają Google’a czy Facebooka.
Wątek podatku bankowego – wprowadzonego w 2016 r. i podnoszącego koszt kredytu o 44 pkt baz. – wrócił przy wypowiedzi Elżbiety Czetwertyńskiej, która nie kryła, że danina nie sprzyja kredytowaniu.
– Relacja aktywów klientowskich do PKB jest w Polsce znacząco niższa niż średnia unijna, a plany inwestycyjne, obronność, transformacja energetyczna wymagają kredytu – mówiła prezes Citi Handlowego. Zaznaczyła jednak, że choć firmy szukają tańszego finansowania, także za granicą czy na rynkach kapitałowych, Citi Handlowy jako bank działający w Polsce jest rozliczany przez inwestorów m.in. ze wzrostu aktywów klientów. – W zeszłym roku aktywa naszych klientów wzrosły o 18 proc. Nie oddam łatwo tego biznesu konkurencji, bo naszym zadaniem jest stałe rozbudowywanie tego portfela – podkreśliła.
Kto udźwignie ryzyko wielkich inwestycji
Paweł Borys dorzucił do listy lukę, której kiedyś nie odczuwano, bo Polacy mieli niewielkie oszczędności: brak produktów zdejmujących ryzyko długowieczności. – Jak przechodzę na emeryturę, nie wiem, czy będę żył 15, czy 30 lat, i nikt nie jest w stanie tego ryzyka ode mnie kupić – mówił, wskazując na brak annuitetów, czyli rent dożywotnich. W fazie akumulacji są już setki miliardów złotych, które potem nieefektywnie leżą na depozytach. Ostrzegał też przed osiadaniem na laurach. – Czasami boję się narracji o 37 latach wzrostu. Jak popatrzymy na demografię i pozycję w innowacjach, mamy dużo do zrobienia – wskazał.
Maciej Fedyna zwrócił uwagę na barierę, o której rzadziej się wspomina: płynność. – Rynek długu korporacyjnego i inwestycji alternatywnych musi jeszcze nabrać masy i płynności – mówił, tłumacząc, dlaczego udział obligacji skarbowych w bilansach polskich ubezpieczycieli jest wyższy niż gdzie indziej. Mocno wybrzmiał jednak inny jego sygnał – dotyczący czekających Polskę wielkich inwestycji. – Mówi się o lotniskach, drogach, elektrowniach jądrowych. Zgodnie z założeniami budowa potrwa kilkanaście lat, a publiczni zamawiający niejako oczekują, że to firmy budowlane przejmą na siebie ryzyko powodzenia inwestycji w długim okresie – mówił. Przy takim przerzucaniu odpowiedzialności rynek może jej po prostu nie udźwignąć. – Nie brakuje nam kapitału, ale brakuje spojrzenia na układankę jako całość – ocenił.
Na pytanie, co zmienić, by lepiej finansować małe i średnie firmy, Kościński wrócił do deregulacji i postulatu skrócenia okresów uzyskiwania pozwoleń. Ostrzegł za to przed traktowaniem wielkich projektów inwestycyjnych jako koła zamachowego gospodarki. – One będą tylko krótkim paliwem, trochę podobnie jak to, w jaki sposób rozpala się ognisko. Jeśli nie stworzymy infrastruktury dla małych i średnich firm, efekt mnożnikowy będzie skromniejszy, niż się spodziewamy – przekonywał.
– Zmiana jest konieczna, bo musimy nadążać za naszymi klientami, a tempo, w jakim zmieniają się rynki i świat, jest bezprecedensowe – zwróciła uwagę prezes Citi Handlowego. Jako jeden z kierunków wskazała wdrażanie sztucznej inteligencji w model biznesowy: automatyzację części czynności operacyjnych i uwolnienie czasu doradców na pogłębianie relacji z klientem, diagnozę jego potrzeb, szeroko pojęte wsparcie w zakresie planowania biznesu, a nie samą sprzedaż produktów.
– Polska zawsze była w awangardzie cyfryzacji usług bankowych i wyprzedzała tu wiele krajów na świecie. Żeby pozostać liderem, musimy utrzymać to niezwykle ambitne tempo – podsumowała Elżbieta Czetwertyńska.
Partner relacji: CITI HANDLOWY