Reklama

Jerzy Surdykowski: Bezsilność - od powstańców listopadowych do czasów obecnych

Jednym z najgorszych stanów, jakich doświadcza świadomość ludzka jest bezsilność; bezwład i brak sił, kiedy załamuje nas poczucie własnej słabości i bliskość nieuchronnej klęski.

Publikacja: 26.11.2025 05:25

Wojciech Kossak, Starcie belwederczyków z kirasjerami rosyjskimi na moście w Łazienkach

Wojciech Kossak, Starcie belwederczyków z kirasjerami rosyjskimi na moście w Łazienkach

Foto: domena publiczna

Powstańcy, uważnie spoglądający ku nam z głębin naszych dziejów, często bywali słabi, ale nigdy nie byli bezsilni. Postać powstańca jest kanwą polskiej historii, z takich postaci tworzymy korpus naszych bohaterów, im stawiamy pomniki. Właśnie teraz – pod koniec listopada – przypada rocznica „nocy listopadowej”, kiedy garstka młodych oficerów rzuciła wyzwanie rosyjskiej potędze z carem Mikołajem I na czele.

Czytaj więcej

Jerzy Surdykowski: Patriotyzm... co to takiego?

Co uzyskali? Nic, tylko stracili: półautonomiczny rząd okrojonego Królestwa, polską komendę w wojsku i polski język w urzędzie. Wystarczyło więc pozostać bezsilnym: nie ładować karabinów, nie wytaczać dział, nie ścigać generałów uważanych za zdrajców, znosić w pokorze kaprysy księcia Konstantego.

Ale to może za mało: okazując nakazaną bezsilność, wciąż pozostawiam sobie miejsce na wyrażanie pogardy wobec moich opresorów, która może wybuchnąć z morderczą mocą, gdy tylko jakimś cudem przybędzie mi sił. Dlatego w czasach komunistycznych najpopularniejszym azylem bezsilnych było słuchanie „Wolnej Europy”: nie pozostawiało śladów, a gdyby jakiś kapuś wtargnął na nieprzeznaczone dla niego zebranie, za dowód niewinności mogła służyć otwarta butelka „czystej partyjnej”, czyli wódki z czerwoną etykietą.

Czytaj więcej

Powstańcza sztafeta pokoleń
Reklama
Reklama

Wyrażanie pożądanej bezsilności ma więc charakter zmienny, zależnie od czasu i stosunku sił; dzisiaj nie trzeba słuchać „Russia news”, wystarczy z sympatią przyjąć jakiegoś wysłużonego ruskiego trolla w internecie albo przyjaźnie spojrzeć na to, o czym gada TV Republika na swych przesławnych paskach. Oto już możemy poczuć to samo wyniesienie, którego dostępowali nasi ojcowie i starsi bracia, słuchając zakazanych fal: oto na mocy przekręconej gałki wiemy więcej niż „oni” trzymający kamerę lub mikrofon. Że to ten sam znachor, który jeszcze niedawno zalewał nas kłamstwem, podsuwa dziś swoją „prawdę”, zdążyliśmy zapomnieć.

Czytaj więcej

Podpalony przez powstańców browar będzie upamiętniony

Ale najstraszniejsza jest bezsilność apolityczna, którą przynosi choroba; zwłaszcza, gdy lekarze nie chcą lub nie potrafią postawić diagnozy. Właśnie coś takiego zmusiło mnie do prawie trzymiesięcznej nieobecności na łamach „Rzeczpospolitej”: jestem bezsilny i zrozpaczony, ale znachora nie szukam.

Opinie polityczno - społeczne
Piotr Buras: Rozszerzenie UE. Jak przezwyciężyć kwadraturę koła
Opinie polityczno - społeczne
Marek Migalski: Kto zwycięży w wojnie Tuska z Nawrockim
Opinie polityczno - społeczne
Luiz Inácio Lula da Silva: Umowa Mercosuru z Unią Europejską to odpowiedź multilateralizmu na izolację
felietony
Jacek Czaputowicz: Jak rozwiązać spór o ambasadorów?
Opinie polityczno - społeczne
Marek Kutarba: Zajęcie połowy Opolszczyzny zajęłoby Rosjanom rok
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama