Innowacyjność staje się kluczowym czynnikiem konkurencyjności sektora bankowego. Czy jednak realnie przekłada się na wartość dla gospodarki i klientów, czy pozostaje głównie elementem strategii wizerunkowej? Jak banki wdrażają innowacje i które z nich mają rzeczywisty wpływ na rynek?

Odpowiedzi na te pytania szukali uczestnicy panelu „Instytucje finansowe w epoce innowacji: kto na tym wygra?”, który odbył się podczas Europejskiego Kongresu Finansowego (EKF) w Sopocie.

Przygasa silnik innowacji w gospodarce

Wprowadzenie do dyskusji wygłosił Michał Kurowski, dyrektor PwC Polska.

– Opowieść o innowacji sektora finansowego jest niejednoznaczna. Po pierwsze dlatego, że choć w ostatnim roku sektor osiągnął rekordowe przychody i rekordową dochodowość, to jeszcze nigdy nie był tak uzależniony od dochodu odsetkowego. Co więcej, ten udział jest znacząco większy od średniej w Unii Europejskiej. Dodatkowo dziwić może to, że większość innowacji, które pojawiały się w sektorze finansowym na świecie, wpływała raczej na przychód prowizyjny – mówił Michał Kurowski.

Zwracał uwagę, że dochodowość sektora fintech potwierdza tezę, że inwestowanie w innowacyjne usługi i produkty ma sens. – Może jeszcze nie generuje takiej skali, żeby to było w pełni zauważone w sektorze, ale na pewno poziom wzrostu uzasadnia te inwestycje – mówił dyrektor PwC Polska.

Jego zdaniem dodatkowo może zastanawiać to, że sektor bankowy wycofuje się de facto z roli silnika innowacji w gospodarce. Banki w ostatnich latach dużo chętniej finansowały państwo poprzez skup obligacji skarbowych, aniżeli udzielały kredytów dla przedsiębiorstw, które mogły wytwarzać innowacje dla gospodarki.

– Mimo to udało nam się zbudować jedną z najbardziej innowacyjnych i rozwiniętych infrastruktur bankowych w Europie Środkowo-Wschodniej, a nasi klienci bardzo chętnie przyjmują innowacje. Dzięki temu potrafimy je wymyślać na światowym poziomie. Ale, co ciekawe, tylko gdy działamy wspólnie, w ramach konsorcjum, niezależnie od tego, czy to jest współpraca w ramach inwestycji rządowej, kolaboracja między korporacjami, czy pewnego rodzaju praca zespołowa. Efekty tych prac są unikatowe w skali europejskiej. Dlaczego nie mamy ich więcej? – pytał Michał Kurowski.

Musimy zmienić bilans handlowy usług cyfrowych

Następującą po prezentacji debatę prowadził Cezary Szymanek, zastępca redaktora naczelnego „Rzeczpospolitej”, który zaczął dyskusję od przytoczenia wypowiedzi Donalda Tuska, wygłoszonej niewiele wcześniej w specjalnym wystąpieniu na EKF. Premier stwierdził, że w ramach budowania suwerenności technologicznej musimy być współtwórcami rozwiązań innowacyjnych, a nie tylko ich odbiorcami. – Co musimy zrobić, żeby tak było – pytał Cezary Szymanek.

– Wydaje się, że tak właśnie jest – stwierdziła Magdalena Proga-Stępień, wiceprezeska Erste Bank Polska kierująca Pionem Bankowości Detalicznej oraz siecią oddziałów. – Nasz sektor usług finansowych generuje dużo innowacji – dodała. Jako przykład wskazała BLIK.

– Mamy jednego, jedynego BLIK-a i nic więcej – zaoponował Szymanek.

