Donald Tusk, mobilizując najwierniejszych z wiernych w marszu 4 czerwca, liczył na podobny efekt, jak w czerwcu 2023 roku, gdy na ulicach Warszawy zjawiło się rzeczywiście wielu ludzi. Tegoroczny marsz wyszedł co najwyżej średnio, nie było widać entuzjazmu sprzed roku, charyzma liderów PO jakby zniknęła, a frekwencja była niska. Czuć było zmęczenie materiału i przedłużający się maraton wyborczy. Jednak tylko PO stać było na takie szarpnięcie cuglami, aby w wyborach, które najmniej interesują wyborców, chociaż spróbować ich zmobilizować na tyle, na ile się da. Paliwem PO jest wciąż chęć rozliczenia poprzedniej władzy i to główny motor napędowy wyborców partii rządzącej.