Sprzeciwił się też Michał Sobolewski, wiceprezes PKO Banku Polskiego, nadzorujący Obszar Administracji. – W skali makro nie jest dobrze – stwierdził. I tłumaczył, że o ile nasza gospodarka szybko się rozwija i jesteśmy pod tym względem drudzy w Europie po Malcie i jednym z liderów na świecie, o tyle jeśli chodzi o wydatki na badania i rozwój, jesteśmy na szarym końcu. – Wydajemy bardzo mało. Za nami w UE są tylko trzy kraje – mówił Michał Sobolewski.

Zwracał uwagę, że rozwijamy się dzięki temu, że do tej pory mieliśmy niskie koszty pracy i byliśmy kreatywni, ale te rezerwy się powoli kończą i żeby ten wzrost utrzymać, musimy zdecydowanie więcej wydawać na badania i rozwój.

W ocenie Dariusza Mazurkiewicza, prezesa Polskiego Standardu Płatności, który jest operatorem systemu BLIK, słowa premiera były bardzo konkretne i mocne. – Po raz pierwszy ze strony urzędnika zarządzającego naszym krajem padło stwierdzenie o suwerenności technologicznej – stwierdził prezes Mazurkiewicz.

Zwrócił uwagę na przywołany przez premiera ujemny bilans handlowy usług cyfrowych na poziomie 45 mld zł. – To pokazuje, że jesteśmy biorcami technologii z zewnątrz. Własnych produktów, które eksportujemy, jest wciąż za mało. Pora to zmienić, ale to nie będzie łatwe – mówił Dariusz Mazurkiewicz. Jego zdaniem warto myśleć o tym, żeby ten bilans był co najmniej neutralny, przynajmniej na poziomie europejskim.

– Jesteśmy superinnowacyjni tak długo, jak mówimy o relatywnie niedużych budżetach. Czyli mamy superaplikację, mamy superróżne rzeczy, możemy to poprawiać. Nasza bankowość w zasadzie powstała 30 lat temu, mogliśmy więc budować pewne rzeczy od zera i wybudowaliśmy je, jak na tamten czas, w bardzo nowoczesny sposób. I to było świetne – ocenił Marcin Giżycki, wiceprezes ING Banku Śląskiego, nadzorujący Pion Klientów Indywidualnych.

Wskazywał, że Europa Zachodnia nie nadążała, bo miała wcześniej zainwestowane pieniądze w swoje rozwiązania, a nikt nie lubi odpisywać niezamortyzowanych inwestycji, więc to ją wstrzymywało. – Natomiast my mamy ogromny problem z dużymi inwestycjami. I nie jest to tylko problem Polski, ale w ogóle Europy – mówił wiceprezes ING Banku Śląskiego. – Nie znam wielkiego europejskiego operatora chmury porównywalnego z tymi trzema, czterema amerykańskimi. Nie znam wielkich europejskich modeli AI – dodał.

Zbudować skalę

Zdaniem Michała Popiołka, dyrektora zarządzającego ds. bankowości globalnej i inwestycyjnej w mBanku, nasz kłopot polega na tym, że jesteśmy gospodarką dosyć dużą, ale nie za dużą. – Robimy w kraju mnóstwo rzeczy, innowacji, ale już wyjście poza Polskę jest dla nas bardzo trudne – ocenił. Jego zdaniem inaczej jest w mniejszych krajach, takich jak Czechy czy Estonia, bo one od początku muszą być nastawione na wychodzenie na zewnątrz i paradoksalnie to tam powstają innowacje globalne.

Przemysław Paprotny, partner PwC Polska, lider usług dla sektora finansowego w Europie Środkowo-Wschodniej, zwracał uwagę, że nawet jeśli uznamy, że jesteśmy superinnowacyjni w bankowości – bo niektóre nasze rozwiązania są znane w świecie, a polskie banki są postrzegane jako forpoczta innowacyjności, nie tylko za sprawą BLIK-a czy różnych aplikacji – to wcale nie oznacza to, że odniesiemy sukces na arenie międzynarodowej i będziemy w stanie konkurować z dużymi graczami.

– Prawdziwą miarą sukcesu będzie to, że doprowadzimy do sytuacji, w której powstaje jakieś rozwiązanie, które będziemy w stanie skomercjalizować. To da nam odpowiedź na pytanie, czy jesteśmy faktycznie innowacyjni – przekonywał Przemysław Paprotny.

– Może zabrzmi to trochę szumnie, ale mamy wizję z kilkoma liderami w Europie, aby tam, gdzie nie ma potrzeby budować konkurencji, łączyć się między sobą. Nazywamy to interoperacyjnością w Europie, czyli łączeniem naszych systemów. Dzięki temu w czasie podróży po Europie będziemy mogli płacić przy pomocy naszych rozwiązań i one będą w pełni akceptowane przez inne rynki – odpowiedział Dariusz Mazurkiewicz.

Tłumaczył, że służyć temu ma otwarcie hubu europejskiego, także z Francuzami i Niemcami, którzy do tej pory nie zaistnieli na szerszą skalę w innowacjach w płatnościach cyfrowych. – Ktoś może powiedzieć, że BLIK jest mało ambitny, bo nie chce spowodować, żeby Francuzi i Niemcy nie budowali rozwiązania swojego, tylko wzięli polskie. Ale my widzimy dla siebie szansę przede wszystkim w Europie Środkowej. Natomiast na tych rynkach, które mają swoje innowacje albo mają ambicje tworzenia własnych narodowych innowacji, chcemy po prostu łączyć się, bo to jest też taka nasza polska specjalność – przekonywał prezes Polskiego Standardu Płatności.

Magdalena Proga-Stępień oceniła, że o poziomie konkurencyjności Europy w starciu z Ameryką czy Azją w kolejnych latach przesądzi to, czy będzie ona w stanie myśleć o sobie bardziej w kategoriach regionalnych, całościowo, niż krajowych, pofragmentowanych.

Kto wygra na innowacjach?

Pod koniec uczestnicy dyskusji starali się odpowiedzieć na tytułowe pytanie spotkania: „Instytucje finansowe w epoce innowacji: kto na tym wygra?”.

– Dobrze by było, żeby wygrał klient. I nasza w tym rola – stwierdziła Magdalena Proga-Stępień. – Wygra klient – przewidywał też Dariusz Mazurkiewicz.

– Każdy będzie miał swoją marżę. Jedni większą, inni mniejszą. Ostatecznie wygra ten, który płaci, czyli płaci klient – stwierdził Marcin Giżycki.

Także zdaniem Michała Popiołka wygra klient. – Ale wygrają też banki inwestycyjne, bo spodziewam się dużych konsolidacji. To dlatego, że jako sektor w Polsce i w Europie jesteśmy za mali w stosunku do tego, co się dzieje, a to, że konkurujemy z bankami chińskimi, amerykańskimi i japońskimi, sprawi, że konsolidacja musi się po prostu wydarzyć – prognozował przedstawiciel mBanku.

– W negocjacjach hołduję zasadzie win–win. I w tym przypadku jest to możliwe, ale musi zostać spełnionych kilka warunków. Na pewno odpowiednie regulacje, współpraca i edukacja, bo to słowo dzisiaj nie padło. A w dobie szans i zagrożeń, które są przed nami, edukacja jest bardzo ważna – przekonywał Michał Sobolewski.

Zdaniem Przemysława Paprotnego byłoby super, gdyby wygrał klient. – Bardzo jednak chciałbym też, żeby nasz sektor finansowy stał się dużo bardziej międzynarodowy, bo wydaje mi się, że my ciągle rozmawiamy o supersektorze, który działa na wyizolowanym rynku, czasami poprzez międzynarodowe grupy, czasami poprzez lokalny kapitał. Ale byłoby dobrze, gdyby doszło do takiego zderzenia z rzeczywistością i weryfikacji, czy jesteśmy tacy super – podsumował Przemysław Paprotny.

Partner relacji: PwC Polska